Rynek akcji znajduje się w trendzie wzrostowym już od panicznej wyprzedaży z 21 września. Wówczas naszym klientom rekomendowaliśmy kupno, ponieważ zwykle warto kupować (lub zamykać krótkie pozycje) w sytuacji wyjątkowo złych i dramatycznych wydarzeń, gdy rynek otwiera się na niskich poziomach, później zaś zaczyna zwyżkować i ostatecznie kończy sesję wyżej.
O takiej sytuacji zwykło się mówić, że rynek zdyskontował już złe informacje. Dalsze wzrosty mogą sprawiać wrażenie, że mamy do czynienia z hossą. Spójrzmy jednak na wykres tygodniowy. Główny trend pozostaje nadal spadkowy, zaś rynek doszedł w pobliże silnych oporów.
Niższa linia widoczna na wykresie to średnia ruchoma z trzydziestu dni. Wartość indeksu S&P nie była od ponad roku wyższa od wartości średniej przez dwa tygodnie z rzędu. Po wydarzeniach z ostatnich dni szansa na to wydatnie wzrosła. Gracze mogli wówczas próbować zajmować krótkie pozycje (lub wchodzić w opcje put), pamiętając o określeniu linii obrony w okolicach 1165. Jeśli jednak ta wartość zostanie pokonana, nie powinno być większego problemu ze zwyżką do kolejnej widocznej linii, czyli przynajmniej do 1205 pkt.
W ostatnim biuletynie zwracałem uwagę na pięć towarów, znajdujących się w trakcie rozpoczynającego się trendu wzrostowego z wyraźnymi formacjami odwrócenia. Były to kolejno: bawełna, miedź, kakao i pszenica. Od tamtej pory, ceny każdego z nich znalazły się wyżej. Może to sugerować dwie rzeczy. Po pierwsze — widmo inflacji nie zostało jeszcze oddalone i wciąż istnieje ryzyko jej przyspieszenia. Po drugie — nie warto walczyć z głównym trendem.