TUnŻ nieprędko wyjdą na swoje
Choć ubezpieczyciele starają się nadrabiać miną i twierdzą, że spadek sprzedaży polis im akurat nie szkodzi, nerwowo szukają oszczędności. Akcjonariusze muszą pogodzić się z faktem, że zyski z inwestycji w Polsce odsuną się co najmniej o dwa lub trzy lata.
Kryzys na rynku ubezpieczeń na życie jest już trwałym zjawiskiem i coraz trudniej mówić o chwilowym spowolnieniu sprzedaży. W ciągu pięciu lat dynamika przypisu składki spadła z 53 proc. do około 10 proc. Mimo że oficjalnie większość przedstawicieli towarzystw stara się zachowywać urzędowy optymizm, w spółkach trwa nerwowe poszukiwanie sposobów na przetrwanie trudnego okresu.
— Większość towarzystw czeka restrukturyzacja i zmniejszanie kosztów. Dotknie to na pewno rozbudowane i kosztowne sieci sprzedaży — twierdzi Mirosław Kowalski, prezes Zurich.
Jako jeden z nielicznych prezesów towarzystw ubezpieczeniowych przyznaje on, że jego spółka przechodzi restrukturyzację, polegającą m.in. na redukcji liczby oddziałów. Podobne ruchy można jednak zaobserwować również w innych towarzystwach. Liczba agentów Winterthura spadła z trzech tysięcy do około półtora.
Odczuwają wszyscy
Spadek dynamiki sprzedaży uderza we wszystkie spółki. Jednak dla największych z nich, które tak jak Commercial Union, Amplico Life czy Nationale-Nederlanden działają już długo i zgromadziły pokaźny portfel polis, oznacza to przede wszystkim konieczność pogodzenia się z ewentualnym mniejszym zyskiem. Z potentatów rynkowych największe trudności przeżywa Commercial Union, oferujący głównie polisy z funduszem inwestycyjnym, które wobec kłopotów rynku kapitałowego nie zapewniają oczekiwanej przez klientów stopy zwrotu. Spółka boryka z wieloma rezygnacjami z umów.
W większych kłopotach znalazły się towarzystwa średniej wielkości, które kryzys zastał, nim zdążyły zbudować dostatecznie duże portfele i zanotować zyski. W rezultacie spółki te muszą utrzymywać wysoką dynamikę przypisu składki, równocześnie redukując koszty.
Nie wiadomo jeszcze, jak stagnacja na rynku wpłynie na spółki dopiero rozpoczynające działalność w Polsce. Ich prezesi, np. Katarzyna Poremba z Vienna Life czy Robert Zilg z Metropolitan Life oficjalnie zachowują dobre samopoczucie i twierdzą, że Polska jest nadal szybko rozwijającym się rynkiem. Trudno jednak zakładać, że podobny optymizm zachowują akcjonariusze, którzy plany ekspansji przygotowywali co najmniej dwa lata temu, gdy rynek rósł jeszcze co roku o blisko 30 proc.
Jedno jest pewne. Właściciele towarzystw ubezpieczeniowych muszą pogodzić się z tym, że osiągnięcie wyniku dodatniego przez zakładaną w Polsce spółkę musi trwać coraz dłużej. Według Pawła Dangla, prezesa grupy Allianz, zajmie to 5-7 lat, a zdaniem Mirosława Kowalskiego, nawet od 7 do 9 lat.
Panika w sieciach
Spowolnienie rynku jest pogłębiane chaosem, który dotknął sieci sprzedaży większości towarzystw. Bałagan ten spowodowały same spółki, które chcąc powstrzymać spadek sprzedaży podkupywały sobie nawzajem agentów i klientów. W rezultacie co pewien czas na rynku ubezpieczeniowym dochodzi do migracji pośredników z towarzystw, które właśnie zdecydowały się na cięcie kosztów i zmniejszenie prowizji do ubepieczycieli próbujących zwiększyć sprzedaż poprzez pozyskiwanie współpracowników. Działania te niepokoją Danutę Wałcerz, prezes Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń. Nadzór nie ma jednak bezpośredniego wpływu na politykę towarzystw w stosunku do agentów ubezpieczeniowych.
Ratunek w grupowych
Towarzystwa ubezpieczeniowe szukają ratunku w odejściu z niestabilnego rynku klientów indywidualnych i skoncentrowaniu się na polisach grupowych.
— Duże rezerwy tkwią w małych i średnich firmach. Dlatego niektóre towarzystwa, w tym Zurich, tworzą już grupy nawet w spółkach zatrudniających trzy osoby — twierdzi Mirosław Kowalski.
Aby zwiększyć atrakcyjność ubezpieczeń grupowych, spółki rezygnują z indywidualnego kwotowania, wprowadzają taryfy ogólnopolskie oraz rozszerzają ochronę o nowe ryzyka.
Coraz częściej pojawia się pogląd (wyrażany m.in. przez Danutę Wałcerz, Mirosława Kowalskiego i Pawła Dangla), że trwałą rentowność mogą osiągać tylko duże spółki i stąd polski rynek czeka konsolidacja. Obecny kryzys może ją tylko przyspieszyć, ponieważ część akcjonariuszy nie będzie chciała czekać kolejne lata na zyski i wystawi swoje spółki na sprzedaż.
Okiem eksperta
Kryzys psuje rynek
Obserwowany obecnie spadek dynamiki na rynku ubezpieczeń życiowych różnie odbija się na towarzystwach, często zależnie od wielkości i struktury ich portfela.
W przypadku czterech największych spółek, które osiągają dodatni wynik finansowy, na pewno objawia się to zmniejszeniem zysku. Te firmy w największym stopniu odczuwają rezygnacje klientów z zawartych polis.
Spółki średniej wielkości muszą jednak nadal zdobywać rynek. Jeżeli w związku ze stagnacją na rynku nie zdołają realizować zaplanowanego przypisu, muszą, aby utrzymać parametry finansowe, szukać oszczędności w kosztach. Allianz Życie utrzymuje jednak nadal 40-proc. dynamikę wzrostu.
W najtrudniejszej sytuacji znalazły się towarzystwa, które dopiero rozpoczynają działalność. Wchodzą bowiem na rynek, który w żaden sposób nie jest stymulowany z zewnątrz. Brakuje ustaw i decyzji, które by go pobudzały, nie wprowadzono np. odpisów podatkowych, nie rozwja się sprzedaż kredytów hipotecznych i ubezpieczenia zdrowotne.
W efekcie niektóre towarzystwa chcąc poprawić swoją obecną kondycję, zaczęły wykonywać destabilizujące i psujące rynek ruchy, m.in. podkupując agentów i klientów konkurencji.
Paweł Dangel
prezes grupy Allianz Polska