Trudne negocjacje dla Polski i regionu

opublikowano: 18-11-2019, 22:00

Budżet UE na lata 21-27 rodzi się w bólach. Nadziei na szybkie i pozytywne dla Polski rozstrzygnięcia nie ma.

Za każdym razem, gdy nad Wisłą dyskutuje się o spadku dynamiki inwestycji, wśród najważniejszych przyczyn eksperci wskazują kończącą się perspektywę budżetu unijnego. To właśnie z pieniędzy unijnych finansowana jest istotna część inwestycji publicznych. Kto jednak sądzi, że następna dawka przelewów z Brukseli to jedynie kwestia czasu, może srogo się rozczarować — w wyniku wielkich jak nigdy dotychczas różnic politycznych pomiędzy państwami członkowskimi kształt budżetu UE na lata 2021-27 rodzi się w bólach, a wstępne propozycje fińskiej prezydencji to ziszczenie się koszmarów naszej części Europy.

Więcej za mniej

Najważniejszym zadaniem Belga Charlesa Michela, następcy Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej, będzie wypracowanie przez liderów państw członkowskich konsensusu co do następnej perspektywy budżetowej. Wyzwanie to wydaje się obecnie bardzo trudne — ostatnie lata to coraz większe różnice między Wschodem a Zachodem czy Północą a Południem nie tylko w kwestii strategicznego kierunku UE, ale także bieżących działań i priorytetów. Zazwyczaj brak zgody 2-3 państw członkowskichnie jest problemem — w Radzie UE decyzje podejmuje się w coraz większej liczbie spraw większością kwalifikowaną. Do akceptacji budżetu wymagana jest jednak jednomyślność wszystkich państw członkowskich.

Pierwszym wyzwaniem przy planowaniu budżetu jest ustalenie jego wysokości, co robi się poprzez ustalenie, jaką wielkość dochodu narodowego brutto państwa członkowskie przeznaczają na cele unijne. I już tutaj widać wyraźny spór. Państwa północnej Europy — Austria, Dania, Niemcy, Holandia, Szwecja (tzw. oszczędna piątka) — chcą wykorzystać wyjście Wielkiej Brytanii ze wspólnoty do zmniejszenia unijnego budżetu do 1 proc. Grupa ośmiu państw, z Włochami i Hiszpanią na czele, domaga się natomiast, by wielkość budżetu wynosiła przynajmniej 1,11 proc.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Więcej podziałów

To jednak tylko część problemów związanych z unijnym budżetem, bowiem nawet ważniejsze od wielkości budżetu jest to, na co te pieniądze są wydawane. „Oszczędna piątka” proponuje, by zmienić priorytety unijnych wydatków i ograniczyć finansowanie polityki spójności oraz wspólnej polityki rolnej (WPR). Zamiast tego proponuje wzrost wydatków na badania i rozwój, wydatki związane z migracjami czy też siły zbrojne. To spotyka się z ostrym sprzeciwem przede wszystkim tzw. nowej Unii, czyli największych beneficjentów polityki spójności.Tym samym kraje które, sprzeciwiają się dalszej unijnej integracji politycznej, domagają się większego budżetu UE od państw, które chcą polityczną współpracę zacieśniać. Koalicji za utrzymaniem obecnego poziomu wydatków na rolnictwo przewodzi Francja, tradycyjnie największy beneficjent WPR. Ursula von der Leyen, nowa szefowa Komisji Europejskiej, zdaje się stać po stronie rodzimych Niemiec.

Podczas wystąpienia w Paryżu w minionym tygodniu powiedziała, że zamiast dalszych wydatków na rolnictwo czy politykę spójności chciałaby zwiększyć o 30 proc. wydatki na pomoc międzynarodową, by uczynić UE „globalnym graczem geopolitycznym”. Innym problemem dla Polski jest także propozycja powiązania wysokości funduszy z przestrzeganiem zasad państwa prawa. Za wprowadzeniem takiego mechanizmu opowiadają się kraje skandynawskie, Benelux oraz Francja i Niemcy.

W wyniku problemów z ukonstytuowaniem się nowej Komisji Europejskiej wydaje się, że kluczowa część negocjacji nastąpi w drugiej części 2020 r., a to oznacza, że prezydencję w Radzie UE, kluczowej w tych negocjacjach, będą sprawować Niemcy. To zapowiada szczególnie trudne negocjacje dla Polski i innych krajów regionu, biorąc pod uwagę zupełnie odmienne priorytety.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu