Trzej żniwiarze zbierają już plon z PPK

opublikowano: 23-05-2019, 22:00

Od uchwalenia ustawy o PPK liczba umów na prowadzenie PPE wzrosła o 34 proc. 83 proc. tego wzrostu skonsumowały zaledwie trzy firmy

Sierpień 1997 r. to pamiętna data dla polskiego systemu emerytalnego. Uchwalono wtedy ustawę o otwartych funduszach emerytalnych (OFE). Kilka dni wcześniej przyjęta została inna ustawa będąca częścią ówczesnej reformy. Wprowadzała jedną z nóg tzw. III filaru systemu emerytalnego, a więc dobrowolnego oszczędzania na emeryturę — pracownicze programy emerytalne (PPE). Formalnie można je było tworzyć od 1 stycznia 1999 r. Na początku tego roku minęło 20 lat PPE. Trudno je jednak uznać za popularne instrumenty.

Grupa PZU kierowana przez Pawła Surówkę traci udziały w rynku PPE, choć
wciąż jest jego bezapelacyjnym liderem. NN Investment Partners TFI, którego
prezesem jest Małgorzata Barska, pozyskuje za to klientów tak szybko, że w
ciągu kilku miesięcy znacznie zbliżyło się do PZU, za plecami zostawiając
resztę stawki.
Wyświetl galerię [1/3]

COŚ SIĘ ZMIENIA:

Grupa PZU kierowana przez Pawła Surówkę traci udziały w rynku PPE, choć wciąż jest jego bezapelacyjnym liderem. NN Investment Partners TFI, którego prezesem jest Małgorzata Barska, pozyskuje za to klientów tak szybko, że w ciągu kilku miesięcy znacznie zbliżyło się do PZU, za plecami zostawiając resztę stawki. Fot. WM

Na dzień 4 października 2018 r. aktywnych było nieco ponad 1,1 tys. PPE. Jednak tego dnia uchwalona została ustawa o pracowniczych planach kapitałowych (PPK), która pozwala nie uruchamiać PPK, jeśli w przedsiębiorstwie funkcjonuje PPE ze składką nie mniejszą niż 3,5 proc. wynagrodzenia. Ta wymienność spowodowała eksplozję zainteresowania PPE. Od uchwalenia ustawy o PPK liczba wpisów do rejestru PPE wzrosła o 34 proc. Aktywnych jest obecnie ponad 1,5 tys. takich programów.

Setki umów dla trzech

Nowych klientów w segmencie PPE pozyskuje w zasadzie tylko trzech graczy: NN Investment Partners TFI, PKO TFI oraz TFI PZU. Na tę trójkę przypada łącznie 83 proc. z około 400 nowych umów. W efekcie struktura rynku PPE istotnie się zmieniła. Grupa PZU nadal bezapelacyjnie przewodzi, ale jej udział w rynku pod względem liczby umów nieco zmalał. Drugie miejsce objęło NN, które wcześniej szło łeb w łeb z Avivą. Pod względem liczby umów udział tej ostatniej firmy w rynku zmalał i jest obecnie równy grupie PKO BP, która zwiększyła stan posiadania o 3 pkt proc. Posługiwanie się markami grup finansowych nie jest przypadkowe: choć obecnie w walce o rynek dominują TFI, to na przestrzeni lat wiele umów podpisały towarzystwa ubezpieczeniowe. Oferowały ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Nawet mało kojarzona z ubezpieczeniami grupa PKO BP ma na koncie umowy podpisywane przez PKO Życie Towarzystwo Ubezpieczeniowe.

Analizowanie rynku pod względem liczby umów ma wady. Duże firmy podpisują niekiedy po kilka umów, osobno dla poszczególnych spółek z grupy, a nawet mniej formalnych jednostek organizacyjnych. Wystarczy wspomnieć umowy PZU ze znaną z kukurydzy i groszku w puszkach Bonduelle Polska. W 2019 r. osobne PPE uruchomiono tam dla każdego z dwóch zakładów produkcyjnych oraz administracyjnej centrali. Z drugiej strony różne spółki jednej firmy potrafią mieć różnych operatorów PPE. Przykładem może być energetyczna Enea. PPE dla jej pracowników prowadzą Aviva, Investors TFI i PZU. Dane dotyczące liczby umów są jednak jedynymi dostępnymi w podziale na poszczególne instytucje finansowe i niewątpliwie odzwierciedlają wzrost zainteresowania PPE.

Na koniec 2017 r. (najnowsze dostępne dane) we wszystkich PPE łącznie zgromadzono 12,6 mld zł. Co do zasady pieniądze na konta uczestników PPE wpłacają pracodawcy. Ponad połowa uruchomionych wtedy PPE miała bez wątpienia składkę podstawową przekraczają próg zwolnienia z PPK. Jak dużo — trudno oszacować, choćby dlatego, że 27 proc. PPE miało składkę ustaloną kwotowo, a nie jako procent wynagrodzenia.

Rynek pracownika

Warto zwrócić uwagę, że 31,5 proc. PPE aktywnych w 2017 r. miało składkę w wysokości 7 proc., a więc dwukrotnie przekraczająca próg zwalniający z uruchomieniaPPK. PPE z taką składką można też potraktować jako bonus dla pracownika. I tym instytucje finansowe tłumaczą nagły wzrost zainteresowania PPE po uchwaleniu, a nawet w trakcie prac nad ustawą o PPK.

— Pod względem składki PPK jest tańsze dla pracodawcy. Ale obecnie mamy do czynienia z większym rynkiem pracownika niż pracodawcy. W takiej sytuacji pojawiają się dodatkowe argumenty za PPE. PPE można przedstawić jako profit. Pracodawca może powiedzieć, że płaci więcej i w przeciwieństwie do PPK — będącego systemem powszechnym — cała składaka jest po jego stronie — tłumaczy Remigiusz Nawrat, wiceprezes PKO TFI.

— Pracodawcy szukają różnego rodzaju korzyści dla pracowników. Równocześnie zmienia się świadomość. Coraz częściej zatrudnieni widzą potrzebę budowania kapitału na emeryturę. W umowach, które obecnie podpisujemy, składka wynosi najczęściej 3,5 proc., a nawet więcej. Natomiast wśród pracodawców, którzy mają u nas od lat PPE ze składką niższą niż 3,5 proc., są także firmy, które podjęły decyzję o niepodwyższaniu składki i wprowadzeniu równolegle PPK — mówi Agnieszka Jaworska-Martycz, dyrektor ds. klientów instytucjonalnych NN Investment Partners TFI.

Aleksandra Bońkowska, partner w Alto Tax, również dostrzega potencjał PPE jako profitu dla pracowników. Zwraca uwagę, że pracodawca może objąć tym programem nie wszystkich, ale tylko wybranych zatrudnionych. Jednak zainteresowanie PPE tłumaczy przede wszystkim niechęcią do PPK, które jako program powszechny wiąże się z większymi obciążeniami biurokratyczno-administracyjnymi po stronie pracodawcy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu