Polacy w niedzielę kolejny raz dali dowód, że wbrew twierdzeniom niektórych polityków dorośli do demokracji. Udali się stosunkowo tłumnie do urn, by wybrać sobie parlament. Do demokracji nie dorosły instytucje państwowe, administracja, która nie zapewniła wystarczającej liczby kart do głosowania. Miało być święto demokracji, wyszedł skandal, ale to nie wyborcy są temu winni. Tu pierwsza wskazówka na przyszłość dla polityków, których wybraliśmy — nie wystarczy organizowanie znakomitych kampanii, trzeba jeszcze umieć zorganizować wybory. O tym w kampanijnym zgiełku zapomniano.
Stosunkowo wysoka frekwencja musi cieszyć — po latach politycznej apatii Polacy ruszyli do urn, wierząc, że ich głos jednak coś znaczy. I tu druga wskazówka dla tych, których namaściliśmy — pokażcie, że wybraliśmy pomysł na Polskę, a nie jedynie twarze na billboardach. Skoro udało się Polaków ściągnąć do lokali wyborczych, pokażcie, że było warto.
Frekwencja to niejedyny powód do radości — pierwsze sondaże wskazują, że uda się uniknąć powyborczego pata i wyłonić stabilną parlamentarną większość. Nie było remisu —są wygrani — jak Platforma, która jest niemal pewnym faworytem do rządzenia, i są przegrani — jak Prawo i Sprawiedliwość, które nie tylko odda władzę, ale może też nie zebrać wystarczającej liczby głosów, by zablokować odrzucenie prezydenckiego weta. I tu trzecia wskazówka: dwa lata temu też wydawało się, że będzie bardzo stabilna rządowa większość. Wyciągnijcie wnioski z tej lekcji i tym razem tego nie zepsujcie, próbując budować pozycję partii kosztem skuteczności parlamentu. Bo wyborcy u nas może leniwi, ale jak wstaną i pójdą do urn, nie będzie litości.
Adam Sofuł