Rada Polityki Pieniężnej nie podwyższyła stóp, bo dane makro nie dawały ku temu podstaw. Te z Brukseli także.
Zgodnie z przewidywaniami, Rada Polityki Pieniężnej (RPP) pozostawiła stopy procentowe bez zmian. To nikogo nie dziwi. Tym bardziej że do tej pory w grudniu rada nigdy nie podejmowała takich decyzji.
— Sytuacja ekonomiczna nie przemawia za zmianami. Wciąż mamy do czynienia ze stabilną w miarę inflacją lub wręcz jej spadkiem. Nie ma też presji na stronę wynagrodzeń. Z jednej strony mamy do czynienia ze wzrostem gospodarczym, a z drugiej — z dużym bezrobociem i ograniczonym popytem konsumpcyjnym — mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomista Banku Handlowego.
Dodatkowym argumentem jest także sytuacja na rynku walutowym. Złoty znowu się umocnił, więc jej zdaniem nie ma powodu, by tę politykę zaostrzać.
— Pytanie dotyczy raczej, kiedy można będzie liczyć na obniżkę. Wydaje się, że rada wstrzymuje się z taką decyzją, oczekując wzrostu presji inflacyjnej na początku roku — mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska.
Dodatkowym argumentem przeciwko podwyżce stóp są opublikowane wczoraj przez Komisję Europejską dane Eurostatu, unijnego biura statystycznego, o nominalnych kosztach pracy w Unii. Po zasobach naszych portfeli możemy wywnioskować, jak kształtowały się one w naszym kraju.
W trzecim kwartale 2004 r. w porównaniu z identycznym okresem roku ubiegłego w strefie euro koszty te wzrosły o 2 proc., a w całej Unii o 2,4 proc. Najmniejszy wzrost zanotowano w Niemczech — 0,9 proc., Włoszech — 1,1 proc., Polsce — 1,3 proc. oraz Austrii — 1,6 proc., największy zaś w na Łotwie — 11,1 proc., w Czechach — 10,4 proc., Słowenii — 9,4 proc., Estonii — 8,6 proc. oraz na Węgrzech — 8,3 proc.
— Dane te tylko potwierdzają dobry kierunek działań RPP. Minimalny wzrost płac oczywiście wpływa też na poziom konkurencyjności i wzrost gospodarczy, ale o nim nie decyduje. Inwestorzy patrzą też na inne warunki prowadzenia biznesu, jak podatki, infrastruktura czy legislacja. Mniejsze kraje, jak Estonia czy Łotwa, mają bardziej zbilansowane gospodarki. Litwa od pewnego czasu ma problemy z konkurencyjnością, zaś Czechy, Węgry i Słowacja i tak planują nieco późniejsze przystąpienie do strefy euro — tłumaczy Katarzyna Zajdel-Kurowska.