Turcja może być bramą do Azji

Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 2013-03-06 00:00

Rozmowa z Tomaszem Dąbrowskim, partnerem zarządzającym kancelarią Salans i przewodniczącym Polsko-Tureckiej Rady Biznesu

„Puls Biznesu”: Większość polskich inwestycji zagranicznych koncentruje się w krajach sąsiedzkich. Potencjalni inwestorzy obawiają się ryzyka inwestycyjnego w Turcji i administracyjnych ograniczeń. Jak ich przekonać, że Turcja jest dobrym miejscem do inwestycji?

Tomasz Dąbrowski, przewodniczący Polsko-Tureckiej Rady Biznesu i partner zarządzający kancelarią Salans: Aby polska gospodarka mogła rosnąć, niezbędne jest zwiększanie ekspansji polskich przedsiębiorców na rynki zagraniczne. Nasz kraj jest za mały, aby skupiać się tylko na własnym rynku. W tym celu nasz rząd opracował program wsparcia ekspansji międzynarodowej, w którym określono pięć priorytetowych rynków. Są to: Turcja, Brazylia, Kanada, Kazachstan i Nigeria. Zgodnie z jego założeniami przedsiębiorcy, którzy zdecydują się wejść na jeden z tych rynków, mogą oczekiwać wsparcia ze strony rządu, szczególnie Ministerstwa Gospodarki, które ten program pilotuje. Turcja jest dużym, bardzo szybko rozwijającym się rynkiem — to jedna z najszybciej rozwijających się dużych gospodarek na świecie. Ponadto, kraj ten zamieszkuje prawie 75 mln ludzi. Większość społeczeństwa to młode, coraz częściej dobrze wykształcone osoby, których siła nabywcza wzrasta. Bardzo dobrze kształtują się także plany rozwojowe na przyszłość, co powinno stanowić motywację dla przedsiębiorców. Rząd turecki założył bowiem, że w setną rocznicę powstania Republiki Tureckiej, czyli w roku 2023, osiągnie trzy podstawowe cele ekonomiczne: będzie w pierwszej dziesiątce największych gospodarek świata, poziom eksportu osiągnie 500 mld USD, a dochód per capita wyniesie 25 tys. USD. Pod ten ambitny plan jest przygotowywana strategia i odpowiednie środki, aby można było go zrealizować. Jednym z jej elementów jest zwiększenie produkcji w Turcji, w celu zminimalizowania deficytu handlowego ze światem. Na uwagę zasługują także działania rządu zmierzające do unowocześnienia gospodarki i dostosowania jej do standardów międzynarodowych. Jednym z kroków była niedawno przeprowadzona reforma kodeksu handlowego. Turcja to także brama umożliwiająca wejście na inne rynki, szczególnie w Azji Centralnej. Poprzez współpracę z tym krajem wielu państwom europejskim łatwiej jest inwestować i eksportować, na rynki takie jak Irak czy kraje Bliskiego Wschodu. Ponadto powoli Turcja staje się pomostem z Afryką Północną. To z pewnością dodatkowy atrakcyjny element strategii wchodzenia na rynek turecki.

Duże firmy mające kapitał na inwestycje być może zainteresująsię rynkiem tureckim, ale jak dotrzeć do małych i średnich przedsiębiorstw? Ich właściciele często obawiają się inwestycji za najbliższą granicą, a co dopiero w Turcji, gdzie obowiązują inne obyczaje, a system administracyjny jest nieznany.

Małym przedsiębiorstwom jest trudniej wejść na jakikolwiek rynek ze względu na mniejszą skalę operacji i mniejsze możliwości finansowe. Wydaje mi się jednak, że Turcja po unowocześnieniu jest równie bezpiecznai atrakcyjna jak każdy inny rynek europejski. Co więcej, przedsiębiorcom z sektora MŚP sprzyja rozwiązanie, nakazujące wszystkim firmom tureckim uczestnictwo w izbach gospodarczych ze swojego sektora. Takie stowarzyszenia są bardzo dobrze zarządzane i udzielają swoim członkom wsparcia politycznego, gospodarczego i lobbingowego. Jednocześnie mają bardzo rozbudowane relacje z izbami handlowymi w innych krajach, dzięki którym łatwiej wejść na zagraniczne rynki. W Polsce takiej pomocy przedsiębiorcom, także małym i średnim, udzielają Krajowa Izba Gospodarcza i Polsko-Turecka Izba Gospodarcza, które współpracują z odpowiednikami tych instytucji po stronie tureckiej.

Na jakie konkretnie wsparcie tych instytucji mogą liczyć przedsiębiorcy?

Przede wszystkim informacje. Poprzez Polsko-Turecką Izbę Gospodarczą przedsiębiorcy mogą otrzymać wyczerpujące dane na temat środowiska prawnego, podatkowego i potencjału gospodarczego Turcji, a także informacje, które branże są trudne do prowadzenia, a które bardziej dochodowe. Drugi ważny element wsparcia to pomoc w pozyskaniu lokalnego partnera biznesowego, z którym współpraca może okazać się przełomowa dla powodzenia inwestycji. Dla dużych firm przeznaczona jest współpraca w ramach bilateralnych rad biznesu (DEIK), które służą do wspierania największych projektów biznesowych.

Czy tureccy przedsiębiorcy są chętni do współpracy z Polakami?

