Transport potrzebuje dwóch tysięcy nowych specjalistów

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2001-10-25 00:00

Od 1 stycznia 2003 r. firmy przewożące materiały niebezpieczne będą zobligowane do korzystania z usług licencjonowanych doradców — specjalistów do spraw materiałów niebezpiecznych. Dziś odpowiednie uprawnienia posiada 150 osób. Szacuje się, że będzie ich potrzeba nawet 2 tys. Nowe przepisy nie powinny zwiększyć kosztów funkcjonowania firm transportowych. Wpłyną natomiast na podniesienie poziomu bezpieczeństwa.

Nowy przepis wywodzi się bezpośrednio z międzynarodowej konwencji ADR. Najnowsza wersja tego dokumentu pochodzi z lipca 2001 r. (z zachowaniem półtorarocznego okresu przejściowego) i przewiduje pojawienie się nowej osoby w procesie transportu materiałów niebezpiecznych — doradcy kontrolującego cały proces transportu.

— Przepis ten jest powieleniem obowiązujących już od stycznia 2000 r. w krajach UE dyrektyw mówiących o konieczności obsługi transportu materiałów niebezpiecznych przez doradców. Przeniesienie tych przepisów do konwencji spowoduje objęcie nimi wszystkich krajów, które ją ratyfikowały (w tej chwili 38 państw) i tym samym możliwość zniesienia dyrektywy — tłumaczy Krzysztof Grzegorczyk, główny specjalista w Departamencie Transportu Samochodowego Ministerstwa Transportu i Gospodarki Morskiej.

Nowe przepisy będą dotyczyć wszystkich firm, które chcą przewozić materiały niebezpieczne w ilościach wymagających specjalnego oznaczenia pojazdu pomarańczowymi tablicami (np. powyżej 333 kg gazu palnego na jednostkę transportową).

Zdaniem Krzysztofa Grzegorczyka, wprowadzenie obowiązku wyznaczenia doradcy jest kolejnym krokiem na drodze do poprawy bezpieczeństwa przy tego rodzaju transporcie.

— Pierwszym posunięciem było wprowadzenie w 1983 r. obowiązku specjalnego szkolenia kierowców przewożących materiały niebezpieczne. Następnym (rok 1999) — konieczność szkolenia innych osób związanych z tą działalnością (np. magazynierzy, obsługa przeładunku), teraz nadszedł czas na doradców — wyjaśnia Krzysztof Grzegorczyk.

Do zadań doradców będzie należał nadzór nad wszystkimi czynnościami związanymi z przygotowaniem i realizacją transportu. W szczególności tymi, które dotyczą klasyfikacji produktu niebezpiecznego, doboru opakowania lub cysterny, oznakowania oraz warunków technicznych pojazdu i kwalifikacji personelu.

— Osoba taka będzie również przygotowywać sprawozdania roczne, przedstawiane na żądanie organów kontrolujących (m.in. Państwowej Inspekcji Pracy, Policji i Państwowej Straży Pożarnej). Poza tym dzisiejsza technologia umożliwia m.in. sprawdzenie, czy firma, której ciężarówka została zatrzymana do kontroli drogowej, posiada stosowne uprawnienia — uzupełnia Krzysztof Grzegorczyk.

Doradca będzie musiał legitymować się uprawnieniami uzyskanymi w drodze egzaminu państwowego. Ministerstwo Transportu i Gospodarki Morskiej w porozumieniu ze Zrzeszeniem Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce uruchomiło pilotażowy program szkoleniowy, dzięki któremu zainteresowani mogą już od września 2000 r. wziąć udział w specjalnym szkoleniu zakończonym egzaminem. W komisji egzaminacyjnej obok przedstawicieli MTiGM zasiadają reprezentanci Państwowej Straży Pożarnej, KG Policji oraz Ministerstwa Gospodarki. Wszyscy jej członkowie to osoby, które zdały egzaminy na doradców przed uprawnionymi organami państw Unii Europejskiej.

— Koszt czterodniowego szkolenia w ZMPD to 1,4 tys. zł od osoby. Egzamin jest bezpłatny. Dotychczas uprawnienia nabyło 150 osób. Szacujemy, że po wejściu w życie przepisów rynek będzie potrzebował około 2 tys. doradców — twierdzi Bogdan Szuszkiewicz, kierownik centralnego ośrodka szkoleniowego w ZMPD.

Zdaniem Krzysztofa Grzegorczyka, przy szacunkach dotyczących zapotrzebowania na doradców warto wziąć pod uwagę sytuację państw, w których korzystanie z usług doradcy jest już obowiązkiem.

— Holandia ma takich doradców blisko 2 tys., Finlandia 700. Wydaje mi się, że Polsce wystarczy około 2 tys. osób z uprawnieniami doradcy, ponieważ może być tak, że jeden doradca będzie obsługiwał kilka mniejszych firm, a takich w naszym kraju nie brakuje — przypuszcza Krzysztof Grzegorczyk.

Niemal regułą w branży transportowej jest to, że zawsze po wejściu w życie nowych przepisów pojawiają się głosy o kolejnym wzroście kosztów funkcjonowania firm. Wszystko wskazuje na to, że tym razem będzie inaczej.

Jak zapewnia Krzysztof Grzegorczyk, nowy obowiązek nie podniesie znacząco kosztów w firmach transportu drogowego.

— Na dobrą sprawę jedynym kosztem będzie inwestycja w kurs. Warto tu zaznaczyć, że konwencja ADR nie zobowiązuje do odbycia szkolenia kursowego. Ponieważ przewidujemy, że najczęściej doradcą będzie osoba już zatrudniona w firmie, nie będzie kosztów związanych z nowym etatem czy zleceniem — przekonuje Krzysztof Grzegorczyk.

Podobnego zdania jest Paweł Mularz, prezes spółki Orlen Transport Kraków, który jako jeden ze 150 pierwszych przedstawicieli zdał egzamin dający mu uprawnienia doradcy.

— Nowe przepisy służą przede wszystkim podniesieniu bezpieczeństwa, również przez wyeliminowanie z rynku tych przewoźników, którzy używają do przewozu materiałów niebezpiecznych starego i niesprawnego sprzętu, czyli po prostu nie znają się na rzeczy — uzupełnia Paweł Mularz.

Egzamin (w formie testu wielokrotnego wyboru) nie jest łatwy i, jak zauważa Krzysztof Grzegorczyk, na pewno nie do zdania dla osoby, która z tą problematyką zetknie się dopiero na kursie. Do czasu ogłoszenia stosownych rozporządzeń transport materiałów niebezpiecznych odbywa się według starych zasad.

Marcin Bołtryk

[email protected] tel. (22) 611-62-71