Koalicyjny Komitet Wyborczy Trzecia Droga (KKW TD) – czyli spółka Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050 – zapowiedział, że chce ustawić się w kolejce symbolicznie jako pierwszy. Notabene w tym nieznanym jeszcze dniu od rana zapowiada się przepychanka na portierni Krajowego Biura Wyborczego, ponieważ chętnych będzie więcej. Kolejność rejestracji oczywiście nie ma żadnego wpływu na numer listy do Sejmu, a tym bardziej na końcowe wyniki. W sondażach TD nie łapie się na podium, tasuje się z Lewicą na miejscach czwartym/piątym. Przy czym ważna jest nie tyle sama lokata, ile przeskoczenie progu – w formule KKW do uczestnictwa w podziale mandatów konieczne jest zdobycie w skali kraju nie 5 proc., lecz aż 8 proc. ważnych głosów. W dziejach III RP zdarzały się już bardzo twarde, eliminacyjne lądowania w strefie między 5 a 8 proc. W 1993 r. archiwalny już Katolicki Komitet Wyborczy Ojczyzna zdobył 6,37 proc. Doskonale pamiętamy rok 2015, gdy KKW Zjednoczona Lewica uzyskał 7,55 proc. i również trafił na cztery lata do niebytu. Notabene wtedy PSL było znacznie słabsze, z wynikiem 5,13 proc., ale jako samodzielny komitet jednopartyjny próg do Sejmu przeskoczyło i przetrwało, choć z marnym urobkiem 16 mandatów.
Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia nie oznajmili w sobotę niczego nowego. Konstrukcję Trzeciej Drogi docierali od kilku miesięcy, niemniej w ostatnich dniach nastąpiło istotne zawirowanie. Ludowcy chcieli się wzmocnić w wiejskim elektoracie – w większości już dawno utraconym na rzecz PiS – przygarnięciem na listy radykalnej Agrounii z jej przywódcą Michałem Kołodziejczakiem. Na taką propozycję bardzo ostro zareagował lider Polski 2050, kładąc na szali dalsze istnienie TD. W tej sytuacji PSL musiało wystawić Agrounię do wiatru, co naturalnie wywołało wściekłą reakcję Kołodziejczaka. Dość zrozumiałą, jako że inna grupka z boku, czyli sieroty po Porozumieniu Jarosława Gowina, została jednak na koalicyjne listy TD łaskawie przygarnięta. To jednak cicho siedząca kanapa, której jedynym marzeniem jest otrzymanie szansy na powtórne załapanie się na Wiejską, tymczasem roszczeniowa Agrounia jest bardzo głośna i ma znacznie większe ambicje.
Gonitwa wyborcza wchodzi w fazę absolutnie najważniejszą dla politycznych koni, choć jeszcze nie dla widowni. Zaczyna się finalizowanie list wyborczych do Sejmu, a także decyzji o wystawianiu kandydatów w jednomandatowych okręgach do Senatu. Umowa koalicyjna PSL z Polską 2050 opiera się na parytecie 50:50 – każdy udziałowiec wstawi na listy sejmowe TD po 460 kandydatów, czyli maksymalną możliwą liczbę, także po równo podzielone zostaną okręgowe tzw. jedynki. Oczywiście w dalszej perspektywie również na dwie równe kupki dzielone będą w kadencji 2023-27 budżetowe dotacje i subwencje, co będzie miało strategiczne znaczenie zwłaszcza dla Szymona Hołowni.
Andrzej Duda w tym tygodniu wreszcie podpisze oczekiwane od dawna postanowienie o zarządzeniu wyborów. Leci na trzy dni do Republiki Korei, z dwoma celami: obejrzeć czołgi i samoloty przygotowywane dla Polski oraz spotkać się z polskimi harcerzami na zakończenie skautowego Jamboree. Obstawiam, że swoje obowiązki notariusza – bo w kwestii zarządzenia wyborów decyzyjność prezydenta sprowadza się do takiego wymiaru – wykona przed wylotem do Korei. Termin wyborów 15 października od bardzo dawna jest prawdopodobny na 99,99 proc., brakujące 0,01 proc. niepewności zostaje dla następnej niedzieli 22 października. Gdy notariusz wreszcie dostawi kropkę nad i, gonitwa z kopyta przyspieszy…