Nasze doświadczenia z ostatnich kilku lat pokazują, że są na nią gotowi. Słyszymy to również od naszych kolegów z DEIK, którzy potwierdzają duże zainteresowanie przedsiębiorców tureckich, aby współpracę między dwoma krajami podnieść na wyższy poziom, wyczerpujący potencjał obu krajów. Sam, jako szef regionu na Europę Centralną i Wschodnią firmy Salans, szukałem kancelarii na rynku tureckim, która mogłaby z nami nawiązać współpracę i być częścią naszej spółki. Moje doświadczenia z rozmów z kilkoma tureckimi firmami są bardzo pozytywne. Wybraliśmy jedną z nich i widzimy, że jej pracownicy są bardzo otwarci na współpracę z polskimi klientami. Zrealizowaliśmy wspólnie już dwa duże projekty dla klientów biura warszawskiego.

Jaka etykieta biznesowa obowiązuje w Turcji? Czy różnice kulturowe uniemożliwiają utrzymanie kontaktów na poziomie standardów zachodnich?

Z mojego doświadczenia wynika, że różnice kulturowe są wszędzie, nawet w wysoko rozwiniętych krajach takich jak Niemcy, Francja czy Włochy. Warto sobie zdawać z nich sprawę i być na nie wyczulonym. Podobnie jest w Turcji. Sprawę ułatwia to, że Turcy czują się Europejczykami, co sprawia, że znają standardy europejskie. Jak już wspomniałem, dominuje tam młode pokolenie, posługujące się językami obcymi, myślące nowocześnie. Jedną z różnic kulturowych jest z pewnością nastawienie na cel. Turcy są narodem, który jasno definiuje cele, a następnie opracowuje taktykę niezbędną do ich osiągnięcia. Polacy z kolei w wielu przypadkach myślą o samym procesie, nie zastanawiając się wystarczająco nad celami, przez co cele są często za mało ambitne. Ponadto poziom zadowolenia i dumy Turków z własnych osiągnięć i bycia częścią narodu jest wyższy niż u Polaków. Trzeba więc bardzo uważać, aby tej dumy nie urazić. W wielu względach natomiast nasze kultury mają wiele wspólnego: jesteśmy gościnni, łatwo budujemy relacje.

Czy ambitne cele Turków motywują ich do nawiązywania współpracy także z innymi krajami, nie tylko z Polską? Czy konkurencja jest duża?

Oczywiście. Wpłynęło na to stworzenie przez Turków systemu bilateralnych rad biznesu, które zrzesza DEIK. Każde państwo, które współpracuje z Turcją, ma swoją radę, wspieraną zarówno przez największe firmy tureckie, jak i rodzime spółki z danej branży. Za przykład można podać amerykańsko-turecką radę biznesu, wspomaganą przez największe amerykańskie firmy: Citibank, Boeing, GE. To pokazuje, że Turcy przez bilateralne rady biznesu potrafią być bardzo efektywni w rozwijaniu relacji międzynarodowych. Dzięki temu zainteresowanie zagranicznych inwestorów z wielu krajów jest duże, a skala inwestycji zagranicznych rośnie z każdym rokiem — w tej chwili jest to co najmniej 15 mld USD.

Jakie branże z Polski mają szansę zaistnieć w Turcji?

Wszystkie. Nie ma ograniczeń. Turcy nastawiają się na wiele sektorów, aczkolwiek istnieją priorytetowe branże. Są nimi: górnictwo, energetyka, w tym produkcja energii elektrycznej, ale także inwestycje w pozyskiwanie zasobów energetycznych, takich jak węgiel, gaz łupkowy, przemysł petrochemiczny, infrastruktura transportowa, zwłaszcza transport morski i kolejowy i oczywiście turystyka. Ponadto pożądane są inwestycje w zakresie szkolnictwa, edukacji, projekty badawczo-rozwojowe, a także farmacji i przemysłu obronnego. Wydaje mi się, że w każdej z tych dziedzin Polska ma wiele do zaoferowania. Inwestycje w tych sektorach będą cieszyć się więc największym wsparciem i najkorzystniejszymi zachętami.

Wiele z tych branż rozwija się także w Polsce, chociażby infrastruktura, energetyka. Dlaczego polscy przedsiębiorcy mieliby wybierać Turcję do inwestycji? Czy mogą tam liczyć na większe zyski?

Każdy przedsiębiorca ma własne kalkulacje, jednak chciałbym po raz kolejny zaznaczyć, że w przypadku wielu sektorów gospodarki globalizacja wymaga od lokalnego przedsiębiorcy, który chce zachować poważną część rynku lokalnego, obecności międzynarodowej. Nie dotyczy to w równym stopniu wszystkich branż, gdyż wiele z nich jest chronionych, np. infrastruktura kolejowa. Jednak dla przedsiębiorców z bardziej komercyjnych sektorów ekspansja międzynarodowa jest koniecznością. Turcja jest jednym z nielicznych krajów, w których można zbudować silną pozycję międzynarodową przy dużej pomocy miejscowego rządu.

Jak wygląda zainteresowanie polskich przedsiębiorców inwestycjami w Turcji? Wielu już zainwestowało?

Zainteresowanie rośnie. Poziom nie jest jeszcze satysfakcjonujący, ale mamy już pozytywne przykłady pierwszych inwestycji. Oczywiście pionierem był Elektrim, który wiele lat temu budował elektrownie w Turcji. Ostatnio słyszeliśmy o Asseco, które przejęło dwie tureckie spółki z sektora rozwiązań telekomunikacyjnych i obsługi płatności internetowych. Wiele polskich firm eksportuje także swoje towary na turecki rynek: Azoty, Selena, Orlen. Wiem o kilkunastu bardzo poważnych polskich firmach, które rozpoczęły przygotowania do wejścia na rynek turecki.