Dzisiaj o godzinie 16 spodziewane jest ogłoszenie przez GUS rekordu Polski. Październikowa inflacja, liczona do października roku 2000, osiągnęła około 4 proc. Optymistyczne prognozy mówią nawet o przełamaniu psychologicznej granicy i wyliczeniu przez statystyków wskaźnika 3,9.
Niezależnie od tego, czy z przodu rzeczywiście wpisana zostanie trójka — i tak w oczach członków Rady Polityki Pieniężnej zakręcą się łzy wzruszenia. Oto na dwa lata przed terminem osiągalny staje się cel, który jeszcze niedawno wydawał się mrzonką. Zgodnie ze „Średniookresową strategią polityki pieniężnej na lata 1999-2003”, celem nadrzędnym jest obniżenie inflacji poniżej 4 proc., ale w końcu roku 2003! Inną kwestią pozostaje, w jaki sposób październikowy rekord przełoży się na najbliższą decyzję w sprawie stóp procentowych. Członkowie RPP na wszelki wypadek już zapowiadają, że inflacyjne wyniki listopada i grudnia nie będą tak dobre.
Mimo tych obaw zanosi się na to, że w roku 2001 uda się osiągnąć oba udokumentowane cele inflacyjne, ustalone przez:
- RPP — uchwałą z 20 września 2000 r. w przedziale 6-8 proc. wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych (grudzień 2001 do grudnia 2000);
- rząd i parlament — ustawą budżetową z 1 marca, w której średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług wynosi 107,0 proc.
Jedno z pięciu przyjętych przez Radę Europejską w roku 1993 tzw. kryteriów kopenhaskich dla państw zainteresowanych integracją z UE brzmi: „zdolność do przyjęcia obowiązków wynikających z członkostwa, włączając wypełnianie celów Unii Politycznej, Gospodarczej i Walutowej”. Stopę bezrobocia mamy fatalną, dziurę budżetową — wiadomo, zatem ta zaskakująco niska inflacja okazuje się jedynym atutem Polski w negocjacjach z Unią Europejską.