Tukidydes miał rację

Jacek Zalewski
31-05-2005, 00:00

Przywołany w tytule ateński wódz i intelektualista jest autorem sentencji, otwierającej Konstytucję dla Europy: „Nasz ustrój polityczny... nazywa się ...demokracją, ponieważ opiera się na większości obywateli, a nie na mniejszości...”. Przed niedzielnym referendum Francuzi otrzymali do domów egzemplarze Konstytucji, ale widocznie przebrnęli tylko przez to pierwsze zdanie...

Unijna klasa polityczna lamentuje nad negatywną decyzją społeczeństwa francuskiego. Usta prezydentów i premierów — także naszych — pełne są smutku, żalu, ubolewania, niemal kondolencji. Umarł im ktoś? Ciekawe, że nie wzbudzają się w nich refleksje, po co w ogóle porwali się na narzucanie zróżnicowanej Europie tak unifikacyjnego dokumentu! Przecież Unii Europejskiej tak naprawdę potrzebna jest nie opasła Konstytucja, lecz precyzyjny regulamin obradowania i podejmowania decyzji, zwłaszcza finansowych, przez jej organy. A od Konstytucji obywateli Europy odstrasza nie tyle sama treść (chociaż trudna), ile przypisana jej przez rządzących dęta frazeologia.

Traktat zgrzytał już 29 października ub. r. w Rzymie, podczas jego podpisywania. Przemówienia wygłaszane na Kapitolu wręcz ociekały poczuciem misji dziejowej i innymi banałami, a tuż poniżej wzgórza, w namiotach centrum prasowego, trudno byłoby w naszej tysięcznej masie dziennikarzy znaleźć kogoś, kto postawiłby eurocenta na ratyfikowanie traktatu przez komplet 25 państw — co jest warunkiem jego wejścia w życie.

Jednym z niewielu konkretnych, ważnych zapisów Konstytucji dla Europy jest przekształcenie UE w podmiot prawa międzynarodowego. Czy jednak realnie coś by to zmieniło? Czy na przykład USA objęłyby upodmiotowioną Unię w całości swoim programem bezwizowym? Ależ skąd! Czy dla Rosji niemożliwe stałoby się organizowanie kadłubowych szczytów z wybranymi unijnymi potentatami — Francją, Niemcami i dopraszanymi czasem Hiszpanią czy Włochami? Ależ skąd!

Jeśli dokument podpisany 29 października trafi do muzeum — naprawdę nie będzie to dla europejskiej wspólnoty żadnym dramatem, a raczej potwierdzeniem oderwania się klasy rządzącej od skomplikowanej unijnej rzeczywistości.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Tukidydes miał rację