Przedstawiciele polskiej branży transportowej prowadzą rozmowy z Ministerstwem Infrastruktury. Tematem są proponowane zmiany w dwóch ustawach - o czasie pracy kierowców i o transporcie drogowym - mające dostosować nasze przepisy do unijnego pakietu mobilności. Jest o czym rozmawiać, bo w opinii branży dotychczasowe propozycje MI oznaczają dla niej wzrost kosztów o 30 mld zł rocznie.
– Kwota nie jest przeszacowana i oznacza duże kłopoty dla wielu polskich firm transportowych. Na szczęście są dobre wieści: resort przyjął do wiadomości i realizacji większość naszych postulatów i jesteśmy na dobrej drodze do porozumienia – podkreśla Łukasz Włoch z grupy Inelo, zajmującej się m.in. rozliczaniem czasu pracy kierowców.
Inelo jest jednym z sygnatariuszy stanowiska branży, przyjętego 13 października podczas Forum Transportu Drogowego i przekazanego ministerstwu na ubiegłotygodniowym spotkaniu. Podpisały się pod nim największe organizacje zrzeszające przewoźników drogowych.
Prognozowany wzrost kosztów transportowcy tłumaczą min. koniecznością nowej organizacji pracy kierowców i eliminacji podróży służbowych, których następstwem byłby przede wszystkim znaczny wzrost płac.
– Gdyby pierwotne propozycje ministerstwa weszły w życie, trudno byłoby przetrwać transportowi drogowemu. Wiele firm nie udźwignie wzrostu kosztów działalności o 30-40 proc. z miesiąca na miesiąc. Dlatego potrzebne są rozwiązania łagodzące skutki pakietu mobilności, a przede wszystkim wzrostu wynagrodzeń kierowców - twierdzi Łukasz Włoch.
Zaznacza, że część propozycji resortu była po prostu nie do zrealizowania. Chodzi np. o obowiązek tworzenia harmonogramów pracy kierowców na miesiąc do przodu.
– W międzynarodowym transporcie drogowym nie możliwości, aby pracę kierowcy w racjonalny zaplanować na tak długo – mówi przedstawiciel Inelo.
