Twórcy Interbroka zostali oskarżeni

Dawid Tokarz
opublikowano: 14-07-2008, 00:00

Na ławie oskarżonych kończą karierę w biznesie Emil D., Andrzej K. i Maciej S. Naciągnęli blisko 600 osób na 145 mln zł.

afera Bat na właścicieli największej piramidy finansowej

Na ławie oskarżonych kończą karierę w biznesie Emil D., Andrzej K. i Maciej S. Naciągnęli blisko 600 osób na 145 mln zł.

W piątek Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga przesłała do sądu akt oskarżenia przeciwko właścicielom Interbrok Investment, spółki inwestującej na rynku forex, która z wielkim hukiem zbankrutowała na wiosnę 2007 r.

Wszyscy trzej odpowiadać będą przede wszystkim za wyrządzenie wielkiej szkody majątkowej, którą w przypadku Emila D. i Andrzeja K. (były wiceminister łączności w rządzie SLD) prokuratura oszacowała na 237,2 mln zł, a w przypadku Macieja S. (wystąpił ze spółki we wrześniu 2006 r.) — na 188 mln zł.

— Pośredniczyli w inwestycjach na rynku walutowym, które zgodnie z wyciągami z indywidualnych rachunków klientów przynosiły krociowe zyski. W rzeczywistości jednak nawet nie stworzyli subkont dla konkretnych klientów, nie prowadzili we właściwy sposób ksiąg rachunkowych spółki, a ich inwestycje przynosiły ogromne straty. Mimo to części klientów wypłacali rzekome zyski, co w konsekwencji doprowadziło do powstania wielkiej finansowej dziury, której w kwietniu 2007 r. nie dało się już zasypać — wyjaśnia nasz informator, zbliżony do prokuratury.

Trójka bez licencji

Wszyscy trzej właściciele Interbroka będą też oskarżeni o to, że spółka działała bez wymaganej licencji Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, a potem Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). W najgorszej sytuacji jest Emil D., który na co dzień prowadził działalność firmy, a dziś, jako jedyny z całej trójki, wciąż jest w areszcie. Przed sądem będzie dodatkowo odpowiadał za poświadczanie nieprawdy w dokumentach przedstawianych klientom i — przede wszystkim — fałszowanie gwarancji bankowych, wystawianych przez BRE Bank.

Ten giełdowy bank prowadził rachunki inwestycyjne Interbroka i przez jakiś czas — jak ustaliliśmy — rzeczywiście wystawiał gwarancje na rzecz spółki. Jednak w połowie 2006 r. się z tego wycofał. To wtedy, według prokuratury i opinii wynajętego przez nią biegłego, Emil D. zaczął podrabiać dokumenty banku.

— To zarzut najpoważniejszy, z paragrafu dotyczącego fałszowania pieniędzy. Jeśli utrzyma się przed sądem, Emilowi D. grozi co najmniej 5 lat więzienia — tłumaczy nasz informator.

Licytacja majątków

Akt oskarżenia to niejedyna zła informacja dla właścicieli Interbroka. Kolejna to tempo, w jakim tracą swoje majątki. Szczęśliwie dla setek pokrzywdzonych klientów Interbrok działał jako spółka jawna, a w takiej wspólnicy odpowiadają za długi firmy własnym majątkiem. Ten zaś, dzięki wielomilionowym dywidendom z Interbroka, jest niebagatelny. Andrzej K., Emil D. i Maciej S. mają rozsiane po całym kraju wille, apartamenty, mieszkania, działki, luksusowe samochody i biżuterię oraz duże oszczędności w gotówce. By móc je zlicytować, potrzebne było prawomocne ogłoszenie ich upadłości jako osób fizycznych. Udało się to już w dwóch wypadkach: Andrzeja K. i Emila D. Upadłość Macieja S. czeka na uprawomocnienie.

Rozpoczęta już sprzedaż majątków trzech wspólników Interbroka powinna dać około 45 mln zł. Te pieniądze trafią do klientów spółki i pokryją część ich strat, sięgających łącznie 145 mln zł.

Na łasce fiskusa

Kolejny zastrzyk finansowy powinni dostać od fiskusa. Dlaczego? To rezultat oszustw, jakich dopuszczały się władze Interbroka. Choć grając na foreksie, spółka prawie cały czas traciła (łącznie ponad 75 mln zł!), klientom przedstawiano wyciągi, według których inwestycje przynosiły krociowe zyski. I od tych wirtualnych zysków klienci przez lata płacili podatki, które dziś chcą odzyskać. Z korekt PIT mogą dostać nawet 30 mln zł. Mogą, ale nie muszą.

— Poszczególne urzędy skarbowe mają odmienne zdanie. Jedne zwracają pieniądze bez problemu, drugie kategorycznie odmawiają, a jeszcze inne zawieszają postępowania na długi okres — narzeka doradca podatkowy, reprezentujący kilkunastu klientów Interbroka.

„Puls Biznesu” podążał tropem afery foreksowej

27 kwietnia 2007

Właścicieli Interbroka zatrzymuje CBŚ, a prokuratura przedstawia im zarzuty oszustwa co najmniej na 100 mln zł i przywłaszczenia po 1 mln zł. „PB” przedstawia historię spółki i jej właścicieli: Andrzeja K., Emila D. i Macieja S.

11 maja 2007

Sąd ogłasza upadłość Interbroka. „PB” opisuje powiązania personalne władz tajemniczej spółki dla VIP-ów z przedstawicielami BRE Banku i to, że inwestycje Interbroka objęte były gwarancjami giełdowego banku.

8 października 2007

„PB” informuje o tym, że sąd ogłosił upadłość Andrzeja K. Ujawniamy też, że lista klientów Interbroka roi się od ludzi wielkiego biznesu, w tym obecnych lub byłych szefów największych polskich firm, także giełdowych.

11 stycznia 2008

Ujawniamy, że od początku istnienia Interbrok działał jak piramida finansowa. Straty, które przynosiły inwestycje na rynku forex, właściciele spółki pokrywali wpłatami od kolejnych oszukiwanych klientów.

3 kwietnia 2008

Informujemy, że pokrzywdzeni wierzyciele Interbroka mogą odzyskać nawet połowę z utraconych 145 mln zł. Z licytacji majątków trzech właścicieli spółki (około 45 mln zł) i od fiskusa (około 30 mln zł).

567 osób

Tylu pokrzywdzonych klientów Interbroka doliczyła się prokuratura.

802 mln zł

Tyle wpłacili oni do spółki w latach 1999-2007...

657 mln zł

...a tyle w tym samym czasie wypłacili w postaci zysków.

145 mln zł

Łatwo policzyć, że właśnie takie manko zostawili właściciele Interbroka.

45 mln zł

Tyle klienci spółki mogą odzyskać dzięki licytacji majątków Andrzeja K., Emila D. i Macieja S.

30 mln zł

Na tyle natomiast mogą liczyć ze strony fiskusa, jeśli tylko ten uwzględni korekty ich PIT.

Dawid Tokarz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu