Na berlińską konferencję technologiczną IDTechEx przyjechał polski start-up założony ledwie kilka miesięcy temu, pod koniec 2014 r. Sinterit, bo tak się nazywa, założyło trzech polskich inżynierów, dwudziestokilkulatków (na oko autorki tekstu). Dwóch z doświadczeniem z Google’a, jeden – z ABB. Niezłe referencje.

- Na świecie drukarki polimerowe 3D potrafią kosztować 150 tys. USD, a my mamy rozwiązanie za poniżej 10 tys. USD – mówi Konrad Głowacki z Sinteritu.
Na razie Sinterit ma prototyp, a do końca roku chce ruszyć z produkcją komercyjną. Drukarka będzie się nadawała dla klientów, którzy chcą sobie drukować prototypy własnych wynalazków, albo dla klientów, którzy potrzebują produktów plastikowych w krótkich seriach (chodzi np. o plastikowe obudowy z otworami, w miejscach zależnych od potrzeb klienta).
Sinterit szuka klientów – założyciele jeżdżą od targów do targów, od Berlina do Las Vegas. Szukają też inwestora.
- Rozmawiamy. Chodzi o pozyskanie pieniędzy na uruchomienie produkcji komercyjnej. W razie czego, sami też damy radę – uważa jednak Konrad Głowacki.
