Transbud Nowa Huta stracił 200 tys. zł
POWODY DO RADOŚCI: Zakaz poruszania się po drogach dużych samochodów ciężarowych z pewnością dobrze odebrały firmy zajmujące się transportem kolejowym — uważa Leszek Gajda, kierownik działu marketingu w Transbudzie Nowa Huta.
Ograniczenia w ruchu samochodów ciężarowych, spowodowane niedawnymi upałami, przysporzyły firmom transportowym niemałych kłopotów. Niektóre poniosły duże straty.
Zakaz poruszania się po drogach publicznych samochodów o masie przekraczającej 12 ton, wprowadzony 17 sierpnia przez Generalną Dyrekcję Dróg Publicznych, sparaliżował towarowy ruch samochodowy w kraju. Mimo że zakaz został już odwołany, część firm jeszcze długo będzie go pamiętać.
Przedstawiciele Transbudu Nowa Huta twierdzą, że firma poniosła z powodu zakazu straty wynoszące około 200 tys. zł. Zdaniem Leszka Gajdy, kierownika działu marketingu, tyle właśnie straciło przedsiębiorstwo z powodu rezygnacji klientów z przewozu.
— Trudno oszacować koszty niezadowolenia klientów z nieterminowego wykonania usługi czy też utraty partnerów. Niezadowoleni klienci źle wpływają na wizerunek firmy. Koszt odzyskania kontrahenta jest dwunastokrotnie wyższy od wydatków na pozyskanie nowego — mówi Leszek Gajda.
Krzysztof Zych z Euroad spokojniej podchodzi do ostatnich ograniczeń.
— Należało się spodziewać wprowadzenia tego zakazu. Nasza firma też poniosła straty, ale nie większe od tych, które odnotowujemy przez korki czy kolejki na granicach — mówi Krzysztof Zych.
Janusz Mincewicz z dyrekcji kolejowych przewozów towarowych Cargo opowiada, że kolej odczuła nieznaczny wzrost zleceń w trakcie obowiązywania zakazu.
— Jednak nie był on duży, gdyż w większości przypadków auta z towarem oczekiwały na możliwość kontynuowania podróży — dodaje Janusz Mincewicz.
Andrzej Majewski, prezes Łódzkiego Stowarzyszenia Przewoźników Międzynarodowych i Spedytorów uważa, że informacje o ograniczeniach w ruchu były rozpowszechniane za późno.
— Mam wrażenie, że osobom odpowiedzialnym za wprowadzenie zakazu nie zależało na tym, aby informacje dotarły do zainteresowanych jak najszybciej. Można je było np. ogłosić w radiu. Nawet poza Europą, gdzie temperatury są wyższe, takich ograniczeń nie ma. Kondycja branży się pogarsza, a takie działania przyspieszą ten proces — uważa Andrzej Majewski.