Trudny mecz o polski futbol klubowy

opublikowano: 20-05-2018, 22:00

Zgodnie z zasadą, że pieniądze nie grają, ale bez pieniędzy grać się nie da, dyskusję „Futbol, biznes i standardy” zdominowały sprawy finansowe

Jan Widera podsekretarz w Ministerstwie Sportu i Turystyki, pochwalił się, że jego resort przeznaczył na rozwój piłki nożnej w Polsce 50,5 mln zł.

ZGODA KIBICÓW: Choć uczestnicy futbolowej debaty kibicują różnym klubom, mają różne spojrzenie na problemy naszej piłki nożnej i proponują różne sposoby ich rozwiązywania, w jednym się zgadzają: w polskim futbolu konieczne są reformy organizacyjne, bez których wciąż będziemy daleko za Europą Zachodnią.
Zobacz więcej

ZGODA KIBICÓW: Choć uczestnicy futbolowej debaty kibicują różnym klubom, mają różne spojrzenie na problemy naszej piłki nożnej i proponują różne sposoby ich rozwiązywania, w jednym się zgadzają: w polskim futbolu konieczne są reformy organizacyjne, bez których wciąż będziemy daleko za Europą Zachodnią. fot.michał legierski-edytor

— Ze względu na masowość tego sportu ministerstwo wspiera piłkę w całym kraju w różnych projektach — zapewnił wiceminister. Nie wszystkich zadowolił.

Kropla w morzu

— Poprzedni rząd miał potężny program budowy orlików, a pieniądze, jakie teraz daje ministerstwo sportu, to kropla w morzu potrzeb. 50 mln zł nie zmieni sytuacji w polskim sporcie, zwłaszcza w piłce nożnej. Jak w ogóle można powiedzieć, że to duże pieniądze dla futbolu? To tyle, ile będzie kosztowało postawienie jednej trybuny zabrzańskiego stadionu albo jednej trzeciej nowegostadionu w Płocku — oburzył się prezydent tego miasta Andrzej Nowakowski, w przeszłości poseł PO i członek sejmowej Komisji Sportu i Turystyki.

— Na infrastrukturę w piłce nożnej przeznaczyliśmy jeszcze 30 mln zł — zaoponował wiceminister, jednak Andrzej Nowakowski nie dał za wygraną.

— To równowartość połowy nowej trybuny w Zabrzu i może jednej piątej płockiego stadionu — skomentował samorządowiec.

Zadanie nie dla państwa

W obronie resortu sportu stanął Marian Ziburske, jeden z menedżerów niemieckiej firmy z segmentu nieruchomości Westminster Vermogensverwaltung, który w zeszłym roku starał się przejąć Śląsk Wrocław.

Bezskutecznie. Podczas debaty w Katowicach stwierdził, że rządowe pieniądze nie powinny być przeznaczane na klubową piłkę nożną. Ministerstwo — tak jak jest to w Niemczech — musi raczej dbać o rozwój sportu młodzieży i dzieci. Inna sprawa, że sytuacja futbolu w Polsce i w Niemczech, gdzie kluby piłkarskie z różnych poziomów rozgrywek obracają grubymi milionami euro, zasadniczo się różni.

Spadek to dramat

U nas o czym mówili uczestnicy debaty, zarówno reprezentanci samych klubów, jak i samorządów będących ich właścicielami — spadek z ekstraklasy do I ligi, czyli drugiej klasy rozgrywek, to dla klubu dramat.

— Koszty związane z funkcjonowaniem klubu w I lidze są podobne jak w Ekstraklasie, a przychody — znacznie niższe — wyjaśnił Andrzej Nowakowski. Płock to obecnie jedyny właściciel tamtejszej Wisły.

— Gdy okazało się, że PKN Orlen nie chce już nim być, tę rolę wzięło na siebie miasto. Skończyło się to katastrofą dla klubu, który spadł w pewnym momencie aż do II ligi, ale też dla miasta — przyznał Andrzej Nowakowski.

Dlaczego samorząd podjął wyzwanie?

— Odpowiadamy na potrzeby obywateli miasta — stwierdził prezydent.

W poszukiwaniu funduszy

Miasto podjęło wysiłek budowy stadionu z 15 tys. miejsc. Obecnie przygotowuje przetarg. Już wiadomo, że będzie to związane z niebagatelnymi wydatkami — ponad 100 mln zł.

— Jeśli KGHM mógł wybudować stadion dla Zagłębia Lubin, to dlaczego PKN Orlen nie miałby się dołożyć do budowy stadionu w Płocku — zastanawiał się prezydent miasta. Podobny projekt realizuje już Zabrze, które jest właścicielem lokalnego Górnika. Obecnie w grę wchodzi dostawienie drugiej trybuny. Ze zdobyciem pieniędzy na to są oczywiście kłopoty, ale pieniądze to nie wszystko.

— Można śmiało powiedzieć, że bez śląskiej piłki nożnej nie ma polskiej piłki nożnej — stwierdziła ambitnie Małgorzata Mańka- Szulik, prezydent Zabrza. Choć na razie może tylko retorycznie pytać, skąd wziąć fundusze na sportową inwestycję, jeszcze większe problemy, na niespotykaną wcześniej w Polsce skalę, miał inny śląski klub — Ruch Chorzów.

