Informatyka od lat należy do najchętniej wybieranych kierunków studiów w Polsce, a o dokonaniach naszych programistów jest głośno na całym świecie. Mimo to krajowe przedsiębiorstwa mają kłopot z pozyskiwaniem wysokiej klasy specjalistów IT. Deficyt pracowników w tej branży wyniesie w tym roku około 50 tys. osób — wynika z danych firmy Sedlak & Sedlak. Co może rozwiązać kłopoty kadrowe? Przede wszystkim pieniądze — ta odpowiedź narzuca się sama.

Rzeczywiście, zatrudnienie doświadczonego fachowca kosztuje od 7 do 15 tys. zł miesięcznie w zależności od stanowiska. W przypadku menedżerów wynagrodzenie może być wyższe. Ale nawet finanse, w połączeniu ze świadczeniami socjalnymi, nie przesądzają o wszystkim. To dobra informacja dla mniejszych firm.
— Coraz częściej na pierwszy plan wysuwa się atrakcyjność przedsiębiorstwa: jego reputacja, lokalizacja, zaangażowanie w prestiżowe przedsięwzięcia, że o dobrej atmosferze nie wspomnę — mówi Bartosz Kaczmarczyk, prezes Grupy Kapitałowej Loyd, do której należy Loyd IT Solutions.
Oferta w kodzie HTML
Atrakcyjność oferty to połowa sukcesu. Dużo zależy też od sposobu jej zaprezentowania. Pracowników IT najlepiej szukać w ich naturalnym środowisku, czyli w internecie, stosując niestandardowe metody naboru.
— Kody HTML, wyszukiwarki internetowe czy grywalizacja łącząca rozrywkę z testem wiedzy o kodowaniu — w takich miejscach programiści mogą spodziewać się spersonalizowanych ofert rekrutacyjnych. Nadal cennym narzędziem w rękach head-huntera są media społecznościowe, które od kilku lat skutecznie pośredniczą na linii rekruter — kandydat do pracy — tłumaczy Bartosz Kaczmarczyk.
Wtóruje mu Beata Wróblewska-Mazurkiewicz, dyrektor HR w Oracle Polska i regionie krajów bałtyckich — firmy powinny być obecne w serwisach LinkedIn czy Goldenline, ponieważ wielu informatyków i programistów właśnie na tych portalach szuka pracy. Za godną rozważenia uważa także współpracę z firmami rekrutacyjnymi, choć wiąże się to z niemałymi opłatami. Przedsiębiorstwom o skromniejszych budżetachradzi prosić swoich pracowników o rekomendowanie znajomych.
— Znam małe i średnie spółki, które świetnie sobie radzą dzięki tej metodzie. Rozwiązanie sprawdza się również w korporacjach. Przykładem jest polski oddział Oracle’a, w którym 35 proc. zatrudnionych to ludzie z polecenia wewnętrznego — twierdzi Beata Wróblewska-Mazurkiewicz.
Zaleca też pozostawanie w kontakcie ze szkołami technicznymi — organizowanie dla studentów praktyk i staży, a po ukończeniu studiów proponowanie najlepszym etatów. A może zamiast korzystać z „produkowanych” przez uczelnie kadr, „wychować” własne? W ten nurt wpisują się lokalne grupy technologiczne, promujące samorozwój — te oddolne, nieformalne inicjatywy, polegające na dzieleniu się wiedzą, dają specjalistom IT szansę na uzupełnienie swoich kompetencji i połączenie teorii z praktyką. Przykładem może być Java User Group ( JUG), która działa w kilku miastach, organizując nieformalne prezentacje, warsztaty i konferencje, na które może przyjść każdy.
— Nazwa pochodzi od Javy, bo na początku skupialiśmy się tylko na tym języku programowania. Dziś skrót JUG rozwijamy raczej jako Just User Group, ponieważ zajmujemy się także innymi narzędziami, których używa się w biznesie — mówi Paweł Włodarski, współorganizator łódzkiej JUG.
Tworzeniu innej organizacji — Geek Girls Carrots (GGC) — towarzyszyło hasło „dziewczyny w świecie nowych technologii muszą trzymać się razem”. Na jej spotkania przychodzi nawet 200 kobiet. Wśród uczestników wyróżniają się dwie grupy: osoby, które uczą się programować i łapią cyfrowego bakcyla, oraz te, które w branży IT tkwią od lat, a teraz mogą się spełniać jako prelegenci i mentorzy.
— Nie dajemy tak gruntownego przygotowania jak formalne placówki naukowo-edukacyjne. Szybciej natomiast niż szkoły czy uczelnie reagujemy na zmiany i potrzeby rynku — mówi Kamila Sidor, współzałożycielka i dyrektor zarządzająca GGC.
Mały też skorzysta
Coraz częściej w życie społeczności IT angażują się wielcy rynkowi gracze, którzy w ten sposób osiągają podwójne korzyści. Po pierwsze, rozwijają kompetencje potencjalnych pracowników. Po drugie, dają się poznać jako odpowiedzialni i przyjaźni pracodawcy, z którymi warto łączyć swoją przyszłość.
— Współpracujemy z 11 grupami technologicznymi, którym oferujemy organizacyjne i merytoryczne wsparcie. Należą do nich m.in. inicjatywy poświęcone językom Java, SQL, .NET czy testowaniu oprogramowania — informuje Lidia Wierzbicka, specjalistka od budowy marki pracodawcy w GFT Polska.
Co równie ważne: dzięki takim grupom jak Java User Group czy Geek Girls Carrots przybywa na rynku wykwalifikowanych pracowników IT, a na tym korzystają i wielkie, i małe firmy. I kto jeszcze śmie wątpić, że przypływ podnosi wszystkie łodzie?