Tutlo dorosło do wyjścia z Polski

opublikowano: 22-09-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Platforma a la Uber do nauki angielskiego, która w tym roku będzie mieć ponad 80 mln zł przychodów, wchodzi do Hiszpanii, rozgląda się w regionie i myśli o funduszu lub GPW

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • Jakie wyniki miało Tutlo w zeszłym roku, jakie planuje w tym
  • W jakim modelu spółka działa
  • Czym Tutlo się różni od innych platform edukacyjnych

Trudno się uczyć języka, gdy się ma swoją firmę i znienacka wyskakują spotkania, na które trzeba jechać, często do innych miast. Tomasz Jabłoński i Damian Strzelczyk, którzy w 2014 r. założyli Startup Academy, czyli firmę szkoleniową organizującą warsztaty dla start-upów, naprawdę chcieli się uczyć angielskiego, ale lekcje z native speakerem w warszawskim biurze ciągle musieli przekładać. Zamiast dwa razy w tygodniu spotykali się z nim raz na dwa tygodnie.

Trzy filary
Trzy filary
Trzy filary Tutlo to nauka angielskiego w sposób podobny do nauki języka ojczystego, kontakt z wieloma nauczycielami, którzy mówią z różnymi akcentami, a także krótkie, ale częste lekcje - mówią trzy kluczowe dla firmy osoby: Yuliia Pysmenna, dyrektor operacyjna, oraz Damian Strzelczyk i Tomasz Jabłoński, założyciele i członkowie zarządu Tutlo.
MAREK WISNIEWSKI

Zrobili spółkę dla siebie, spodobała się innym

– Zaczęliśmy szukać innego rozwiązania. Chcieliśmy stworzyć platformę, która pozwala umówić się na lekcję na żądanie, wejść do aplikacji i w kilka sekund znaleźć dostępnego lektora, który – jak kierowcy Ubera – czeka na klientów. Nie było wówczas takiego rozwiązania w Europie. Przygotowaliśmy z metodykami lekcje, stworzyliśmy programy zajęć. Obecnie miesięcznie na platformie odbywa się 30 tys. godzin lekcji. Mamy ok. 25 tys. klientów indywidualnych, z czego ok. 35 proc. to dzieci. Z naszej aplikacji korzysta blisko 500 firm, np. IKEA, które nasze lekcje oferują jako benefit pracowniczy. Jesteśmy numerem 1 pod względem przychodów, liczby klientów, a przede wszystkim produktu trudnego do odtworzenia przez konkurencję – mówi Tomasz Jabłoński, który razem z Damianem Strzelczykiem stworzył Tutlo w 2015 r.

Tutlo po trzech latach działalności miało prawie 10 mln zł przychodów. W latach 2020-21 więcej niż podwoiło liczbę klientów w stosunku do 2019 r., dzięki czemu w 2021 r. przychody urosły o 112 proc. do blisko 53 mln zł, a zysk EBITDA wyniósł ponad 11 mln zł. W tym roku zapowiada 80 mln zł przychodów. Spółka znalazła się na 50 miejscu w rankingu FT 1000 – Europe’s Fastest Growing Companies 2022 jako druga firma z segmentu edukacja i trzecia polska firma w zestawieniu. Takie wyróżnienie zobowiązuje i Tutlo zaczęło się rozglądać za nowym rynkiem.

Nowe rynki, nowi właściciele

– Zatrudniliśmy firmę konsultingową, która spośród Francji, Włoch i Hiszpanii wskazała ten ostatni kraj jako najbardziej obiecujący. We wrześniu wystartowała sprzedaż w Hiszpanii, mamy pierwszych klientów, testujemy ten rynek pod kątem grupy docelowej, modeli płatności itd. W Polsce np. najpowszechniejsza jest umowa na czas określony, a podpisują ją najczęściej kobiety w wieku ok. 40 lat, które kupują kursy dla siebie, dzieci lub mężów – opowiada Yuliia Pysmenna, która dołączyła do firmy kilka miesięcy po jej założeniu, a obecnie jest dyrektorem operacyjnym i odpowiada za nowy rynek.

Po Hiszpanii przyjdzie czas na kolejny kraj.

– To będzie rynek Europy Środkowej i Wschodniej, rozważamy Czechy, Słowację, Rumunię i Węgry – zapowiada Tomasz Jabłoński.