— Nasze zadłużenie sięgnęło prawie 50 mln zł. Powiedziałem sobie jednak, że nie możemy ogłosić upadłości i spaść, być może, aż do A klasy [siódma w hierarchii klasa rozgrywek w męskiej piłce nożnej — red.] — wspominał Janusz Paterman, prezes klubu. Zarząd postanowił ułożyć się z wierzycielami, choć było ich aż 270, a czasu miał niezwykle mało, bo zaledwie trzy miesiące. Mimo to się udało.

— Proces restrukturyzacyjny w klubie sportowym to była nowość, patrzono na to z niedowierzaniem, ale to był początek wychodzenia z kryzysu. Zredukowaliśmy zadłużenie do 8 mln zł. Teraz płacimy na bieżąco — powiedział z dumą Janusz Paterman.

Ruch zapłacił jednak za problemy spadkiem do II ligi.

— Rewolucja ma to do siebie, że są ofiary — przyznał prezes klubu.

Chude lata ma za sobą także GKS Katowice. W sezonie 2005/06 spadł najgłębiej w historii — aż do IV ligi. Potem z roku na rok się wspinał i teraz już od 10 sezonów gra w I lidze. Wypracował w tym czasie własny sposób na zdobycie pieniędzy. — Zbudowaliśmy klub biznesu, przez który przewinęło się w ciągu pięciu lat istnienia aż 128 podmiotów. Dzięki nim zdobyliśmy 6,6 mln zł. To nasz największy sukces — powiedział Marcin Janicki, prezes popularnej Gieksy.

Eksport piłkarzy

Choć, jak twierdzą prezydenci Zabrza i Płocka, bycie właścicielem piłkarskiej drużyny oznacza dla samorządu problemy i wydatki, jest też niezwykle ważne dla lokalnej społeczności.

— W Polsce jest moda na futbol, czy się to komuś podoba, czy nie — stwierdziła Małgorzata Mańka-Szulik.

Oprócz korzyści społecznych inwestycje w futbol mogą przynosić też inne pożytki.

— Kluby potrzebują wsparcia miast, ale samorządy powinny też zrozumieć, że wielka piłka ściąga do miasta wielki biznes i pieniądze — przekonywał Janusz Paterman. Osobny problem to zarobki piłkarzy. W Polsce są one istotnie niższe niż na Zachodzie. — Młodzi ludzie potrafią liczyć i wiedzą, że kariera w spocie trwa krótko. Trudno w Polsce wypracować zachodnie warunki — mówi Małgorzata Mańka-Szulik. Trudno więc się dziwić, że co lepsi piłkarze bardzo szybko wyjeżdżają z kraju. W starej UE piłka nożna to jednak bardzo ważny sektor gospodarki, o czym świadczy choćby zatrudnienie. We Francji, w otoczeniu Ligue 1 (najwyższej klasy rozgrywek) pracuje ponad 20 tys. osób, w Wielkiej Brytanii, w The Championship — aż 100 tys. A w Polsce? — U nas nie ma nawet takich statystyk — przyznał Janusz Paterman, niegdyś wiceprzewodniczący rady nadzorczej spółki Ekstraklasa, która organizuje w Polsce rozgrywki na najwyższym szczeblu.

OKIEM EKSPERTA

Kopalnia talentów na orlikach

WOJCIECH MAJERAN, specjalista marketingu sportowego, Tatry Mountain Resorts

Widzę głęboki sens w finansowaniu przez ministerstwo działań na najniższym szczeblu. Teraz rozwija się program animatorów sportu, którzy działają na zbudowanych już orlikach. To świetna inicjatywa, która pozwala dzieciom i młodzieży grać w piłkę i rozwijać się sportowo. Kuleje jednak kolejny szczebel, który sprawnie działa w wielu krajach UE. Chodzi o wyszukiwanie takich wyszkolonych wstępnie na orlikach młodych talentów, które powinny trafiać do profesjonalnych drużyn. W naszych klubach brakuje ludzi, którzy jeździliby po Polsce i takich młodych piłkarzy wyszukiwali. Mają to rozpracowane Holendrzy, Duńczycy, Skandynawowie, Czesi, Słowacy i Rumuni. Kluby powinny takie talenty na miarę Roberta Lewandowskiego szlifować, robiąc z nich pełnowartościowy „produkt”, który można potem sprzedać zachodnim gigantom. To dałoby naszym drużynom pieniądze i pozwoliło dobrze funkcjonować, bez ciągłego odwoływania się do sponsoringu dużych firm. Moim zdaniem, ma on sens tylko wtedy, gdy faktycznie jest powiązany ze strategią marketingową koncernu. Tymczasem sponsoring wynika u nas raczej z fascynacji, uprawiania danej dyscypliny przez decydenta, znajomości, a czasami chwilowej koniunktury związanej z sukcesem któregoś z naszych sportowców.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Trudny mecz o polski futbol klubowy