Tuora – miliarder lub marzyciel

  • Alina Treptow
opublikowano: 23-01-2013, 00:00

PZ Cormay kończy prace nad rewolucyjnym analizatorem krwi, który ma mu przynieść miliardy z globalnego rynku. Czy nie przeszarżował?

BlueBox — tak nazywa się urządzenie, które ma być trampoliną do globalnego sukcesu i gigantycznych zysków dla PZ Cormay i polskiej wynalazczości. To innowacyjny analizator krwi, nad którym od wielu miesięcy pracuje giełdowy producent odczynników i sprzętu diagnostycznego. Urządzenie ma być gotowe już w marcu, do lipca mają trwać testy, a w sprzedaży znajdzie się pod koniec roku.

Tomasz Tuora, prezes PZ Cormay. Marzyciel? (FOT. Marek Wiśniewski)
Tomasz Tuora, prezes PZ Cormay. Marzyciel? (FOT. Marek Wiśniewski)
None
None

— W pierwszej kolejności wejdziemy na rynki rozwinięte, w Europie Zachodniej, USA i Japonii. W drugiej turze rozpoczniemy ofensywę w Chinach — zapowiada Tomasz Tuora, prezes PZ Cormay.

Do spółki z gigantem

Dystrybucją zajmie się Orphee, szwajcarska spółka zależna Cormaya, od niedawna notowana na NewConnect, oraz globalny koncern medyczny, który może pochwalić się rozbudowaną siecią sprzedaży. Potencjalni partnerzy to Siemens, Philips czy GE.

— Lista jest otwarta. Będziemy rozmawiać z zainteresowanymi po prezentacji BlueBoksa na międzynarodowych targach w USA, które odbędą się w lipcu — tłumaczy Tomasz Tuora. Jak będzie wyglądać współpraca? Według założeń Cormaya, ok. 30 proc. analizatorów będzie sprzedawane przez Orphee pod szwajcarską marką, pozostałe70 proc. wprowadzi na rynek globalny gracz pod swoim brandem.

— Produkty będą się różnić np. obudową, może trochę oprogramowaniem — tłumaczy Tomasz Tuora. Rynkowi ten model się podoba. Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK, zwraca uwagę, że Cormay nie ma rozbudowanej sieci sprzedaży w USA czy Europie Zachodniej.

— Współpraca z międzynarodowym koncernem jest najlepszym wyjściem. Czasami warto podzielić się zyskami z dużym graczem, który ułatwi zdobycie odpowiedniej skali — uważa Łukasz Kosiarski.

Dla każdego lekarza

BlueBox ma przynieść polskiemu producentowi krociowe zyski. Jak szacuje prezes, obroty grupy powinny być liczone w miliardach, bo na zakup urządzenia będzie mógł sobie pozwolić każdy lekarz. Jego cena wyniesie 30 tys. zł. To oznacza, że wartość rynku, w który celuje Cormay, można szacować na ponad 100 mld zł. Spółka mierzy jednak siły na zamiary. W ciągu pięciu lat BlueBox ma się znaleźć, według ostrożnych szacunków, w 60 tys. gabinetów, a według optymistycznych — w 750 tys. To oznacza przychody ze sprzedaży analizatora w szerokim przedziale 1,8-22,5 mld zł. Ale nie tylko w ten sposób chce zarabiać Cormay.

— Szacujemy, że w ciągu pierwszych czterech lat analizatory będą odpowiadały za większość obrotów. W piątym roku szalę mogą jednak przeważyć panele odczynnikowe, czyli wkłady do urządzenia, umożliwiające prowadzenie konkretnych badań — tłumaczy Tomasz Tuora.

Prezes nie chce ujawnić, jakich wpływów spółka spodziewa się z ich sprzedaży. Podkreśla jednak, że będzie to bardzo rentowny biznes. Marże na wkładach mają sięgać nawet 80 proc. Jeśli urządzenie będzie pracowało 200 dni w roku, wykonując średnio cztery testy dziennie, po pięciu latach od wprowadzenia analizatorów, roczne zapotrzebowanie na wkłady powinno wynosić od 48 do 600 mln.

Renata Miś, dyrektor departamentu w Infinity Inwestycje, uważa, że rynek, na który chce wejść Cormay, rzeczywiście jest tak atrakcyjny, jak mówi producent.

— Można więc oczekiwać skokowego wzrostu przychodów Cormaya od 2014 r. Nawet jeśli spółce uda się zrealizować tylko część prognoz, to kwoty będą imponujące — uważa Renata Miś.

