Rozmowy Spółki Producenckiej Plus z inwestorem przeciągają się. Jednym z powodów jest pożyczka udzielona Plusowi przez Telewizję Familijną. TF, która boryka się z problemami finansowymi, liczy, że nowy właściciel Plusa zwróci jej pożyczone pieniądze.
Spółka Producencka Plus czeka na podpisanie umowy z inwestorem od kilku miesięcy. Rozmowy z bankiem inwestycyjnym Dresdner Kleinwort Benson przeciągają się, a jednym z powodów jest pożyczka udzielona radiowej firmie przez Telewizję Familijną.
Według nieoficjalnych informacji, TF udzieliła SPP pomocy finansowej w krytycznym dla producenta programu okresie. Jesienią 2001 roku studio, z którego korzystała spółka, zostało na miesiąc zamknięte. Przed czekającymi na wypłaty dziennikarzami strzegli go ochroniarze. Dokładnie nie wiadomo, jaką sumę Telewizja Familijna pożyczyła Plusowi. Według naszych informacji, mogło to być nawet kilka milionów złotych. Wiadomo również, że Telewizja Familijna, która sama boryka się z poważnymi problemami finansowymi, po podpisaniu umowy z inwestorem przez Spółkę Producencką Plus zażąda spłaty zadłużenia. Na takie rozwiązanie nie zgodzi się z kolei Dresdner Kleinwort Benson. Ojciec Jacek Suhak, prezes TF, nie chciał tego skomentować.
Sytuację komplikuje fakt, że Spółka Producencka Plus należy do Silesii, agencji reklamowej byłego Radia Plus w Katowicach, której Konferencja Episkopatu Polski przekazała swoje 98 proc. udziałów w sierpniu 2001 roku.
Drugim problemem, którego rozwiązanie warunkuje wejście inwestora do SPP, jest kwestia koncesji na nadawanie w Warszawie. Spółka korzystała do niedawna z częstotliwości przyznanej Radiu Józef. Ten nadawca upomniał się jednak o nadajnik i SPP została bez częstotliwości. Rozwiązaniem tego problemu ma być przetarg na nową warszawską koncesję. Mogą się o nią ubiegać tylko nadawcy gwarantujący program o charakterze religijno-społecznym.
— Czekamy na decyzję Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Wkrótce wszystko powinno się wyjaśnić — mówi ojciec Kazimierz Sowa, prezes Spółki Producenckiej Plus.
Trwająca od miesięcy niepewność finansowa Spółki Producenckiej Plus skończyła się wyjściem z Porozumienia Programowego Plus katowickiej rozgłośni. Właściciel tamtejszego Radia Plus — katowicka kuria metropolitalna — przekształciła je w Radio eM.
— Działanie na własną rękę pozwoli lepiej wykorzystać potencjał stacji. W listopadzie 2001 r. sami przygotowywaliśmy serwisy dla całego porozumienia. Poza tym stacja zarabia na siebie i pozostawanie w strukturach porozumienia nie miało sensu — uważa ksiądz Joachim Oleś, prezes Radia eM.
Jego zdaniem stacja nabrała — zgodnego z koncesją — lokalnego charakteru.
Przedstawiciele pozostałych rozgłośni (w porozumieniu jest ich obecnie 27) nie zamierzają pójść w ślady Radia eM i zapowiadają pozostanie w sieci.
— Wyjście z sieci Radia Plus wiązałoby się ze znacznym zubożeniem ramówki. Z finansowego punktu widzenia byłoby po prostu nieopłacalne —- uważa Stanisław Obertaniec, dyrektor Radia Plus Legnica.
Podobnie uważa ks. Jarosław Bogacz, kierujący Radiem Plus w Gnieźnie.
— Udział w porozumieniu jest najprostszym sposobem na obniżenie kosztów produkcji programu — twierdzi.