Tweet powalił NBA na kolana

Wystarczył jeden wpis na portalu społecznościowym, żeby na NBA posypały się gromy. I to z każdej strony

Nowy sezon NBA jeszcze się nie rozpoczął, ale o najsłynniejszej koszykarskiej lidze świata nieoczekiwanie zrobiło się głośno. Wszystko za sprawą Daryla Moreya, generalnego menedżera klubu Houston Rockets, który w piątek wrzucił na swojego Twittera krótki wpis, dosłownie kilka słów: „Walcz o wolność. Popieraj Hongkong”.

NBA obchodzi się z Chinami jak z jajkiem, bo to lukratywny rynek
dla koszykarskiego biznesu. W zeszłym roku materiały wideo poświęcone lidze na
różnych nośnikach obejrzało około 800 mln Chińczyków.
Zobacz więcej

MILIONY ZA MILIONY:

NBA obchodzi się z Chinami jak z jajkiem, bo to lukratywny rynek dla koszykarskiego biznesu. W zeszłym roku materiały wideo poświęcone lidze na różnych nośnikach obejrzało około 800 mln Chińczyków. Forum

To zaledwie jeden z ponad 9,4 tys. tweetów wysłanych do tej pory przez Moreya, ale zdecydowanie najgłośniejszy. Wpisy menedżera śledzi ponad 222 tys. osób, więc informacja szybko się rozeszła i rozwścieczyła Chińczyków, którzy walczą z protestującymi w Hongkongu. Masowe kilkumiesięczne protesty są skierowane przeciwko projektowi nowelizacji prawa ekstradycyjnego oraz prawa do demokratycznych wyborów władz regionalnych.

Houston Rockets są w Chinach niezwykle popularni, bo przed laty klub reprezentował najlepszy chiński koszykarz Yao Ming. „Rakiety” co rok wybierają się więc w podróż koszykarsko-marketingową, żeby zadbać o miliony swoich fanów w Państwie Środka. Jeden wpis spowodował dyplomatyczny kryzys. Chińskie telewizje błyskawicznie ogłosiły, że nie będą pokazywać meczów „Rakiet”. Państwowy nadawca dodał później, że zawiesza plan transmitowania pokazowych meczów naszpikowanych gwiazdami Los Angeles Lakers i Brooklyn Nets, które mają się odbyć w Szanghaju i Shenzhen.

„Uważamy, że jakiekolwiek komentarze kwestionujące narodową suwerenność i stabilność społeczną nie mieszczą się w zakresie wolności wypowiedzi” — tłumaczy nadawca.

Na razie trwają mecze przedsezonowe, więc liga ma trochę czasu na ugaszenie pożaru. Rywalizacja na serio ruszy 22 października, a wtedy miliony chińskich kibiców zaczną śledzić zmagania ulubionych gwiazd i popularnych zespołów. NBA w obawie przed ich utratą szybko odcięła się od wpisu Moreya. James Harden, lider Rockets i jeden z najlepszych koszykarzy ligi, przeprosił Chińczyków za słowa swojego szefa i wyznał, że kocha Chiny i uwielbia tam grać. Tilman Fertitta, który kupił Rockets dwa lata temu za 2,2 mld USD, podkreślił, że jego organizacja nie ma charakteru politycznego. Kajał się również sam menedżer. Zresztą wykasował tweet szybciej, niż go napisał.

Zamiast spokojnych przygotowań do fety z okazji rozpoczęcia nowego sezonu w centrali NBA ludzie chyba przestali kłaść się spać. Chińczycy nie zostawili suchej nitki na amerykańskiej lidze, ale dostało się jej także w samych Stanach Zjednoczonych, choć za coś innego niż w Chinach, bo za uległość wobec Państwa Środka. Pod wpisem Moreya chętnie podpisałyby się przecież rzesze obrońców praw człowieka, chińskich dysydentów walczących o wolność i demokratyczne przemiany w tym kraju oraz liczne organizacje wspierające mieszkańców Hongkongu w ich protestach.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Dziennik „The New York Times” poświęcił sprawie edytorial, a Bari Weiss, publicystka gazety, wytknęła lidze, że do tej pory w przeciwieństwie do wielu innych amerykański lig sportowych kultywowała troskę o wolność i występowała przeciwko różnym formom dyskryminacji. Koszykarze mieli pełną swobodę wyrażania poglądów, także politycznych, z czego korzystali m.in. LeBron James czy Kobe Bryant. Pojawiły się więc oskarżenia, że NBA bardziej ceni swój biznes w Chinach niż wolność słowa.

Na cenzurowanym w chińskiej telewizji znalazła się ostatnio zresztą nie tylko koszykarska liga, ale także słynny serial satyryczny „South Park”, który został zdjęty z tamtejszych platform po wyemitowaniu odcinka wyśmiewającego chińską cenzurę. Trey Parker i Matt Stone, twórcy serialu, odpowiedzieli w swoim stylu: „Podobnie jak NBA, witamy chińskich cenzorów w naszych domach i sercach. My też kochamy pieniądze bardziej niż wolność i demokrację”. Dostało się więc zarówno Chinom, jak też amerykańskiej ikonie.

Adam Silver, komisarz ligi, zdaje sobie zapewne sprawę z konieczności balansowania między liberalną demokracją zachodnich państw i chińskim reżimem, a rynki ma wszędzie. W nowym oświadczeniu podkreślił, że rozumie rozgniewanie, zdezorientowanie i poczucie niejasności po wcześniejszych reakcjach ligi, zapewniając, że nie będzie regulować tego, co gracze, pracownicy i właściciele zespołów mówią lub nie mówią w takich kwestiach. Dodał, że równość, szacunek i wolność od dawna definiują NBA.

Tweet menedżera Houston Rockets i zamieszanie, jakie wywołał, może więc wkrótce trafić do podręczników ze studiów stosunków międzynarodowych. NBA nie jest przecież pierwszą ani ostatnią firmą, która próbuje robić biznes w Chinach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy