Między styczniem a końcem czerwca 2022 r. unijny rynek nowych samochodów stopniał o 15,4 proc. w porównaniu do sytuacji sprzed roku. W Polsce zarejestrowano w tym czasie o 12,3 proc. aut mniej. Powodem takiego stanu rzeczy jest niemal wyłącznie niska podaż nowych samochodów. Boryka się z tym problemem prawie każdy producent. Są jednak wyjątki. Najbardziej jaskrawym jest Toyota, która w minionym roku wydała klientom w naszym kraju ponad 70 tys. nowych aut. To nie tylko rekord marki, ale też historyczny rekord Polski - nigdy wcześniej żaden producent nie sprzedał nad Wisłą tylu aut w rok. W rezultacie Toyota zakończyła miniony rok z 15-procentowym udziałem w rynku.

Sprint w trudnych czasach
W 2022 r. firma kontynuuje powiększanie przewagi nad konkurencją. W sześć miesięcy wydała w Polsce blisko 38 tys. nowych aut. To co prawda o 6,6 proc. mniej niż rok temu, ale też o prawie 20 tys. więcej, niż ma na koncie druga w Polsce Skoda (niewiele ponad 18,3 tys. rejestracji). Skutek? Do Toyoty należy już blisko 20 proc. rynku nad Wisłą.
– Zakładam, że wydamy klientom w tym roku łącznie 80 tys. nowych aut, co będzie naszym rekordem na polskim rynku. Paradoksalnie pomoże nam w tym obecna sytuacja gospodarcza. Inflacja sprawia, że ludzie mający pieniądze na kontach chcą je szybko zamienić na rzeczy, w tym samochody. Duża cześć klientów wychodzi z założenia, że auto lepiej kupić teraz, bo inaczej inflacja zje im kilkanaście procent oszczędności. W przyszłości auto będzie sporo droższe, bo przyczyni się do tego słabnący złoty, rosnące ceny energii oraz surowców - mówi dr Jacek Pawlak, prezes Toyoty Central Europę z siedzibą w Warszawie.
Aby korzystać na tym zjawisku, trzeba mieć czym handlować, a rynek trawi niska podaż. Toyoty nie dotyczą problemy z dostępnością podzespołów?
– Oczywiście, że dotyczą. Nie jesteśmy oderwani od globalnego rynku. Mamy takie same kłopoty jak inni, ale dotykają nas w mniejszym stopniu. W Toyocie zaprocentowała ostrożność. Japończycy zawsze bardzo uważnie dobierali dostawców, biorąc pod uwagę potencjalne zagrożenia. Toyota, podobnie jak inne marki miała przerwy w produkcji. Jednak dzięki decyzjom władz koncernu jeszcze z 2020 r. i niezawieszaniu dostaw m.in półprzewodników mieliśmy znacznie większą dostępność aut niż konkurencja. Procentuje też nasz niezwykle efektywny system produkcji. Toyota jest pod tym względem liderem, który na wyprodukowanie jednego auta, bez strat na jakości, potrzebuje najmniej czasu. Mamy też kompletną ofertę nowoczesnych napędów - od klasycznych hybryd przez hybrydy plug-in po bateryjne i wodorowe auta elektryczne. Warto dodać, że cały czas mamy w ofercie modele dostępne od ręki, ale są też takie, na które trzeba czekać nawet kilkanaście miesięcy - wyjaśnia Jacek Pawlak.

Unikalna szansa
Spora część sprzedanych w tym roku toyot nie jest pierwszym wyborem klientów, ale raczej remedium na brak aut u konkurencyjnych producentów.
– Oczywiście zdaję sobie z tego sprawę. To ogromna szansa i wyjątkowa okazja dla nas. Naszą misją na kolejne lata jest udowodnienie tym klientom, że warto z nami zostać. Sprzedać auto to jedno, utrzymać klienta to drugie. Dlatego intensywne pracujemy m.in nad nieustannym podnoszeniem efektywności naszych serwisów. Pamiętajmy, że obecnie po naszych drogach jeździ ponad 200 tys. toyot objętych gwarancją, każda z nich musi mieć dostęp do sprawnej obsługi serwisowej wysokiej jakości - mówi Jacek Pawlak.

Co rynek motoryzacyjny czeka w przyszłości? Zdaniem Jacka Pawlaka sprzedaż nowych aut w całym 2022 r. w Polsce skurczy się o ok. 15 proc. W przyszłym roku będzie też znacznie drożej.
– Kryzys w motoryzacji jest ogromny. To nie jest tylko kwestia braku półprzewodników, ale również innych komponentów, w ostatnim czasie także surowców. Brak dostępności to jedno, ceny to drugie. Same blachy stalowe zdrożały na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy o 230 proc. Podobnie jest z miedzią czy aluminium. Nikiel, wykorzystywany m.in w bateriach do aut, zdrożał o nawet 1 tys. proc. Jeśli dodać do tego rosnące koszty energii, pracy i logistyki, nawet Toyota, ze swoją legendarną efektywnością, nie jest w stanie wyprodukować dziś auta w tej samej cenie co rok temu - mówi szef Toyoty w regionie.
Niestety na razie nie widać szans na to, że tendencja się odwróci.
– W przyszłość patrzę z obawą. Mamy do czynienia z dużą liczbą negatywnych czynników. Wysoka inflacja będzie duszona stopami procentowymi. To zwiększy koszty inwestycji i gwałtownie je spowolni, co z kolei odbije się na wzroście gospodarczym i oczywiście kondycji branży motoryzacyjnej - mówi Jacek Pawlak.
Obecna pozycja Toyoty, ale i innych azjatyckich producentów, to konsekwencja znacznie ostrożniejszego podejścia do organizacji produkcji niż w europejskich koncernach. Żaden producent nie jest dziś całkowicie odporny na niską podaż podzespołów do budowy aut. Lżej obecną sytuację znoszą ci, którzy optymalizowali łańcuch dostaw tak, by zachować choć minimalne zapasy i zwracali uwagę na lokalizację fabryk poddostawców, również pod kątem ewentualnych zagrożeń. Gorzej mają producenci, którzy skoncentrowali się tylko na obniżaniu kosztów logistyki. Którzy to? Wystarczy prześledzić rankingi pierwszych rejestracji nowych aut na świecie, w Europie czy w Polsce.
