Totek mądrzejszy po szkodzie

Dawid Tokarz
opublikowano: 2010-06-14 00:00

Wczoraj ujawniliśmy, że od przyszłego roku Totalizator Sportowy (TS) za obsługę systemu informatycznego będzie płacił cztery razy mniej niż płaci teraz. W ciągu 10 lat da to państwowej spółce co najmniej 0,5 mld zł oszczędności. Co więcej — jest już pewne, że umowa, jaką TS podpisze ze zwycięzcą trwającego przetargu, także w wielu innych aspektach będzie dla niego dużo korzystniejsza niż ta, którą w 2001 r. zawarł z obecnym operatorem — amerykańskim GTechem. Nie dość dobrych wiadomości? Wiewiórki donoszą, że szef i członkowie komisji przetargowej z totka są do trwających negocjacji przygotowani co najmniej tak dobrze, jak uczniowie do zbliżających się wakacji.

Cud? Tak mogłoby się wydawać, jeśli pamiętać, w jakiej atmosferze zawierano kontrakt z GTechem w 2001 r. Oferenci musieli działać bez jasno określonych procedur. Jak w kalejdoskopie zmieniały się kryteria rozpatrywania ofert i skład komisji konkursowej. Politycy dwa razy wymieniali prezesa totka, zarząd spółki był w permanentnym konflikcie, a w tle pojawiały się oskarżenia o korupcję.

Ludzie znający kulisy obu przetargów przyznają, że teraz jest o niebo lepiej: przejrzyście, sprawnie, profesjonalnie. A w rezultacie będzie znacznie taniej. I za to należą się słowa pochwały: dla zarządu TS i dla resortu skarbu, który obecny przetarg objął szczególnym nadzorem.

Jedno pytanie pozostaje otwarte: dlaczego wcześniej było tak drogo? Oby odpowiedź znaleźli prokuratorzy z Łodzi, wciąż badający kulisy przetargu z 2001 r.