Trudna droga do realnej konkurencji na rynku

Janusz Lewandowski
opublikowano: 17-11-2006, 00:00

Konkurencja i tylko konkurencja zbija ceny zawodowo. Żeby jednak nastał pożądany stan rywalizacji o względy nabywców, potrzeba niekiedy akcji międzynarodowej. Inaczej nie złamie się barier — tych sztucznych i mniej sztucznych, zwanych naturalnymi monopolami.

Wymuszone w lotnictwie „otwarte niebo” może być ilustracją. Obecne kierunki natarcia Brukseli, oprócz walki o liberalizację rynku usług, to telekomunikacja, poczta i energetyka. Nie ma zgody na przepłacanie za rozmowy międzynarodowe i przesyłki oraz dostawy energii, chociaż jest zgoda na przepłacanie za żywność (jakieś 40 proc., w wyniku prowadzenia Wspólnej Polityki Rolnej). Niższe ceny bardziej przekonują niż wszelkie europromocje.

Najtrudniej wymusić konkurencję w energetyce, gdzie nie wystarczą dobre chęci i dyrektywy. Cóż z tego, że ogłoszono datę uwolnienia rynku w gazownictwie i w elektroenergetyce — 1 stycznia 2007 r., skoro jest to zaklinanie rzeczywistości. Pominę drażliwy problem geopolityczny, jakim jest ryzyko bezpośredniego dostępu Gazpromu do detalicznych odbiorców w Europie. Chodzi o widoczny rozdźwięk pomiędzy deklarowaną swobodą wyboru a zasiedziałym monopolem. Jakże widocznym w siedzibie Unii Europejskiej, pod nosem unijnych komisarzy. Mając teoretycznie do wyboru pięciu licencjonowanych dostawców prądu i gazu, mieszkańcy Brukseli mają do czynienia z praktycznym solistą — firmą Electrabel. Martwy poród wolnego rynku w energetyce? Nie. Co się odwlecze, to nie uciecze. Byle tylko eurokratom starczyło pary.

Janusz Lewandowski

europoseł PO

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu