Praktycznie przez cały wyścig na czele jechał drugi zespół Toyoty w składzie Jose Maria Lopez (Argentyna), Mike Conway W.Brytania) i Kamui Kabayashi (Japonia). Na trzy godziny przed metą mieli ponad dwie minuty przewagi nad teamem Alonso.
62 minuty przed końcem zaczęły się problemy liderów. Prowadzący Lopez zdecydowanie zwolnił, wydawało się, że kierowca ma problemy z trzecim biegiem. Później okazało się, że przebita została przednia prawa opona. Trzeba było zjechać do serwisu i ją wymienić. Pech jednej załogi Toyoty wykorzystała druga. Alonso objął prowadzenie i na pierwszej pozycji dojechał do mety.
Alonso, Buemi i Nakajima triumfowali w Le Mans po raz drugi z rzędu. Drugie miejsce, tak samo jak rok temu zajęli „pechowcy” Lopez, Conway i Kobayashi.
Trzecią pozycję – zgodnie w przewidywaniami wywalczyła ekipa SMP Racing, w której jechali Rosjanie Witalij Pietrow i Michaił Aloszyn oraz Belg Stoffel Vandoorne. To zespół finansowany przez rosyjskiego miliardera Borysa Rotenberga.
W debiucie na Le Mans w LMP2 jadący Ligierem polski zespół Inter Europol Competition, w składzie Jakub Śmiechowski oraz James Winslow i Nigel Moore (obaj W.Brytania), zajął 16. miejsce w swojej klasie i 47. w klasyfikacji generalnej.
Tegoroczny wyścig był ostatnim, w którym o czołowe lokaty walczyły prototypowe bolidy klasy LMP1 - konstruowane praktycznie tylko na ten wyścig. Za rok będą one zastąpione przez supersamochody innych znanych marek, które mają być bardziej podobne do tych, które spotyka się na drogach.