Na razie firma finansuje rozwój samodzielnie.

– Dostajemy jednak dużo propozycji od funduszy PE czy dużych firm. Do tej pory nie zdecydowaliśmy się na inwestora kapitałowego, ale go nie wykluczamy. Rozwój międzynarodowy i wejście na 4-5 rynków w jednym czasie lub wprowadzenie nowej formuły nauki byłoby możliwe dzięki zagranicznym akwizycjom, więc rozważamy rozwój w formie partnerstwa z funduszem czy podmiotem strategicznym. Nie wykluczamy też wejścia na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Obie te koncepcje znajdują się w strategii rozwoju na lata 2023-25 – mówi Tomasz Jabłoński.

Tutlo należy do dwójki założycieli, a także: Michała Kelles Krauza i Michała Żaka (właściciele Angloville, firmy organizującej wyjazdy językowe) oraz Andrzeja Makarewicza (CTO, szef technologii Tutlo).

Zamiast filmu albo siedzenia w telefonie

Na platformie Tutlo ma ok. 4 tys. autorskich lekcji, klienci mogą wykupić kurs angielskiego na każdym poziomie, dla dorosłych i dzieci, a także indywidualnie dopasowany kurs z lekcjami w interesujących ich obszarach, np. piłka nożna. Do dyspozycji mają 3-, 6-, 12- lub 24-miesięczne kursy, za które płacą miesięcznie ok. 250-400 zł.

– Współpracujemy z ok. 1 tys. lektorów z całego świata przeszkolonych w naszej metodzie. W godzinach, w których spodziewamy się największego zapotrzebowania, zachęcamy lektorów, by byli dostępni, tak budujemy płynność – mówi Yuliia Pysmenna.

Lekcje w Tutlo trwają po 20 minut, można mieć nawet kilka dziennie.

– Przez taki czas można być maksymalnie skupionym. Jest to szczególnie istotne w przypadku dzieci, u których stosujemy metodę TPR – nauczanie wspomagane ruchem. Dorosłym też łatwiej znaleźć 20 minut niż godzinę, można się uczyć stojąc w korku albo przed wyjściem do pracy. Lepiej mieć trzy razy w tygodniu po 20 minut niż raz w tygodniu godzinę – podkreśla Yuliia Pysmenna.

– Tutlo ma trzy filary. Pierwszy – proponujemy naturalną metodę nauki, czyli podobną do tego, w jaki sposób uczymy się pierwszego języka. Drugi - uczeń ma do czynienia z różnymi lektorami z całego świata, poznaje różne akcenty, nie przyzwyczaja się do jednego. Trzeci - dzięki temu, że jest to mikrolearning, czyli angielski w mikroporcjach, budujemy u klienta nawyk nauki. Często podczas doboru kursu pytamy klienta, jak spędza dzień. Gdy ktoś mówi, że codziennie rano poświęca na media społecznościowe 30 minut albo wieczorem ogląda serial na Netfliksie, proponujemy, żeby co drugi dzień zastąpił ten nawyk lekcją angielskiego – dodaje Tomasz Jabłoński.

Okiem przedsiębiorcy
Taki jest trend
Marcin Grzelak
prezes Tutore Poland

Pandemia zredefiniowała wiele dziedzin życia i pokazała, jak wiele aktywności można wykonywać online. W ciągu dwóch lat nastąpiło gwałtowne zapotrzebowanie na usługi online, a sektor e-commerce rośnie z roku na rok w dwucyfrowym tempie. Zapotrzebowanie na e-edukację również będzie rosło, co potwierdzają nasze wewnętrzne dane. Rynek intensywnie się rozwija, co ma m.in. związek ze zmianą zachowań konsumentów. Chcą mieć dostęp do usług tu i teraz, bez konieczności wychodzenia z domu. Liczy się także elastyczne podejście. Kluczowe jest dostosowanie się do rynku, śledzenie światowych trendów i tworzenie innowacyjnych rozwiązań. Zwycięzcami na rynku, na którym polskie firmy konkurują ze światowymi operatorami globalnych platform edukacyjnych, zostaną firmy, które będą w stanie dostarczyć najbardziej efektywne formy edukacji oraz zapewnić najlepsze tzw. user experience mające kluczowe znaczenie w wypracowaniu wieloletniej relacji z klientami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane