Twardy termin, ale termin

Jacek Zalewski
opublikowano: 2001-05-07 00:00

Twardy termin, ale termin

Zamiast czerpać z majowych świąt pełną piersią — nasi decydenci głęboko się zafrasowali. Unia dała do zrozumienia, iż postulowane przez Polskę terminy zamykania obszarów negocjacyjnych są abstrakcją.

takie sygnały z Brukseli nie są dla „PB” żadną nowością. Kilkakrotnie już staraliśmy się uświadomić Czytelnikom (patrz wydzierki obok), iż najpierwszym możliwym terminem rozszerzenia UE jest 1 STYCZNIA 2005 r. Zreprodukowaliśmy nawet fragment Traktatu Nicejskiego. Ów dokument Unii wyklucza, aby jakikolwiek nowy członek przyjęty został WCZEŚNIEJ.

Najwyższy czas potulnie zaakceptować datę podyktowaną przez Unię — skoncentrować się zaś na tym, abyśmy nie wypadli z pierwszej grupy kandydackiej! Im wcześniej premier Jerzy Buzek skasuje nagranie „1 stycznia 2004 r.”, tym mniejszy stres czeka naszą delegację na szczycie UE w Göteborgu.

Najmądrzejszą kwestię unijną wypowiedział minister Władysław Bartoszewski (patrz str. 44). Przypomniał, kto w negocjacjach jest petentem.