Tryb następczy to zagrywka taktyczna

opublikowano: 06-02-2018, 22:00

Rzeczywista różnica między skierowaniem ustawy do TK przed jej podpisaniem a po – jest wręcz biegunowa.

Nowelizację tak rozpalającej międzynarodowe emocje ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej i kilku pokrewnych prezydent podpisał nadzwyczaj szybko. Taka decyzja Andrzeja Dudy była polityczną oczywistością, jako że w kwestii ostrego wizerunkowego starcia z rządem nie tylko Izraela, lecz także Ukrainy obóz tzw. dobrej zmiany trzyma sztamę. Notabene wczoraj środowiska trzymające władzę podczas gali w Teatrze Wielkim wyniosły Jarosława i śp. Lecha Kaczyńskich na piedestał chwały za minione ćwierćwiecze, zatem choćby pomyślenie o powtórce z lipca i prezydenckim wecie akurat w takim dniu byłoby niedorzecznością…

Uchwalenie ustawy o IPN spowodowało konieczność nadzwyczajnej ochrony polskiej ambasady w Kijowie.
Zobacz więcej

Uchwalenie ustawy o IPN spowodowało konieczność nadzwyczajnej ochrony polskiej ambasady w Kijowie. Fot. Gleb Garanich Reuters-Forum

Andrzej Duda taktycznie wszedł jednak w buty Bronisława Komorowskiego. Powtórzył ulubiony chwyt swojego poprzednika, stosowany wobec ustaw z daleka brzydko pachnących legislacyjnie, ale bardzo potrzebnych wyrastającej z tego samego pnia ekipie prezydencko-rządowej. Czyli podpisał, a po publikacji skieruje ustawę w trybie tzw. następczym do zbadania przez Trybunał Konstytucyjny (TK). Formalnie można tak robić, jednak nie fair jest wmawianie przez kolejnych prezydentów społeczeństwu, że wychodzi… na to samo. Rzeczywista różnica jest wręcz biegunowa. Konstytucja RP umocowuje głowę państwa nadzwyczajnie i oprócz podpisania ustawy lub zwrócenia Sejmowi do powtórnego uchwalenia większością 3/5 głosów (co potocznie zwiemy wetem) otwiera trzecią możliwość — skierowanie do TK prewencyjnie, co faktycznie oznacza zamrożenie podejrzanej ustawy na wiele miesięcy. Wnioskując natomiast w trybie tzw. następczym, prezydent dokonuje autodegradacji do rangi zaledwie jednego z klientów TK, których lista jest długa — to m.in. marszałkowie parlamentu, premier, prezesi głównych sądów, grupy 50 posłów lub 30 senatorów, jednostki samorządu terytorialnego, centrale związkowe i organizacje pracodawców, kościoły. Radykalnie różnią się także losy ustawy w razie negatywnego orzeczenia TK — posłana prewencyjnie trafia w całości lub częściowo do kosza, natomiast w procedurze następczej wciąż obowiązuje, ustawodawca dostaje czas na wprowadzenie nakazanych wyrokiem zmian.

Dlatego trudno się dziwić, że w światowych serwisach dominuje informacja, że sporna ustawa wchodzi w życie. Pierwszą reakcją z Izraela jest niezmienne oczekiwanie, że ustawa jednak doczeka się szybkiej nowelizacji — od spełnienia tej nadziei żydowskie państwo uzależnia dalsze kroki. Obecna wersja pod koniec lutego stanie się prawem, oczywiście realnie tylko na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Zapisana w niej penalizacja pisania „wbrew faktom” (nie została zapisana żadna definicja „faktu”) o wojennych tragediach w Polsce pozostanie poza naszymi granicami abstrakcją. No, chyba że autor wrażych tez z dalekiego świata przypadkiem zawita nad Wisłę… W 2005 r. przydarzyło się tak Davidowi Irvingowi, brytyjskiemu pseudonaukowcowi, który został zatrzymany w Austrii za uporczywe negowanie — także na terenie tego państwa — Holokaustu i na podstawie austriackiego kodeksu dostał trzy lata więzienia, których zresztą w całości nie odsiedział. W praktyce zatem wejście ustawy o IPN w życie oznacza powstanie listy osób prawnie ściganych przez Polskę, ale absolutnie nie na podstawie nakazu międzynarodowego. Pytanie retoryczne — czy gdzieś w dalekim świecie ktokolwiek się takiej groźby przestraszy?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Tryb następczy to zagrywka taktyczna