Trudno kupić elektryka

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2020-02-10 22:00

NFOŚiGW już po raz trzeci próbuje kupić jedno auto elektryczne, podobne przetargi nie udały się wcześniej kancelarii prezydenta i Polskiemu Radiu. W czym problem?

Dlaczego urzędy nie są w stanie zrealizować swoich planów zakupowych wobec aut elektrycznych? Przeczytaj i poznaj odpowiedź.

Do trzech razy sztuka? Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) robi właśnie trzecie podejście do zakupu, który trudno uznać za spektakularny. Chce kupić samochód elektryczny — dokładnie jedną sztukę. Poprzednie dwie próby, z 2019 r., zakończyły się niepowodzeniem, NFOŚiGW nie otrzymał żadnej oferty.

„Obecnie postępowanie cieszy się dużym zainteresowaniem potencjalnych wykonawców” — przekazało nam biuro prasowe NFOŚiGW.

Przetargi mało widoczne

Dopiero 17 lutego okaże się, czy zainteresowanie przełoży się na konkrety. Na ten dzień przewidziano otwarcie ofert. NFOŚiGW umie wyciągać wnioski. Biuro prasowe podaje, że w kolejnych postępowaniach fundusz zmieniał m.in. parametry pojazdu dotyczące mocy oraz terminu dostawy. Ponadto w obecnym przetargu informację o nim rozpowszechniało też Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA).

— Jeśli chodzi o przetargi na elektryki ogłaszane przez instytucje publiczne, to generalnie rynek jest na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Postępowań było niewiele. Nie były one zauważane, rynek nie zawsze był na nie gotowy. Teraz to się zmienia. Przetargi na zakup pojazdów elektrycznych stają się coraz powszechniejsze. Kolejne miesiące będą w nie obfitowały. Samorządy będą miały mniej czasu na wypełnianie obowiązku ustawowego, a rynek będzie dysponował większą gamą modelową — mówi Maciej Mazur, szef PSPA.

To może wyjaśniać niepowodzenia zakupowe innych instytucji. Przykładowo, jesienią 2018 r. elektryka (jednego) nie udało się kupić w przetargu Kancelarii Prezydenta RP. W tym samym przetargu udało się jednak kupić auta spalinowe. Pod koniec 2019 r. Polskie Radio ogłosiło przetarg na leasing trzech elektryków — ofert nie było. Przyczyn jest jednak więcej, niektóre właśnie przemijają.

Dużo chętnych, mało aut

— Rynek aut elektrycznych na świecie jest obecnie w takim momencie rozwoju,że pojawia się coraz więcej pojazdów, które są konstruowane od początku jako elektryczne. Wąskim gardłem jest jednak ciągle produkcja baterii. Jednocześnie producenci koncentrują się na dużych rynkach, a takim, z blisko 50-procentowym udziałem w sprzedaży samochodów elektrycznych, jest Norwegia. Na małych rynkach, np. w Polsce, można więc mówić o problemach z dostępnością niektórych modeli — zauważa Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Wtóruje mu Maciej Mazur z PSPA.

— Dostępność aut elektrycznych w danym momencie to ważna kwestia. Jeśli zamawiający oczekuje szybkiej dostawy, to może to nie być możliwe. To też się jednak dynamicznie zmienia na korzyść rynku pojazdów zeroemisyjnych — mówi Maciej Mazur.

Zdaniem szefa PSPA pewnym kłopotem mogą być też parametry i warunki zamówienia określane przez zamawiającego. W jednym z trwających właśnie przetargów zamawiający, instytucja publiczna, chce kupić auto elektryczne o parametrach trudnych do spełnienia. Można się obawiać, że efektem będzie brak ofert.

W końcu będzie mus

Instytucje publiczne i samorządowe coraz częściej zajmują się kwestią zakupu aut elektrycznych. Z ustawy o elektromobilności wynika, że od stycznia 2022 r. będą miały obowiązek posiadania floty składającej się w 10 proc. z pojazdów zeroemisyjnych.

— Znowelizowana w zeszłym roku ustawa o elektromobilności opóźniła o dwa lata obowiązek posiadania przez organy publiczne i samorządowe floty składającej się w 10 proc. z pojazdów zeroemisyjnych. Samorządy zyskały więcej czasu. Niektóre już jednak ten obowiązek wypełniły. Przykładowo: Krakowski Holding Komunalny nabył, w drodze przetargu, 47 pojazdów elektrycznych — podkreśla Maciej Mazur.

Współpraca: Małgorzata Grzegorczyk

8637 - tyle pojazdów elektrycznych (i PHEV, czyli hybryd typu plug-in) widnieje na liczniku elektromobilności prowadzonym przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych.

1011 - tyle stacji ładowania, według danych PSPA, działa w Polsce.

Gdzie ten milion?

Filarem rządowego programu elektromobilności był cel zakładający pojawienie się na polskich drogach, w perspektywie 2025 r., miliona samochodów elektrycznych. Równolegle miały trwać prace nad elektrykiem rodzimej produkcji. Do miliona jest nam bardzo daleko – dziś po drogach jeździ niespełna 9 tys. pojazdów elektrycznych. O postępach w tworzeniu polskiego elektryka nie słychać zaś nic – prototyp miał zostać zaprezentowany w połowie 2019 r., do dziś się to nie wydarzyło.

OKIEM SAMORZĄDOWCA

Jak po grudzie

MICHAŁ OLSZEWSKI, wiceprezydent Warszawy

My też mieliśmy problem z zakupem pojazdów elektrycznych. Kilka lat temu próbowaliśmy je kupić dla zarządu zieleni. Nie dostaliśmy żadnych ofert, choć obniżyliśmy wymagania do minimum. Ostatecznie kupiliśmy jedną hybrydę, a resztę — samochodów spalinowych. W ubiegłym roku Mercedes użyczył miastu dostawczych vito w wersji elektrycznej. Problemem może być wielkość zamówienia. Spółki miejskie potrzebują 2-5 samochodów osobowych. Gdy rozmawialiśmy z producentami, przyznawali, że ciężko im będzie przekonać centralę do dostawy tak niewielkiej liczby aut. Zwykle trudno kupić elektryki z krótkim, np. dwumiesięcznym terminem dostawy. Trzeba to robić z dużym wyprzedzeniem. Rynek pojazdów niespalinowych nie jest jeszcze dobrze rozwinięty. Nawet do dużych przetargów na dostawę autobusów ogłaszanych przez miasto zgłaszają się dwie-trzy firmy. Gdy ogłosiliśmy przetarg na gazowe hybrydy, dwa razy nie zgłosił się nikt, potem pojawiła się jedna oferta.