Klasyką mafijnych filmów stała się scena, gdy gangster likwidujący gangstera — na przykład spuszczający go do morza w betonowych butach — tuż przed egzekucją przeprasza ofiarę: "osobiście do Ciebie nic nie mam, to tylko biznes." Sumienie rusza go bynajmniej nie z powodów moralnych, to pragmatyka szemranych interesów.
Naprawdę nie wiem dlaczego, ale owa klasyka natrętnie wchodzi mi do głowy za każdym razem, gdy wybucha noworoczny konflikt rosyjsko-ukraiński o gaz, pośrednio odbijający się na zaopatrzeniu Polski i innych państw naszego regionu. Zwłaszcza, gdy Gazprom sprowadza spór wyłącznie do kategorii handlowych — chociaż oczywiście ma swoje racje wierzyciela, czemu zresztą wcale nie zaprzecza ukraiński dłużnik.
Z energetycznego szczytu unijno-rosyjskiego w Lahti — który odbywał się w październiku 2006 r., gdy surowcowe akcje Moskwy zwyżkowały — zapamiętałem deklarację prezydenta Władimira Putina, że Europa absolutnie nie musi się obawiać o dostawy, ponieważ sprzedaż ropy i gazu to podstawa budżetu Rosji. Ta druga strona energetycznego medalu zabrzmiała nawet całkiem logicznie, jednak jej wiarygodność obniżała okoliczność, iż odsłaniał ją były pułkownik KGB.
Strategiczne interesy Rosji z Ukrainą mają horyzont dużo szerszy, niż jakieś tam dwa miliardy dolarów za gaz z końcówki roku 2008. Dla przykładu wspomnijmy uśpioną, ale coraz głośniej tykającą bombę przyszłości rusofilskiego Krymu, w tym strategicznej bazy czarnomorskiej floty w Sewastopolu. Jej dzierżawa wygasa w roku 2017, tak jak cały rosyjsko-ukraiński układ gwarantujący nienaruszalność granic…
Tatarski Krym został zagarnięty przez Rosję pod koniec XVIII wieku (wtedy, gdy rozbierana była Polska), władza Kremla umacniała się tam przez dwa stulecia — gdy nagle w 1954 r. towarzysz Nikita Chruszczow przerzucił autonomiczny Krym z sowieckiej republiki rosyjskiej do ukraińskiej. Wewnątrz ZSRR takie gesty sekretarzy generalnych partii miały charakter symboliczny, ale po powstaniu w 1991 r. niepodległych państw — ich polityczne następstwa zyskały wymiar wręcz strategiczny. Wobec skali potencjalnej eksplozji Krymu, wybuch pseudoniepodległości Osetii Południowej i Abchazji to marne odłamki.
Od czasu, gdy w Lahti z bliska zmierzyłem się z Władimirem Putinem wzrokiem (trwało to wieczność, całe pięć sekund) zrozumiałem, że biznes bezwzględnie wprzęga on w tryby
geopolityki. I w takim kontekście
proponuję postrzegać spór o zapłatę za gaz, bezdyskusyjnie należącą się Gazpromowi jak psu zupa.
Jacek Zalewski