Podczas gdy skarb państwa robił przemeblowanie w zarządzie energetycznego Tauronu, na taki sam ruch, choć dyskretnie, zdecydował się właściciel Zespołu Elektrowni Pątnów- Adamów-Konin (ZE PAK). Zygmunt Solorz-Żak, jeden z najbogatszych Polaków, kontrolujący 51,5 proc. giełdowej spółki, całkowicie wymienił jej władze. Ze stanowiskiem pożegnała się Katarzyna Muszkat, która zarządzała firmą od 2004 r., a wraz z nią trzech członków zarządu. Zastąpił ją Janusz Kaliszyk, od lat pracujący w firmach związanych z Zygmuntem Solorzem- -Żakiem. Wraz z nim do zarządu wszedł m.in. Tomasz Zadroga, były członek zarządu Polkomtela (teleoperator kontrolowany przez miliardera), a wcześniej m.in. były prezes państwowej PGE.
Brunatne ryzyko
Spółka nie objaśniła, z czego wynikają zmiany. Na komentarze trudno też namówić analityków, bo PAK, mimo że duży, na giełdzie nie budzi spektakularnego zainteresowania, a obroty są tradycyjnie niskie. Można spekulować, że przyczyną zmian były wyniki finansowe.
W pierwszym półroczu PAK zanotował ledwie 15 mln zł zysku netto, wobec 92 mln zł rok temu (w samym drugim kwartale było 19 mln zł straty netto). Obrazem niewesołej sytuacji jest też kurs energetycznej spółki, który w minionym roku spadł o połowę. Trudno się dziwić — PAK, w odróżnieniu od państwowych rozbudowanych grup energetycznych, opiera biznes niemal wyłącznie na wydobyciu i produkcji energii elektrycznej. Bloki opala wyłącznie węglem brunatnym. I z tego wynikają ryzyka.
— Patrząc na PAK, należy mieć w pamięci potężne odpisy w segmencie węgla brunatnego, na które zdecydowała się niedawno PGE — zauważa Paweł Puchalski, szef działu analiz Domu Maklerskiego BZ WBK.
PGE, czyli największa firma energetyczna w kraju, odpisała znaczną część wartości bloków opalanych węglem brunatnym (w minionym kwartale odpis sięgnął 8,8 mld zł), potencjalnie najdroższych w eksploatacji w przyszłości. To ryzyko wynika ze spadku cen energii i wzrostu cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla.
— PAK takich odpisów nie zrobił, mimo że jest nawet silniej eksponowany na te ryzyka — przypomina Paweł Puchalski. Poza tym PAK ucierpiał na taniejącym węglu kamiennym.
— To mocno pogorszyło konkurencyjność innych paliw, a węgla brunatnego w szczególności — uważa Paweł Puchalski.
Część analityków zwraca uwagę, że w tym kontekście wątpliwości mogły budzić znaczące plany inwestycyjne PAK. Poprzedni zarząd rozpoczął m.in. modernizację bloku Pątnów I, wartą pierwotnie 1,6 mld zł (ostatnio projekt wstrzymano), rozważana jest też inwestycja w dwie nowe kopalnie odkrywkowe.
Ciąć i zarabiać
Zadania dla nowego zarządu PAK wydają się jasne. Analitycy, którzy dali się namówić na nieoficjalną rozmowę, rzucali: „muszą zarabiać”, „muszą przemyśleć inwestycje”. Trudne decyzje widzi przez zarządem Paweł Puchalski.
— Albo zdecyduje się na radykalne cięcie kosztów, albo ryzykuje, że bloki PAK, ze względu na wysokie koszty, zostaną wypchnięte z tzw. merit order — ostrzega Paweł Puchalski.
To oznacza, że bloki mogą stać się tak drogie, że produkcja z całodobowej — jak obecnie — stanie się w przyszłości jedynie okazjonalna (czyli wyłącznie w godzinach najwyższego zapotrzebowania na energię).
— A to oznaczałoby dramatyczny spadek przychodów, przy wysokich kosztach stałych — dodaje Paweł Puchalski.
Zarząd będzie też musiał zastanowić się nad inwestycjami w dwie kopalnie odkrywkowe.
— Jeśli produkcja energii z węgla brunatnego miałaby się w przyszłości nie opłacać, to powstaje pytanie — po co inwestować tak duże pieniądze? — sygnalizuje Paweł Puchalski.
Inny analityk, ale nieoficjalnie, przypomina, że zarząd musi się zderzyć nie tylko z kwestiami ekonomicznymi, ale również społecznymi. Poziom bezrobocia jest w Koninie wysoki, a PAK musi wyłączyć dwa bloki do 2018- -19 r. To oznacza zwolnienia, które mogłyby być mniej bolesne, gdyby firma jednocześnie inwestowała w wydobycie. W przeciwnym wypadku stanąć może w obliczu strajku. Swoje do powiedzenia mają też ekolodzy, przeciwni wydobywaniu i spalaniu „najbrudniejszego” węgla brunatnego.