Głosowanie w Parlamencie Europejskim nie dotyczyło przyjęcia bądź nie konstytucji Unii Europejskiej, gdyż ta decyzja zapadnie w 25 odrębnych referendach krajowych, jego przedmiotem był raport na temat traktatu konstytucyjnego. Raport, dodajmy, o wydźwięku pozytywnym. Głosowanie miało więc znaczenie symboliczne i zwyciężyła opcja za. Tak więc eurodeputowani wezwali kraje członkowskie do ratyfikacji unijnej konstytucji.
Moje ugrupowanie (PO) i ja wstrzymaliśmy się od głosu, gdyż znajdujemy się w nieco bardziej złożonej sytuacji. Generalnie jesteśmy zwolennikami traktatu i idei konstytucjonalizmu, ale nie traktatu, konstytucji, w takim kształcie. Nasze zasadnicze wątpliwości budzi brak odniesienia się do chrześcijaństwa w preambule i odejście od nicejskiego systemu liczenia głosów, bez sprawdzenia, jak on działa, zdecydowane preferowanie krajów największych i najludniejszych.
Jesteśmy zatem za postępowaniem ostrożnym, niespieszeniem się w Polsce z głosowaniem na konstytucją UE, oddzieleniem tego głosowania od wyborczej walki politycznej, jaka odbędzie się w 2005 roku z okazji wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Jeżeli bowiem, jako jedni z pierwszych, powiemy unijnej konstytucji: nie, a inni ją zatwierdzą — znajdziemy się w izolacji. Jeżeli zaś zatwierdzimy ją, a inni odrzucą — pozbawimy się możliwości renegocjowania zapisów, które tych renegocjacji wymagają. Postępujmy więc zatem ostrożnie i rozważnie. Pośpiech prawie zawsze jest złym doradcą. W tym przypadku wyjątkowo złym.
JACEK SARYUSZ-WOLSKI wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego (PO)