TUIR WARTA: INWESTOR BRANŻOWY JUŻ CZEKA
Kulczyk Holding ma czterech kandydatów dla towarzystwa
INTERNET NA POTEM: Nie jesteśmy zainteresowani budową portalu dostępowego do Internetu. W przyszłości nie wykluczamy jednak inwestycji w Internet — podkreśla Jan Waga. fot. Małgorzata Pstrągowska
Kulczyk Holding wybrał już kandydatów na inwestorów dla Towarzystwa Ubezpieczeń i Reasekuracji Warta. Przyszły partner ma być znany przed końcem tego roku.
„Puls Biznesu”: Nie jest tajemnicą, że poszukujecie dla Warty inwestora strategicznego. Jak bardzo zaawansowane są w tej sprawie negocjacje?
Jan Waga: Analizujemy możliwość współpracy Warty z jednym ze światowych ubezpieczycieli. Na razie jednak tylko pod kątem współpracy produktowej.
— Co konkretnie wchodzi w grę?
— Zdajemy sobie sprawę, że firma oparta tylko na polskim rynku nie ma szans na uczestnictwo w globalnych programach ubezpieczeniowych na zasadach partnerskich. Jeśli Warta nie będzie uczestniczyła w tych projektach, to — mając nawet najlepsze produkty — wypadnie z ubezpieczeń korporacyjnych. Widząc taką ewentualność prowadzimy analizę, który ze światowych ubezpieczycieli mógłby nam zagwarantować kooperację produktową oraz w zakresie światowych programów ubezpieczeniowych. Ponieważ powiązania kapitałowe cementują współpracę, bierzemy je pod uwagę.
— Jaki pakiet akcji Warty trafi w ręce inwestora?
— Uważamy, że wystarczy 25 proc. W grę wchodzi oczywiście objęcie przez inwestora akcji z planowanego podniesienia kapitału spółki.
— Z opcją zwiększenia tego udziału?
— Na razie tego nie rozważamy.
— Czy zostali już wyselekcjonowani potencjalni partnerzy?
— Tak. W kręgu naszych zainteresowań znalazły się cztery światowe firmy.
— Czy któraś z nich już przeprowadziła due dilligence i czy jest wśród nich holenderska grupa Fortis?
— Nie. Warta jest spółką publiczną i nie widzimy takiej potrzeby. Konieczne są natomiast rozmowy dotyczące wzajemnej polityki ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej. Nie mogę jednak na tym etapie ujawniać żadnych nazw.
— Kiedy zostanie wybrany partner dla Warty?
— Do końca tego roku.
— Czy tak długie oczekiwanie na partnera nie osłabi pozycji spółki na rynku?
— Półtora roku naszej kontroli nad firmą wyraźnie spółce służy. Poprawiają się jej wyniki, rośnie kurs giełdowy, a dzięki prorynkowej orientacji jest coraz lepiej odbierana przez klientów. Lepszy jest też jej wynik techniczny. Trzeba pamiętać, że jest on efektem sytuacji na rynku faktycznie zdominowanym przez PZU.
— Czy Kulczyk Holding myśli o powrocie do bankowości?
— Tak. Chcemy, aby Warta stała się centrum grupy finansowej. Zależy nam, aby w grupie funkcjonował bank oferujący tzw. multiprodukt. W tym kierunku zmierza wiele grup kapitałowych na świecie.
— Już jedna próba stworzenia grupy ubezpieczeniowo-bankowej na bazie PBK nie powiodła się...
— Zawsze wycofujemy się z takich projektów, jeśli nie mamy wpływu na strategię firmy. Tak było w przypadku PTC. Kiedy okazało się, że nie możemy zrealizować zapisanej w umowie opcji — zrezygnowaliśmy. Mimo że telefonia komórkowa jest bardzo rozwojowym sektorem. Oczywiście pod pewnymi warunkami. To nie jest biznes, w który może wchodzić każdy. Potrzebny jest znaczny potencjał, bo są to inwestycje o wysokiej stopie zwrotu, ale niezwykle kapitałochłonne. Powiem obrazowo: jest to pole do działania dla ciężkiej kawalerii, a nie dla harcowników.
