Niedługo minie osiem miesięcy od momentu, kiedy jeden z funduszy Copernicus Capital TFI złożył wniosek o upadłość giełdowego Cash Flow (CF). Choć w tym czasie o bankructwo CF wystąpili kolejni wierzyciele, a zgodnie z prawem wniosek o upadłość powinien być rozpoznany w dwa miesiące, Sąd Rejonowy Katowice-Wschód do dziś nie wydał w tej sprawie żadnej decyzji. Grzegorz Gniady, prezes i największy akcjonariusz CF, najwyraźniej uznał, że to idealna sytuacja, by wdrożyć w życie zasadę „hulaj dusza, piekła nie ma”.
![NIE STAĆ NAS NAWET NA UPADŁOŚĆ: W raportach giełdowych Grzegorz Gniady pisze, że Cash Flow (CF) wnosi o oddalenie wniosków o upadłość. Dlaczego? Tego z raportów się nie dowiemy. Przed sądem upadłościowym szef CF już otwartym tekstem mówi, że wnioski powinny być oddalone, bo majątek spółki nie wystarczy nawet na koszty postępowania. [FOT. WM] NIE STAĆ NAS NAWET NA UPADŁOŚĆ: W raportach giełdowych Grzegorz Gniady pisze, że Cash Flow (CF) wnosi o oddalenie wniosków o upadłość. Dlaczego? Tego z raportów się nie dowiemy. Przed sądem upadłościowym szef CF już otwartym tekstem mówi, że wnioski powinny być oddalone, bo majątek spółki nie wystarczy nawet na koszty postępowania. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/1b17840b-b077-454e-9cb1-aa3dde6182f1/07abfc9f-4d80-5994-92cb-a172068f91d4_w_830.jpg)
„PB” ustalił, że 31 marca 2014 r. rada nadzorcza CF, w której zasiadają m.in. żona, ojciec i koledzy ze szkoły średniej i studiów Grzegorza Gniadego, przyznała mu wynagrodzenie w wysokości 30 tys. zł miesięcznie na okres maj 2014 — kwiecień 2015 r. Przy czym pensja w łącznej wysokości 360 tys. zł miała zostać wypłacona do 5 maja 2014 r., a więc z góry. I to w sytuacji, kiedy spółka od miesięcy nie płaci praktycznie nikomu — ani obligatariuszom, ani kontrahentom, ani ZUS, ani pracownikom.
Potrzebował na życie
Jakiekolwiek pieniądze od CF można odzyskać jedynie za pośrednictwem komornika. I najwyraźniej z tej drogi chciał skorzystać Grzegorz Gniady. 15 maja 2014 r. wraz z prokurentem CF Grażyną Zalewską udał się do notariusza. A tam oboje, w imieniu spółki, zobowiązali się do zapłaty należnych Gniademu 360 tys. zł w terminie jednego dnia (do 16 maja) i poddali się egzekucji w trybie art. 777 Kodeksu postępowania cywilnego. Grzegorz Gniady, jako pracownik CF, odebrał też odpis aktu. Już 9 maja 2014 r. z tymże odpisem zjawił się w sądzie pracy, gdzie złożył wniosek o nadanie klauzuli wykonalności aktowi z 15 maja. Gdyby ją otrzymał, mógłby zgłosić się do komornika. Tu plan się jednak załamał, bo 23 maja sąd oddalił wniosek szefa CF. Tak nietypową wypłatę wynagrodzenia za rok z góry uznał za przekraczającą zwykły zarząd i wymagającą zgody tymczasowego nadzorcy sądowego CF (ustanowionego w grudniu 2013 r. przez sąd upadłościowy). Szef CF w całej sprawie nie widzi nic złego.
— Nie otrzymuję wynagrodzenia od dłuższego czasu, a potrzebuję pieniędzy na życie — tłumaczy Grzegorz Gniady.
Tymczasem przed sądem upadłościowym zapewniał niedawno, że będzie organizował nową emisję akcji CF, w ramach której sam obejmie walory o wartości „kilkuset tysięcy złotych”.
Dbał o pracowników
To nie koniec kontrowersji. Z informacji „PB” wynika, że szef CF jeszcze w lutym 2014 r. złożył korektę deklaracji VAT, z której wynikał zwrot podatku na prawie 1 mln zł. W deklaracji wpisał przy tym nie dotychczas używane konto CF, ale inne, specjalnie założone. Dlaczego?
— Chciałem wypłacić wynagrodzenie pracownikom — tłumaczy Grzegorz Gniady.
— Pracownikom, w tym sobie? — Tak — wypala bez ogródek szef CF.
I ten plan spalił na panewce. Pieniądze ze zwrotu VAT ostatecznie trafiły do komornika, a ten rozdysponował je wśród wierzycieli giełdowej spółki.