Analityk zwraca też uwagę na potencjalne zagrożenia. Jeśli BlueBox rzeczywiście zrewolucjonizuje rynek, konkurencja też będzie chciała sięgnąć po pieniądze, wprowadzając na rynek podobne urządzenia. Łukasz Kosiarski ostrożnie podchodzi do przewidywań Cormaya. Zwraca uwagę,że dotychczas sprzedawane analizatory krwi nie były chodliwym towarem.

— Konkurencyjne firmy Abaxis czy Abbott, mające w portfelu tego typu urządzenia, sprzedają ich rocznie kilka tysięcy sztuk i skłaniałbym się raczej ku szacunkom na tym poziomie. Wszystko zależy od tego, czy BlueBox będzie miał obiecywane zalety — precyzję, szybkość działania, rozmiar i cenę — oraz, co najważniejsze, jak zostanie odebrany przez rynek — komentuje Łukasz Kosiarski. Analityk zwraca uwagę, że bardziej otwarte na takie nowinki mogą być laboratoria. Dla nich Cormay stworzy osobny model analizatora, który pojawi się na rynku 18 miesięcy po pierwszej wersji.

Fabryka w strefie

Wkłady wraz innymi kluczowymi elementami BlueBoksa będą produkowane w nowej fabryce Cormaya (część elementów będzie wytwarzał niemiecki partner), która powstanie pod Lublinem. Z finansowaniem inwestycji nie powinno być problemu, bo projekt otrzymał 20 mln zł dotacji z unijnego Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Według naszych informacji, zakład stanie na terenie specjalnej strefy ekonomicznej Euro-Park Mielec. 7 stycznia strefa ogłosiła przetarg na zakup 3-hektarowej działki. Otwarcie ofert odbędzie się 11 marca — wtedy okaże się, czy Cormay wybuduje tam fabrykę. Tomasz Tuora potwierdza zainteresowanie lubelską lokalizacją. Projekt Cormaya idealnie wpisuje się w strategię Lublina do 2020 r. Miasto stawia na projekty z branży biotechnologicznej, medycznej i farmaceutycznej. Do tej pory na inwestycje w strefie zdecydowała się firma medyczna Margomet. Do końca 2013 r. firmy z tych branż mają wykupić 5-7 działek. [MAG]

OKIEM ZARZĄDZAJĄCEGO

Steve Jobs nie wiedział, ile sprzeda iPhone’ów

MARCIN SZUBA

zarządzający PZU Energia Medycyna Ekologia

Inwestowanie w innowacyjne projekty medyczne zawsze wiąże się z ryzykiem. Zanim produkt zostanie pokazany i trafi na rynek, trudno ocenić potencjał sprzedaży. To jakby ktoś przed laty zapytał Steve’a Jobsa, ile będzie wynosiła sprzedaż iPhone’ów. Podejrzewam, że on sam nie spodziewał się takiego sukcesu i podobnie prezes Coramya nie wie ostatecznie, ile sprzeda analizatorów krwi — stąd zapewne taki szeroki przedział prognoz przyszłych obrotów. Na rynku amerykańskim inwestorzy częściej słyszą zapowiedzi miliardowych obrotów i część z nich rzeczywiście udaje się zrealizować. Czy od początku mogli być pewni, że się uda? Oczywiście, że nie. Czasami wiadomo to dopiero po kilku latach od wprowadzenia innowacyjnego produktu medycznego na rynek. Choć warto też zauważyć, że część firm mogło się pochwalić najlepszymi wycenami na etapie zapowiedzi i prognoz.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

Polacy, do boju

DARIUSZ ROSIAK

właściciel Nobile, producenta sprzętu do kitesurfingu i snowboardu

Polskie firmy nie powinny mieć kompleksów, gdy wychodzą na zagraniczne rynki. Możemy pochwalić się wykształconą kadrą, która nadal jest tańsza od zachodniej. Czy mają szansę? Oczywiście. Wystarczy wziąć się ostro do roboty. Oczywiście zdarzyło się, że nasi partnerzy byli zaskoczeni, że jesteśmy z Polski, ale raczej pozytywnie. Ostatnio potencjalny dystrybutor naszych produktów z Japonii, słysząc, że jesteśmy z Polski, najpierw sprawdził w Google’m gdzie jest ten kraj, a później z entuzjazmem przystał na propozycję współpracy. Stwierdził, patrząc na mapę, że jesteśmy alpejskim krajem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane