Polscy przewoźnicy nie zyskają na mycie u sąsiadów
Od pierwszego stycznia działa nowy system poboru myta na Słowacji. Słowaccy przewoźnicy boją się, że Polacy odbiorą im towary.
Dotychczasowe winiety dla pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t zastąpił na Słowacji w pełni elektroniczny system oparty o technologię GNSS. Aby z niego korzystać, trzeba wyposażyć samochody w urządzenia On-Board Unit (OBU). Rozwiązanie nie jest nowe, bo już od wielu lat podobne systemy są znane w Niemczech, Austrii czy w sąsiednich Czechach. Słowackie OBU działa, po podłączeniu do gniazda zapalniczki, zarówno w trybie Post-Pay, jak i Pre-Pay.
Bunt na pokładzie
Na Słowacji od dawna zapowiadano wprowadzenie elektronicznego systemu poboru myta. Tamtejsi przewoźnicy są jednak bardzo niezadowoleni. Protestują, blokują stacje benzynowe i piszą listy. W jednym z nich, zaadresowanym do Roberta Fico, premiera Słowacji, przestrzegają, że transport towarów mogą przejąć konkurencyjni przewoźnicy polscy i węgierscy, którzy mniej płacą za paliwo.
A to wynika — zdaniem przewoźników — z wejścia Słowacji do strefy euro i najwyższego, w porównaniu z sąsiednimi krajami, podatku akcyzowego za paliwa.
— Kryzys w gospodarce całej UE spowodował wiele bankructw przewoźników. Tylko w ubiegłym roku musieli się pozbyć 1,5 tys. ciężarówek kupionych w leasingu. Tymczasem wprowadzenie opłat elektronicznych oznacza 60-proc. zwiększenie kosztów przewozu w warunkach kryzysu ekonomicznego — czytamy w liście słowackich przewoźników.
Unia Przewoźników Drogowych Słowacji żąda obniżenia kosztów myta dla krajowych przewoźników o 60 procent. Myto nie jest jednak największym problemem Słowaków. Jest nim nadpodaż samochodów, co w czasie spowolnienia gospodarczego dotkliwie daje się we znaki całemu sektorowi.
— Zmniejszanie liczby ładunków to efekt spowolnienia gospodarczego, a nie wprowadzenia myta. Polscy przewoźnicy nie zabiorą ładunków, których nie ma. Węgrzy też tego nie zrobią. Jak zawsze w takich sytuacjach potrzeba czasu na oswojenie się z sytuacją i analizę kosztów. Europa ujednolica system drogowy i to się nie dzieje bez zapowiedzi — mówi Katarzyna Nowakowska z Pekaesu.
Szansa dla nas?
Pierwsze dni działania nowego systemu u Słowaków zdenerwowały jednak także polskich kierowców, którzy po odbiór urządzeń musieli czekać w kolejkach po kilkanaście godzin. Gorąco było również na 137 stacjach benzynowych w całej Słowacji, gdzie protestowali słowaccy przewoźnicy żądający wstrzymania systemu opłat na pół roku i obniżenia kosztów drogowych opłat elektronicznych. Czy to zamieszanie może być szansą dla polskich przewoźników?
Według Andrzeja Szymańskiego, dyrektora zarządzającego w Dartom, oburzenie słowackich przewoźników jest zrozumiałe, gdyż sposób wprowadzania elektronicznego poboru opłat drogowych w ich kraju pozostawia wiele do życzenia.
— Informacje przekazywane są za późno, a sposób dystrybucji urządzeń jest niewydolny. Widać, że ten projekt przygotowano na kolanie. Do tego dochodzą zwiększone obciążenia za korzystanie z dróg, co wzmaga frustrację. Niestety, nie ze wszystkimi argumentami Słowaków można się zgodzić. Wprowadzenie opłat dotyczy wszystkich przewoźników korzystających z dróg na Słowacji, czyli nie zmniejsza konkurencyjności słowackich przedsiębiorców — mówi Andrzej Szymański.
W opinii Adama Ramsa, wiceprezesa Grupy Delta Trans, konkurencyjność polskich przewoźników w stosunku do słowackich teoretycznie powinna wzrosnąć ze względu na niższy koszt paliwa po stronie polskiej oraz zrównanie wysokości opłat drogowych dla obydwu stron.
— Nie sądzę jednak, by polscy przewoźnicy realizowali na Słowacji usługi kabotażowe na dużą skalę, więc w ruchu wewnętrznym (na Słowacji) lokalni przewoźnicy nie powinni się czuć zagrożeni. Poza tym, nawet jeśli konkurencyjność polskich firm w ruchu międzynarodowym wzrośnie, to nie należy zbytnio przeceniać tego faktu. Słowacki rynek transportowy i wartość ładunków nie są na tyle duże, by wywołać szturm polskich firm na ten rynek — uwa-ża Adam Rams.
Szansy na "przejęcie" interesów nie widzi również Marian Strama, właściciel firmy transportowej trudniącej się m.in. przewozami autokarowymi na Słowację.
— Nie uważam, by wprowadzenie opłat za korzystanie z dróg na Słowacji było szansą dla polskich przewoźników. Nie ma co straszyć słowackiego premiera Polakami. Wprowadzenie elektronicznego systemu poboru opłat przyczyni się przecież również do zwiększenia kosztów polskich firm i na pewno znacznie utrudni poruszanie się polskich samochodów po Słowacji — przewiduje Marian Strama.
Skutek wprowadzenia elektronicznych opłat na Słowacji będzie jeden. Za to bardzo poważny.
— Słowacja była "furtką" w drodze na południe Europy — szczególnie dla starszych samochodów, które stanowiły znaczną część taboru na tych trasach. Teraz się zamknie. Wzrost cen usług transportowych jest nieuchronny — sądzi Paweł Szczerbowski, dyrektor operacyjny w firmie Diera.
Mądry Polak
Dla polskich przewoźników najistotniejsze jest, by ze słowackiego zamieszania wnioski wyciągnął nasz rząd. Do 2 lutego Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad czeka na zgłoszenia firm zainteresowanych zleceniem na elektroniczny system poboru opłat w Polsce. System ma działać od 1 lipca 2011 r.
Chodzi o to, by wybrano system najtańszy, nie wpływający na powiększenie kosztów korzystania z infrastruktury drogowej. Obecnie w Europie stosuje się kilka różnych systemów. Polskim przewoźnikom najbardziej odpowiada system hybrydowy, wykorzystujący bramki i elektroniczny przesył danych w czasie rzeczywistym.
Słowacja może być dla nas przykładem chociażby z tego powodu, że na infrastrukturę składają się wszyscy użytkownicy dróg, włącznie z właścicielami aut osobowych, którzy nadal muszą kupować winiety, w przeciwieństwie do Polski, gdzie koszty korzystania z dróg krajowych ponoszą tylko przewoźnicy.
— Co do strony technicznej takiego przedsięwzięcia, należy wyciągnąć wnioski z problemów, z jakimi borykają się ostatnio nasi sąsiedzi. Dochodzą informacje o kilkunastogodzinnych kolejkach na przejściach granicznych, niewystarczającej liczbie urządzeń do pomiaru długości trasy itp. — przestrzega Adam Rams.
Marcin Bołtryk