Trzymajcie kciuki za Rostowskiego

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2009-02-10 07:09

Resort finansów na rynku długu staje w szranki z największymi gospodarkami świata. I jest przekonany, że nie polegnie. Ale uwaga! Brak zaufania do polskich obligacji odbiłby się na firmach

Ministerstwo Finansów planuje do końca roku sprzedać na zagranicznych rynkach obligacje za 2 mld EUR. Firmy powinny trzymać kciuki za resort Jacka Rostowskiego, żeby udało mu się znaleźć nabywców, którzy zgodzą się na przyzwoite warunki. Jeśli będą wybrzydzać, banki w Polsce jeszcze mocniej przykręcą kurek z kredytami.

Resort finansów jedną emisję obligacji za granicą ma już za sobą. Na koniec stycznia sprzedał na rynku euro papiery skarbowe o wartości miliarda euro. Jak twierdzą urzędnicy MF – z powodzeniem.

- Rynek bardzo dobrze przyjął naszą ofertę, co pozwala z optymizmem patrzeć na ewentualne kolejne zagraniczne emisje – mówi Anna Suszyńska, zastępca dyrektora departamentu długu publicznego resortu finansów.

Część ekonomistów podkreśla, że znalezienie na światowych rynkach nabywców na polskie papiery będzie trudne, a na pewno bardzo kosztowne. Do końca 2009 r. swoje obligacje na niespotykaną dotąd skalę zamierzają wypuścić największe gospodarki świata. Stany Zjednoczone chcą pożyczyć prawie 2 bln USD, kraje strefy euro – około biliona EUR, a Wielka Brytania – 150 mld GBP. Konkurencja będzie więc bardzo duża.

Zagraniczne emisje obligacji mają duży wpływ na kredyty dla polskich firm, ponieważ to od nich zależy skala i warunki przetargów na papiery skarbowe w kraju, a to z kolei kształtuje kwotę, jaką banki przeznaczają na kredyty. Najprostsze przełożenie jest takie: im więcej obligacji rząd wyemituje za granicą, tym mniej w kraju. Ale jest jeszcze jedna zależność.

- Przy ostatniej sprzedaży obligacji za granicą resort finansów musiał zgodzić się na wysoką marżę inwestorów. Znacznie wyższą od tej, którą otrzymują banki w kraju. Rodzimi inwestorzy, widząc tę różnicę, zwiększają swoje żądania. Rośnie więc presja, aby ministerstwo dawało w kraju lepsze warunki pożyczkodawcom. A lepsze warunki przy obligacjach zniechęcają banki od udzielania kredytów firmom – mówi Ernest Pytlarczyk, szef zespołu analityków BRE Banku.

Obligacje już od kilku miesięcy coraz bardziej „wypychają” z banków kredyty dla firm. Jak pisaliśmy tydzień temu, w grudniu krajowe instytucje finansowe kupiły obligacje o wartości 21 mld zł, a wartość kredytów złotowych polskich firm spadała w tym czasie o 4,4 mld zł.

Część ekonomistów twierdzi jednak, że zainteresowanie rządowymi papierami w kraju spadnie.

- Jeszcze w styczniu popyt był silny, często kilkakrotnie większy niż podaż. Jednak już pierwsze dni lutego pokazały, że skłonność do kupowania naszych obligacji słabnie. Dość dużym zainteresowaniem cieszą się tylko papiery krótkoterminowe – mówi Remigiusz Grudzień, ekonomista PKO BP.

Podobnego zdania jest Błażej Wajszczuk, ekonomista Fortis Banku.

- Największe gospodarki świata wypuszczą tak dużo obligacji, że sprzedanie naszych papierów na sensownym poziomie będzie trudne – uważa analityk.

Tu jednak interesy firm i MF się rozjeżdżają. Słaby popyt dla rządu oznacza większe koszty pożyczki, ale dla firm – większą pulę w bankach na kredyty.