Oszukani klienci biura, z którymi w Krakowie rozmawiał reporter RMF FM,
stracili minimum po 1200 złotych. Tyle wynosiła zaliczka, którą musieli wpłacić
zaraz po podpisywani umowy. Resztę pieniędzy trzeba było dopłacić tuż przed
wyjazdem. Pan Piotr o tym, że biuro przestało istnieć, dowiedział się gdy
przyszedł wpłacić pozostałą kwotę. Zastał zamknięte drzwi i informację o
rzekomej awarii. Było tylko ogłoszenie na szybie, że trzeba dzwonić pod
infolinię - mówi pan Piotr.Dzwoniąc na infolinię, automatyczna sekretarka
informuje tylko, że numer został zawieszonych z powodu długów firmy.
Agencja "Call&Go" miała swoje siedziby w marketach Tesco. Te w
Krakowie i Warszawie są zamknięte. Podobnie w Bydgoszczy, Wrocławiu i Poznaniu.
Dorota Karwala z biura prasowego Tesco poinformowała, że firma „Call&Go” od
kilku miesięcy nie wywiązywała się ze swoich zobowiązań, dlatego z końcem lipca
rozwiązano z nią umowę. Przedstawiciele Tesco przyznają, że nie mogą
skontaktować się z właścicielem, bo nie działają podane przez niego
telefony.
Ostatnia szansa na kontakt z biurem podróży to jej warszawska siedziba.
Niestety nasz reporter nie spotkał właścicieli firmy. Ochroniarze biurowca, w
którym miała się mieścić siedziba "Call&Go" powiedzieli, że pokój firmy stoi
pusty już od pół roku. Czy właściciele sprawiali kłopoty, nie płacili czynszu,
gdzie można ich znaleźć? Na te pytania na razie nikt nie był w stanie
odpowiedzieć.