Tusk i Merkel o historii, gazociągu, współpracy

DI, PAP
11-12-2007, 17:33

Budowa muzeum II wojny światowej w Gdańsku to "interesujący pomysł" - powiedziała kanclerz Niemiec Angela Merkel po  wtorkowym spotkaniu z Donaldem Tuskiem.

Dodała jednocześnie, że projekt ten może być częścią europejskiej sieci projektów, ale nie alternatywą wobec niemieckiego "widocznego znaku" upamiętniającego wysiedlenia.

Polski premier złożył w Berlinie we wtorek jednodniową wizytę roboczą. Spotkał się z kanclerz Merkel i prezydentem Horstem Koehlerem.

Na konferencji prasowej po spotkaniu z Merkel Tusk uznał za "nie do końca racjonalny" niemiecko-rosyjski projekt budowy Gazociągu Północnego po dnie Bałtyku. Zasugerował, że może dojść do rozmów trójstronnych, razem z Rosją.

Merkel rozpoczynając konferencję zapewniła, że rząd Niemiec jest bardzo zainteresowany dobrymi, pełnymi zaufania stosunkami z Polską. Podkreśliła, że rozmowa z Tuskiem przebiegała w "przyjacielskim duchu". Zapewniła, że Polska i Niemcy nie będą "omijać łukiem żadnych tematów". Zadeklarowała jednocześnie, że Niemcy chcą rozwiązywać sporne sprawy z Polską i ściśle współpracować z Polską w UE.

Jak dodała, rozmawiała z Tuskiem na temat niemieckiego rządowego projektu tzw. widocznego znaku, upamiętniającego wysiedlenia po drugiej wojnie światowej. Merkel powiedziała, że ze strony polskiej jest życzenie, aby ten projekt został szczegółowo przedstawiony, dlatego delegacja, którą wyznaczy, pojedzie do Warszawy, aby tam w ścisłej kooperacji z prof. Władysławem Bartoszewskim, doradcą polskiego premiera ds. stosunków z Niemcami, te plany przedstawić.

Kanclerz powiedziała, że chce, aby "kwestia ta została wkomponowana w kontekst deklaracji prezydentów Raua i Kwaśniewskiego o sieci pamięci" (w październiku 2003 roku ówcześni prezydenci Polski i Niemiec Aleksander Kwaśniewski i Johannes Rau we wspólnej deklaracji uznali m.in., że "Europejczycy winni razem na nowo ocenić i udokumentować wszystkie przypadki wysiedleń, ucieczek i wypędzeń, które miały miejsce w XX wieku, po to, aby ich przyczyny, kontekst historyczny i konsekwencje stały się czytelne dla opinii publicznej" - PAP).

Merkel oświadczyła, że zgłoszona przez Tuska w poniedziałkowym wywiadzie dla niemieckiej prasy "idea muzeum II wojny światowej w Gdańsku jest interesującym pomysłem". Jak podkreśliła, może ono być częścią sieci i nie widzi tego jako "alternatywy wobec +widocznego znaku+".

Tusk powiedział z kolei, że uzyskał od kanclerz zapewnienie o życzliwym zainteresowaniu projektem muzeum. "Rozmawialiśmy o wszystkich aspektach dotyczących sieci projektów o wymiarze ponadnarodowym, o wymiarze europejskim, i tu nie było między nami sporu" - mówił polski premier.

Jak podkreślił, gdańska inicjatywa "mieści się w logice sieciowego projektu". Donald Tusk uważa, że ze strony kanclerz Niemiec projekt muzeum w Gdańsku nie powinien być traktowany jako "alternatywa dla niemieckiego projektu +widocznego znaku+".

"Z naszej strony chcielibyśmy uzyskać sytuację, w której nasza działalność historyczno-polityczna, polska i niemiecka, doprowadzi do obiektywizacji, a nie nacjonalizacji historycznych punktów widzenia. W interesie obu narodów jest jak najwięcej rozmawiać o trudnej historii, uciekać od prób monopolizacji" - uważa szef polskiego rządu.

Dodał, że poważnie traktuje deklarację kanclerz Merkel "o pełnej informacji dotyczącej inicjatywy +widocznego znaku+". "Wolałbym, abyśmy w tej delikatnej kwestii posuwali się konsekwentnie krok po kroku do przodu, abyśmy niczego nie przyspieszali" - mówił Tusk.

Prof. Władysław Bartoszewski powiedział dziennikarzom, że zarówno w rozmowie z Merkel, jak i Koehlerem zwrócił uwagę, iż "istnieje (pewne) pomieszanie pojęć". "W Polsce każdy wie, że wojna zaczęła się 1 września 1939 r. (...) A u was, powiedziałem, w Niemczech, niektórzy uważają, że wojna zaczęła się od jej skutków w 1945 r.".

