To zespół napięcia przedszczytowego

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-05-31 00:00

Do rozpoczynającego się 21 czerw-ca posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli — czyli cyklicznego zjazdu głów państw i szefów rządów UE — pozostały trzy tygodnie. Klasę polityczną UE już ogarnia zespół napięcia przedszczytowego, ponieważ staje przed nią nielubiane zadanie — otóż będzie musiała wreszcie przyjąć jakiś konkret w sprawie Konstytucji dla Europy. Dłużej nie da się uciekać od odpowiedzialności wyznaczaniem kolejnych „okresów refleksji”.

Wczorajsza wizyta w Polsce włoskiego premiera Romano Prodiego — który jako były szef Komisji Europejskiej jest entuzjastą traktatu podpisanego 29 października 2004 r. na rzymskim Kapitolu — potwierdziła ogromną polaryzację stanowisk obu państw. Dla obecnych władz Polski tamta wersja (podpisana przez premiera Marka Belkę) jest nie do przyjęcia. Prodi nadał wczoraj sygnał — niebędący żadną nowością — że jeśli na czerwcowym szczycie nie dojdzie do porozumienia, to trzeba będzie wrócić do koncepcji Europy dwóch prędkości, czyli do odtworzenia twardego jądra UE. Werbalnie wszyscy są za konstytucyjnym kompromisem, tyle że rozumianym jako „musi wyjść na nasze”. Tymczasem o prawdziwym kompromisie można mówić tylko wtedy, gdy z końcowej wersji nikt nie będzie zadowolony.

W każdym razie zapowiadają się trzy tygodnie intensywnych manewrów politycznych. Dla Polski kluczowe znaczenie ma zawarcie kompromisu (zgodnego z definicją podaną wyżej) z Niemcami w sprawie systemu unijnego głosowania. W tym kontekście nieszczęśliwą okolicznością jest odbywanie się dorocznego szczytu G-8 pod Hamburgiem już w przyszłym tygodniu (zwykle te spotkania organizowano na początku lipca). Prezydent Władimir Putin wykorzysta tam każdą przerwę, aby sączyć w ucho kanclerz Angeli Merkel polityczny jad na temat „wojowniczych oświadczeń naszych polskich kolegów”, z którymi nijak nie idzie się dogadać.