To się już nie powtórzy… Czeskie powiedzonko idealnie opisuje sytuację na szczytach władzy. Jeszcze tylko weekend i w poniedziałek, po zaprzysiężeniu nowego Sejmu i wyborze Bronisława Komorowskiego na marszałka, premier Jarosław Kaczyński złoży obligatoryjną dymisję rządu. Przez kilka dni jeszcze poadministruje, do chwili zaprzysiężenia gabinetu Donalda Tuska.
Komentarz zacząłem od trafnego czeskiego powiedzenia, ale inne, cytujące tytuł czeskiej komedii „Nikt nic nie wie”, okazuje się w obecnej sytuacji nieprzydatne. Dzisiaj w Polsce wszyscy wiedzą wszystko bardzo dobrze. Zaczyna się standardowa wymiana ekip rządzących. Sytuacja jest o tyle nietypowa, że IV Rzeczpospolita poczuła się namaszczona przez Boga i Historię. Jej budowniczowie zachowywali się zgodnie z tezą klasyka Władysława Gomułki, iż „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Sytuacja tak głębokiego szoku upadającego rządu miała miejsce tylko raz — w roku 1989, gdy PRL nie chciała przyjąć do wiadomości swego upadku.
Ruch kadrowy już trwa na dobre, i to — co niepojęte — w obie strony! Zdumiewającej nominacji „last minute” Antoniego Macierewicza poświęciliśmy odrębny wektor w dół. Prezydent Lech Kaczyński dla równowagi usunął marszałka Senatu Bogdana Borusewicza ze składu Rady Bezpieczeństwa Narodowego (RBN) — nie z powodu końca kadencji, bo Ludwika Dorna pozostawił, lecz za zdradę PiS. Notabene zanosi się, że w nowej sytuacji nie zasłużą na zaufanie głowy państwa i nie zostaną do RBN powołani: premier, marszałkowie obu izb oraz szefowie MSZ i MON, za to pozostaną w jej składzie takie osobistości jak Jarosław Kaczyński, Anna Fotyga i Aleksander Szczygło.
Podobnie jak struktury polityczne, nerwówka przechodząca w panikę ogarnęła spółki skarbu państwa, do których bracia Kaczyńscy przez dwa lata porozprowadzali zaufane kadry, aby poodzyskiwać je dla IV RP. Przypomnijmy sobie chociażby wspólną konferencję wyborczą prezesów Telewizji Polskiej, Polskiego Radia oraz Polkomtela w sprawie cyfryzacji. Owi menedżerowie — Andrzej Urbański, Krzysztof Czabański i Adam Glapiński — obiecywali wówczas elektoratowi błyskotkę do cyfrowego odbioru, słowo biznes odmieniali przez wszystkie przypadki, a przecież są najtwardszym partyjnym jądrem byłego Porozumienia Centrum (PC).
Gorączkowe upychanie wiernych kadr IV RP trwa gdzie tylko się da. Oto najświeższa, z dzisiejszą datą ważności, zmiana z zarządzie NBP. Na wniosek prezesa Sławomira Skrzypka prezydent powołał Zbigniewa Hockubę — bliskiego PiS profesora, ale to OK — oraz Jakuba Skibę, dotychczasowego dyrektora generalnego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, działacza oczywiście PC, karierę zaczynającego jeszcze w NIK pod Lechem Kaczyńskim. Bank centralny pozostaje niezależny od nowej ekipy rządowej, ale wszędzie indziej już za kilka dni zacznie się wymiatanie po IV RP…
Jacek Zalewski