— Kulczyk Holding nie zrezygnował całkowicie z telekomunikacji. Wymieniany jest jako jeden z członków konsorcjum stworzonego przez France Telecom, zamierzającego wziąć udział w prywatyzacji TP SA. Czy może to Pan potwierdzić?
— Ze względu na reguły uczestnictwa w takich przetargach nie mogę tego w żaden sposób komentować.
— Podobno faworytem przetargu jest jednak Telecom Italia. Może dlatego Francuzi zwrócili się do Kulczyk Holding, firmy, która ma opinię potrafiącej skutecznie prowadzić interesy na polskim rynku, bo chcą w ten sposób przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
— Nie będę komentował takich opinii.
— Czy rynek telefonii stacjonarnej jest — Pana zdaniem — równie atrakcyjny, jak telefonii komórkowej? Czeka nas demonopolizacja rynku, co oznacza gwałtowny spadek cen taryf. Czy myślicie o inwestycjach w tym sektorze?
— Aby inwestować w tę branżę, nie wystarczy pomysł, jak wygrać przetarg. Potrzebna jest koncepcja, jak zbudować wartość dodaną, aby inwestycja się zwróciła. To oczywiście wymaga znacznych środków. Wielu lokalnych operatorów przeliczyło swoje siły. Myślę, że w przyszłości nastąpi na tym rynku konsolidacja wokół 3-4 konkurentów TP SA.
— Wróćmy do PTC. Czy fakt, że sprawa trafiła do sądu arbitrażowego w Wiedniu, a na liście pozwanych przez Deutsche Telekom jest także Kulczyk Holding, coś dla was oznacza?
— Nie chciałbym komentować czegoś, co jest przedmiotem procesu. Mogę tylko powiedzieć, że zgodnie z ustawą o łączności, podmioty polskie powinny w spółce mieć minimum 51 proc. udziałów. Postąpiliśmy ściśle według regulacji prawnych. Zresztą nigdy i nigdzie nie pozwoliliśmy sobie na łamanie czy obchodzenie prawa. Takie są nasze zasady.
— Pojawiły się podejrzenia, że holding zamierza wycofać się z branży piwowarskiej i odsprzedać swoje udziały SAB.
— Wręcz przeciwnie — mamy zamiar inwestować w rozwój i zwiększać swój udział w rynku. Startowaliśmy w 1993 r. z około 8-proc. udziałem w rynku. Teraz browary tworzące Kompanię Piwowarską mają łącznie 26 proc. Jeżeli przy rosnącym rynku udział naszych konkurentów spada, a nasz się zwiększa, oznacza to, że biznes idzie nam coraz lepiej. Zatem na taki krok moglibyśmy się zdecydować tylko wówczas, gdyby pojawił się interes rosnący szybciej niż piwny. Na razie takiego nie widzę.
— Kto w tandemie Kulczyk Holding-South African Breweries gra pierwsze skrzypce?
— Jest to układ partnerski. A naszą rolę określiłbym raczej jako aktywnego partnera finansowego. Taka postawa różni nas od funduszy inwestycyjnych. Mamy niezbędne know-how w zakresie restrukturyzacji każdej firmy. Potrafimy aktywnie zarządzać biznesem. Jednak naiwnością byłoby sądzić, że bez współpracy ze światowymi partnerami można poradzić sobie z międzynarodową konkurencją. Ale na pewno nasza rola nie kończy się na dostarczeniu pieniędzy. Nas interesuje możliwość wniesienia wartości dodanej, tak aby osiągnąć maksymalną stopę zwrotu. I te elementy wprowadzamy do strategii w interesach z partnerami zagranicznymi. Oni dzięki temu nie podnoszą dodatkowych kosztów na walkę z konkurencją na polskim rynku.
— Śledząc działania SAB na świecie, odnosi się wrażenie, że dąży on do przejmowana całości firmy.