"To trzeba wszystko sprowadzić do wspólnego mianownika. Jak to ustalimy (...) to możemy aprobować taką sieć, o której mówili w Gdańsku Rau i Kwaśniewski. Ale na razie nie ma w tym naszego innego udziału niż gotowość do fachowych, a nie politycznych rozmów".

O Gazociągu Północnym Merkel powiedziała, że temat "wymaga dalszego opracowania". Poinformowała, że o ekonomicznych aspektach przedsięwzięcia będą rozmawiać ministrowie gospodarki Polski i Niemiec. "Dla wszystkich musi być jasne, jakie są zalety i wady" tej inwestycji - powiedziała kanclerz.

Tusk określił z kolei projekt gazociągu jako "nie do końca racjonalny, choćby ze względów gospodarczych i finansowych".

Przyznając, że nie ma wspólnego komunikatu (ze strony Polski i Niemiec) o identyczności czy zbieżności punktów widzenia na Gazociąg Północny, podkreślił, że obie strony wyraziły przekonanie, iż sprawa gazu to jednocześnie kwestia polityki i biznesu. Jak ocenił, w sprawie gazociągu obie strony potwierdziły, że będą szukały rozwiązań, "być może pozytywnych korekt".

"Cieszę się, że kanclerz Merkel przyjęła polski punkt widzenia, jeśli chodzi o jedną rzecz - o to, że solidarność energetyczna, bezpieczeństwo energetyczne, które stało się jakby elementem prawa europejskiego, będzie bardzo poważnie traktowane przez obie strony" - powiedział premier.

Nie wykluczył, iż uda się doprowadzić do sytuacji, w której "trzy strony najbardziej zainteresowane będą rozmawiały o tej lub innej wersji gazociągu". Wyjaśnił, że chodzi mu (oprócz Polski i Niemiec) o stronę rosyjską.

Wicepremier Waldemar Pawlak, który rozmawiał w Berlinie z ministrem gospodarki Michaelem Glosem, pytany, czy gdyby z rachunku ekonomicznego wynikało, że Polsce opłaca się przystąpić do Gazociągu Północnego, to Polska rozważy taką opcję, odparł: "Ekonomia jest bardzo rozciągliwa, ale trudno sobie wyobrazić, że dwukrotnie dłuższa droga, i to jeszcze przez dno Bałtyku, będzie bardziej efektywna od drogi lądowej".

Tusk tuż przed odlotem z Berlina, pytany, na jakich warunkach Polska mogłaby przystąpić do projektu Gazociągu Północnego, powiedział, że na razie nie ma rozmów o warunkach. "Wręcz przeciwnie, strona polska (...) będzie chciała przekonywać naszych partnerów, że wariant gazociągu biegnącego przez Polskę, czy w wersji Jamał2, czy w wersji Amber, jest z pewnością racjonalniejszy ze względów ekonomicznych" - dodał.

Poinformował, że w końcu stycznia mogłoby dojść do trójstronnego (polsko-niemiecko-rosyjskiego) spotkania ekspertów w sprawie Gazociągu Północnego.

Kanclerz Merkel potwierdziła w imieniu rządu niemieckiego, że nie ma żadnych roszczeń odszkodowawczych wobec Polski.

"Żaden rząd federalny nie będzie reprezentował stanowiska odbiegającego od tej pozycji" - oświadczyła. Tu po raz kolejny odwołała się do gdańskiej deklaracji prezydentów Raua i Kwaśniewskiego.

Tusk zaznaczył, że w sprawie roszczeń niemieckich z wielką satysfakcją przyjął słowa Merkel, że jej stanowisko jest konsekwentne. "Nie ukrywam, że chcielibyśmy pracować z panią kanclerz nad jednoznacznym przekazem w tej kwestii, który da pełną satysfakcję" -powiedział premier. "Jestem pewny, że te kwestie będziemy umieli dalej prowadzić spokojnie, bez emocji, ale z satysfakcją dla wszystkich zainteresowanych" - ocenił Donald Tusk.

Podkreślił, że w sprawach trudnych, które nie znajdą rozwiązania po dwugodzinnej rozmowie (Gazociąg Północny i Centrum Przeciwko Wypędzeniom) reprezentują z kanclerz swoje poglądy, ale są gotowi do wymiany informacji. "Jedna i druga sprawa wymaga życzliwej wymiany informacji, tak abyśmy podjęli mądre decyzje nie nacechowane emocjami" - powiedział premier.

Pytany o ocenę działań Eriki Steinbach powiedział, że trzeba odsuwać od projektów, które mają godzić i łączyć Polskę i Niemcy, osoby, co do których nie ma przekonania po obu stronach granicy.

