Od kilkunastu miesięcy słyszymy, że w Polsce podrożeją tablety i smartfony. Organizacje zbiorowego zarządzania (OZZ) — ZAiKS, ZPAV, SAWP — lobbują za rozszerzeniem listy tzw. czystych nośników, objętych opłatami przeznaczanymi na wynagrodzenia dla twórców i wykonawców. Obok m.in. płyt CD czy odtwarzaczy mp3 taksowanych obecnie od 1 do 3 proc. wartości sprzedaży za sztukę, opłata miałaby objąć dwa najpopularniejsze obecnie segmenty elektroniki.
![NIUANSE: Jarosław Kamiński, szef SAWP, Krzysztof Lewandowski, dyrektor ZAiKS, i Bogusław Pluta, szefujący ZPAV, są zdania, że ministerstwo nie musi opierać decyzji na wspólnej opinii wszystkich OZZ. Wysłaną do urzędników podpisały organizacje zbierające ponad 95 proc. opłat. [FOT. GK] NIUANSE: Jarosław Kamiński, szef SAWP, Krzysztof Lewandowski, dyrektor ZAiKS, i Bogusław Pluta, szefujący ZPAV, są zdania, że ministerstwo nie musi opierać decyzji na wspólnej opinii wszystkich OZZ. Wysłaną do urzędników podpisały organizacje zbierające ponad 95 proc. opłat. [FOT. GK]](http://images.pb.pl/filtered/40f41605-209f-41f9-9073-7f69ba84b100/5a167a38-87f1-50fa-8550-05f5b384c57b_w_830.jpg)
— Złożyliśmy propozycje zmian w rozporządzeniu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ich przyjęcie nie spowoduje wzrostu cen sprzętu elektronicznego, co potwierdzają przykłady z innych krajów europejskich, gdzie wprowadzono tego typu opłaty. Konkurencja na rynku powoduje, że producenci i dystrybutorzy sprzętu trzymają ceny w ryzach — mówi Krzysztof Lewandowski, dyrektor generalny ZAiKS.
Duch kopiowania
Choć wspólna rekomendacja OZZ trafiła na ministerialne biurka, nie słychać, by urzędnicy brali się za smartfony i tablety. Jako argument za wstrzymaniem się od decyzji ministerstwo skrzętnie wykorzystuje fakt, że dwie niewielkie OZZ wyspecjalizowane w opłatach reprograficznych nie chcą dołączyć do szerokiej koalicji. Większym problemem jest jednak to, że w pełnej kontrze do większości OZZ stoją firmy zrzeszone w Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego (ZIPSEE) oraz Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji (PIIT), które postanowiły rozpocząć kampanię marketingową pod patronatem… Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN). „Kupuję kopiuję” to profesjonalny serwis internetowy emitujący autorskie materiały filmowe, m.in. z sejmowych kuluarów, gdzie też toczy się gra wokół tabletów i smartfonów.
— Stoimy na stanowisku, że obłożenie opłatami smartfonów i tabletów nie ma sensu. Te urządzenia nie służą głównie do kopiowania muzyki, ale do jej odtwarzania z internetu. Powinniśmy iść z duchem czasu i znaleźć inne, kompromisowe rozwiązania, bo samej idei opłat na rzecz twórców nie jesteśmy przeciwni — zaznacza Michał Kanownik, prezes ZIPSEE.
Marketingowy profesjonalizm akcji ZIPSEE i PIIT nie może dziwić, w końcu stoją za nimi pieniądze członków organizacji, wśród których są m.in. Samsung, LG, Sony czy ABC Data. Gra toczy się o niemałą stawkę. Każdy kwartał, w którym projekt rozszerzenia listy nośników leży na półce z napisem „do rozpatrzenia”, przynosi im wielomilionowe oszczędności.
Operacja informacja
Według szacunków „PB”, propozycja OZZ oznacza konieczność wysupłania przez producentów i dystrybutorów smartfonów i tabletów co najmniej kilkudziesięciu milionów złotych rocznie. Wartość rynku to około 5,5 mld zł, a OZZ zaproponowały ministerstwu 2 proc. opłaty od każdego sprzedanego tabletu i 1,5 proc. od smartfona. Maksymalna przewidziana prawem stawka to 3 proc.
— Takie opłaty obowiązują w wielu krajach UE i są procentowo znacznie wyższe niż w Polsce. Pieniądze pójdą na wsparcie polskiej kultury, budujących ją twórców — argumentuje Bogusław Pluta, dyrektor ZPAV, i na dowód pokazuje zestawienia z kilkunastu krajów, na tle których opłaty w Polsce per capita są nawet kilkadziesiąt razy niższe.
Przedstawiciele OZZ podjęli rękawicę na polu marketingu, zatrudniając agencję MSL, specjalizującą się w kryzysowym PR. Lobbing odbywa się też na ministerialnych i sejmowych korytarzach. ZIPSEE tymczasem wytacza kolejne działa.
— Hiszpanie czy Brytyjczycy mają obecnie inne rozwiązania, nieobejmujące bezpośrednich opłat. Nam zależy także na większej transparentności OZZ, które naszym zdaniem są nieefektywnie zarządzane, mają powolny sposób dystrybucji zgromadzonych funduszy i zbyt wysokie koszty tych operacji — argumentuje Michał Kanownik. OZZ odpowiadają, że dystrybucja milionowych kwot do 80 tysięcy osób to złożona operacja, badana co roku przez kilka kontroli — od skarbówki po MKiDN. Wnioski? Brak zastrzeżeń.