Trzeba uleczyć wzrok i słuch wielkich ekonomistów

Andrzej Sopoćko
10-05-2000, 00:00

Andrzej Sopoćko: Trzeba uleczyć wzrok i słuch wielkich ekonomistów

RYZYKO KURSOWE: Najprościej jest mieć wysokie zyski, które zrekompensują ewentualną stratę na eksporcie — zauważa Andrzej Sopoćko. fot. Tomasz Zieliński

Kiedy 23 lutego Rada Polityki Pieniężnej podnosiła stopy bazowe, nikt poza nią nie rozumiał tego kroku. Więcej — z enigmatycznych tłumaczeń jej członków nie wynikało, by za tą decyzją stały jakieś wyraziste argumenty. Można było odnieść wrażenie, iż szacowne gremium odczuwało wewnętrzną potrzebę reakcji na dość wysoką inflację, a nie bardzo wiedziało, co innego może zrobić.

TAKA OCENA nie jest złośliwością, ponieważ wspomniana podwyżka miała miejsce w sytuacji słabszych niż oczekiwano wyników produkcji, wyraźnego wzrostu bezrobocia oraz niebezpiecznie narastającego salda obrotów bieżących. Podniesienie i tak wysokich stóp musiało dać efekt w postaci napływu spekulacyjnego kapitału. Tylko w marcu napłynęło go 1,6 mld USD, ponad dwa razy więcej niż w poprzednich dwu miesiącach. Nastąpiło wzmocnienie złotego, eksporterzy stracili a importerzy skasowali dodatkowe zyski.

OPERACJA uderzenia w eksport w momencie jego spektakularnego słabnięcia jest gaszeniem ognia podmuchem tlenu. Okresowe wzmacnianie złotego, a potem bezczynność wobec jego przejściowych spadków, jest bowiem polityką podnoszenia ryzyka walutowego. Jeśli ktoś chce eksportować, musi być na nie przygotowany, m.in. poprzez posiadanie rezerw finansowych, możliwych do upłynnienia, gdy kurs wahnie się w niekorzystną stronę. Takie zabezpieczenie jest jednak w polskiej gospodarce nierealne. Rozwiązaniem na dziś jest po prostu eliminacja ryzyka kursowego przez rezygnację z eksportu. A to musi prowadzić do gwałtownego osłabnięcia złotego, na które jedyną reakcją jest nic nie wnoszące posiedzenie RPP.

MOŻNA POWIEDZIEĆ, że na ryzyko kursowe narażeni są importerzy, ponieważ to ich uderza po kieszeni wzrost cen walut. Niewątpliwie jest to prawda, w praktyce jednak częściowa. Ile to razy spotykamy informacje dotyczące np. cen samochodów czy wycieczek, które „mogą wzrosnąć w przypadku wzrostu kursu dolara lub marki”. Zabezpieczenie przed ryzykiem kursowym polega tu na prostej indeksacji ceny krajowej na kursie walutowym. Co ma jednak zrobić eksporter? Czy jest do pomyślenia, by określać ceny towarów sprzedawanych w Niemczech z dopiskiem: „cena aktualna pod warunkiem, że siła nabywcza marki w Polsce nie wzrośnie”.

DLA EKSPORTERA więc metoda indeksacji odpada. Teoretycznie może on się zabezpieczyć, stosując instrumenty pochodne. Drogie to jednak bardzo, bo rynek jest mało płynny. Najprościej jest mieć wysokie zyski, które zrekompensują ewentualną stratę na eksporcie. Takie przypadki są jednak ostatnio wyjątkowym rarytasem. Jak już pisałem wielokrotnie, polskie przedsiębiorstwa wykazują niepokojąco niską rentowność. W roku 1999 kwota zysku netto tego sektora (zyski brutto minus podatek i minus straty netto) wyniosła 0,5 mld zł. Nie ma zatem z czego dokładać do strat na sprzedaży za granicą.

WSZYSTKIE te informacje są dobrze znane naszym władzom finansowym — zarówno RPP, jak i MF. Okazuje się jednak, że zdarza się im założyć końskie okulary i — zamiast widzieć całościowo — kontrolować jedynie „cel inflacyjny”. Dwa lata takiej krótkowzrocznej polityki musiały doprowadzić do strukturalnych zmian w polskiej gospodarce, ustawiających ją w pozycji zachłannego importera. Na odkręcenie tego potrzeba będzie znacznie więcej czasu.

OKAZUJE SIĘ, że jeśli ma się wielką wiarę we własną mądrość — potwierdzoną przez „niezależne instytuty” — to na rzeczywistość łatwo się obrazić i po prostu jej nie uznawać. W świecie wirtualnych sukcesów i dobrze urządzonych salonów władzy nie żyje się przecież źle.

Andrzej Sopoćko jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, doradcą prezesa PBK

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Sopoćko

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Trzeba uleczyć wzrok i słuch wielkich ekonomistów