— W przejętych przez SAB browarach od początku była inna sytuacja niż w Kompanii Piwowarskiej. Na przykład na Węgrzech SAB kupił browar od państwa. Nie miał więc silnego partnera. W przypadku Lecha Browary Wielkopolski to my kupiliśmy spółkę od Skarbu Państwa i unowocześniliśmy ją. Spodziewając się, że już niedługo trzeba będzie konkurować na otwartym rynku europejskim, postanowiliśmy znaleźć globalnego partnera branżowego. Chodziło o to, aby pomógł nam szybciej rozwijać się na polskim rynku i stanowił dla nas oparcie na rynkach zagranicznych. Za dwa-trzy lata europejscy konkurenci, dysponujący ogromnymi mocami produkcyjnymi i ograniczoną możliwością ekspansji na własnych rynkach, będą starali się ulokować towar w Polsce. Przygotowujemy się do stawienia czoła tej ekspansji tworząc silne polskie marki.
— Jednak ostatni zakup SAB w Czechach może stanowić zagrożenie dla produkcji Lecha i Browarów Tyskich. Czy piwo Pilsner Urquel będzie przez SAB eksportowane na polski rynek?
— Oczywiście. I tak od dawna obecne jest na polskim rynku. Teraz znajdzie się w sieci dystrybucji Kompanii Piwowarskiej i stanowić będzie uzupełnienie oferty dla polskiego konsumenta. Nie widzę tu żadnego zagrożenia. Warto też podkreślić, że nasz partner ma światową renomę, ale nie posiada swojej globalnej marki. Dzięki temu piwa produkowane w Polsce mają szansę wejścia na rynki, na których działa SAB.
— Powiedział Pan wcześniej, że Kompania Piwowarska chce zwiększać swój udział w rynku. Czy w takim razie planowane są jakieś akwizycje?
— Nie. Dotychczasowy wzrost udziałów w rynku osiągnęliśmy bez akwizycji, dzięki nowej technologii, lepszemu zarządzaniu jakością, rozbudowie sieci dystrybucji. Pomogła w tym sprawnie przeprowadzona fuzja Lecha i Browarów Tyskich oraz restrukturyzacja obu firm. W oba browary zainwestowaliśmy około 200 mln USD ze środków własnych i zysków obu zakładów. Każdy z nich jest dziś samodzielnym centrum produkcyjnym, ale działa w ramach jednolitego programu rozwoju. Mamy jeszcze duże możliwości rozbudowy zdolności produkcyjnych zarówno w Tychach, jak i w Poznaniu.
— Z analiz rentowności tego biznesu wynika, że najdroższe jest wożenie piwa. A we wschodniej Polsce nie macie browaru.
— Analiza rachunku kosztów wskazuje, że bardziej nam się opłaci je tam wozić niż kupować browar.
— Kilkanaście dni temu ogłoszono powołanie nowej spółki — Polenergia, która ma zająć się eksportem polskiej energii. Dlaczego holding zdecydował się na wejście w kolejną branżę?
— Pomysł narodził przy naszym udziale. Bez Polskich Sieci Elektroenergetycznych nie byłby możliwy eksport energii z Polski, bez PreussenElektra nie miałby kto jej odkupić na zachodniej granicy.
— Czy udział Kulczyk Holding w Polenergii nie jest związany także z innym przedsięwzięciem — Autostradą Wielkopolską SA?
— Być może pojawi się konieczność budowy linii przesyłowych o bardzo dużych mocach. A to — jak pokazują doświadczenia — wiąże się z różnymi problemami, również lokalizacyjnymi. Nasza obecność w Polenergii może ułatwić ich rozwiązanie.
— Czy tym razem termin rozpoczęcia budowy autostrady A-2 zostanie dotrzymany?
— Wszystko na to wskazuje. Ostatnim elementem są gwarancje Skarbu Państwa na obligacje zerokuponowe. Są już zaakceptowane, ale bez szczegółowych rozwiązań. Po ich ustaleniu zostanie nam przekazany teren pod autostradę i budowa będzie mogła ruszyć.