Trudny start przetwórni krewetek - prasa

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2005-05-19 08:15

Skargi byłych pracowników, liczne kontrole inspekcji pracy, weterynarii, urzędu pracy i doniesienie do prokuratury. Tak rozpoczęła działalność przetwórnia krewetek - informuje "Gazeta Lubuska".

Skargi byłych pracowników, liczne kontrole inspekcji pracy, weterynarii, urzędu pracy i doniesienie do prokuratury. Tak rozpoczęła działalność przetwórnia krewetek - informuje "Gazeta Lubuska".

Firma GrEla od kwietnia szkoli bezrobotnych w obrabianiu owoców morza. Z tej szansy skorzystał m.in. Grzegorz Matuszkowiak, wcześniej przez dwa lata bezrobotny. Bardzo mu zależało na pracy, ale wytrzymał tylko miesiąc. "To i tak długo. Inni odchodzili po kilku dniach" - podkreśla. "Gazeta Lubuska" dotarła do ośmiu innych byłych pracowników, którzy zastrzegli sobie anonimowość.

"Kiedy jedna z kobiet powiedziała, że nie może zostać po godzinach, to kierownik spytał ją, czy wyrobiła normę. To był taki straszak" - opowiada G. Matuszkowiak. Norma to 0,5 kg krewetek na godzinę, ale nie mniej niż 90 kg miesięcznie. W hali jest ok. 7 stopni C, stworzonka są malutkie i trudno się je obrabia. Przekroczenie terminu o siedem dni grozi... karą równą miesięcznej pensji - dodaje dziennik.

"Koleżanka nawet nagrała na dyktafon kierownika jak mówi, że po miesięcznym przyuczeniu nikt takiej normy nie wyrobi" - mówi jedna z byłych pracownic. Na jaką pensję można liczyć podczas szkolenia? 400 zł brutto, czyli ok. 320 zł na rękę. "I jeszcze jej nie dostaliśmy - denerwują się rozmówcy gazety.  Podkreślają, że choć umowa była o dzieło, pracowali jak na etacie - po osiem godzin dziennie. Inne mankamenty to brak: badań lekarskich, przeszkolenia bhp, instruktażu. Najpierw były dwie przerwy dziennie, potem już tylko jedna. "Prezesowa chodziła po stołówce z zegarkiem w ręku" - wspomina "Gazecie Lubuskiej" Matuszkowiak.