Tusk zarzucił szefowej niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV) błędy i brak obiektywizmu w prezentowanej przez nią koncepcji Centrum Przeciwko Wypędzeniom.

Steinbach zabiega o utworzenie tej placówki w Berlinie.

Niemiecki rząd chce natomiast upamiętnić wysiedlenia po drugiej wojnie światowej za pomocą tzw. widocznego znaku. Ta planowana instytucja ma mieć formę fundacji podporządkowanej Niemieckiemu Muzeum Historii w Berlinie i finansowanej z budżetu centralnego.

Jak wielokrotnie podkreślała w przeszłości kanclerz Merkel oraz inni członkowie jej rządu, strona niemiecka chce zrealizować ten projekt w porozumieniu z Polską i Czechami, najchętniej w ramach Europejskiej Sieci "Pamięć i Solidarność".

"Uważam, że budowa zaufania na poziomie dużo wyższym niż do tej pory to główne zadanie, które stoi przede mną i panią kanclerz, jeśli chodzi o relacje polsko-niemieckie" - powiedział Tusk. Jak dodał, warto, aby w budowie tych relacji uczestniczyły osoby i instytucje, które mają naturalną umiejętność budzenia zaufania.

Merkel oświadczyła też, że Niemcy nie tylko absolutnie odrzucają negowanie holokaustu, ale także przyznają się do swojej odpowiedzialności w tej kwestii. To odpowiedź na słowa przywódcy skrajnie prawicowej Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec (NPD) Udo Voigta, który w poniedziałkowym wywiadzie telewizyjnym podał w wątpliwość liczbę ofiar holokaustu i zażądał zwrotu ziem niemieckich utraconych po 1945 roku.

"My absolutnie nie tylko odrzucamy negowanie holokaustu, (ale) przyznajemy się do naszej odpowiedzialności. To jest niemiecka racja stanu, która nie ma nic do czynienia z partią, która w ogóle nie jest reprezentowana w rządzie" - zaznaczyła kanclerz Niemiec.

Merkel powtórzyła, że nie ma żadnych roszczeń odszkodowawczych wobec Polski. "Takie stanowisko zajmowały poprzednie rządy, także obecny rząd je reprezentuje" - podkreśliła. Jak dodała, "to jest to, co się liczy".

W ocenie polskiego premiera, to "symboliczny moment", bo kanclerz Niemiec potwierdza z całą stanowczością, że jakiekolwiek roszczenia wobec Polski są bezzasadne.

Komentując słowa Udo Voigta Tusk powiedział, że "stanowią one poważny problem, ale nie dla Polski". "Chciałbym, żebyśmy właściwą miarę przykładali do pewnych zdarzeń" - dodał.

"Jeśli w dowolnym kraju w Europie pojawia się skrajny polityk, który w jednym zdaniu obraża Żydów, Polaków, Rosjan i Niemców, to znaczy, że jest po prostu skrajnie nieodpowiedzialnym człowiekiem. I dla takich poglądów nie może być miejsca w debacie europejskiej, a także w debacie między naszymi krajami"- oświadczył Tusk.

Jak podkreślił, cieszy się, że naszym partnerem w tych sprawach jest niemiecki rząd, a "nie radykałowie w dowolnym kraju". "Tak naprawdę ta choroba jest marginalna, a ma niestety wymiar międzynarodowy" - powiedział.

Tusk, mówiąc o swej rozmowie z Merkel, powiedział, że obydwoje uznali, iż "nie będzie tematów tabu". "Przyjaciele - a chcemy, aby Polacy i Niemcy mówili o sobie per przyjaciele - mogą różnić się w poglądach. Dzisiaj w kilku sprawach uznaliśmy, że potrzebujemy jeszcze czasu, ale przyjaciele nie mogą nie rozmawiać" - powiedział premier.

"Łatwe sprawy rozwiązujemy od ręki i bardzo się cieszę, że w tych sprawach, które trochę uwierały i polskiej, i niemieckiej stronie znaleźliśmy wspólny język dosłownie w ułamku sekundy" - podkreślił.

Wśród tych spraw wymienił współpracę oświatową oraz wymianę młodzieży. Kanclerz Merkel poinformowała, że zostanie wznowiona praca Niemiecko-Polskiej Organizacji Młodzieży i że będzie powołana fundacja na rzecz nauki.

Jak mówił Tusk, jego i Merkel zadaniem jest doprowadzenie relacji polsko-niemieckich do poziomu zbliżonego do tego, jaki jest między nimi osobiście. "To jest zadanie poważne, ale wykonalne" - ocenił.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Tusk i Merkel o historii, gazociągu, współpracy