Twórcze napięcie w resorcie kultury

opublikowano: 16-07-2014, 00:00

Organizacje zbierające opłaty na rzecz twórców kontra producenci elektroniki. Minister kultury zwleka z ogłoszeniem zwycięzcy

Od kilkunastu miesięcy słyszymy, że w Polsce podrożeją tablety i smartfony. Organizacje zbiorowego zarządzania (OZZ) — ZAiKS, ZPAV, SAWP — lobbują za rozszerzeniem listy tzw. czystych nośników, objętych opłatami przeznaczanymi na wynagrodzenia dla twórców i wykonawców. Obok m.in. płyt CD czy odtwarzaczy mp3 taksowanych obecnie od 1 do 3 proc. wartości sprzedaży za sztukę, opłata miałaby objąć dwa najpopularniejsze obecnie segmenty elektroniki.

NIUANSE: Jarosław Kamiński, szef SAWP, Krzysztof Lewandowski, dyrektor ZAiKS, i Bogusław Pluta, szefujący ZPAV, są zdania, że ministerstwo nie musi opierać decyzji na wspólnej opinii wszystkich OZZ. Wysłaną do urzędników podpisały organizacje zbierające ponad 95 proc. opłat. [FOT. GK]
NIUANSE: Jarosław Kamiński, szef SAWP, Krzysztof Lewandowski, dyrektor ZAiKS, i Bogusław Pluta, szefujący ZPAV, są zdania, że ministerstwo nie musi opierać decyzji na wspólnej opinii wszystkich OZZ. Wysłaną do urzędników podpisały organizacje zbierające ponad 95 proc. opłat. [FOT. GK]
None
None

— Złożyliśmy propozycje zmian w rozporządzeniu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ich przyjęcie nie spowoduje wzrostu cen sprzętu elektronicznego, co potwierdzają przykłady z innych krajów europejskich, gdzie wprowadzono tego typu opłaty. Konkurencja na rynku powoduje, że producenci i dystrybutorzy sprzętu trzymają ceny w ryzach — mówi Krzysztof Lewandowski, dyrektor generalny ZAiKS.

Duch kopiowania

Choć wspólna rekomendacja OZZ trafiła na ministerialne biurka, nie słychać, by urzędnicy brali się za smartfony i tablety. Jako argument za wstrzymaniem się od decyzji ministerstwo skrzętnie wykorzystuje fakt, że dwie niewielkie OZZ wyspecjalizowane w opłatach reprograficznych nie chcą dołączyć do szerokiej koalicji. Większym problemem jest jednak to, że w pełnej kontrze do większości OZZ stoją firmy zrzeszone w Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego (ZIPSEE) oraz Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji (PIIT), które postanowiły rozpocząć kampanię marketingową pod patronatem… Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN). „Kupuję kopiuję” to profesjonalny serwis internetowy emitujący autorskie materiały filmowe, m.in. z sejmowych kuluarów, gdzie też toczy się gra wokół tabletów i smartfonów.

— Stoimy na stanowisku, że obłożenie opłatami smartfonów i tabletów nie ma sensu. Te urządzenia nie służą głównie do kopiowania muzyki, ale do jej odtwarzania z internetu. Powinniśmy iść z duchem czasu i znaleźć inne, kompromisowe rozwiązania, bo samej idei opłat na rzecz twórców nie jesteśmy przeciwni — zaznacza Michał Kanownik, prezes ZIPSEE.

Marketingowy profesjonalizm akcji ZIPSEE i PIIT nie może dziwić, w końcu stoją za nimi pieniądze członków organizacji, wśród których są m.in. Samsung, LG, Sony czy ABC Data. Gra toczy się o niemałą stawkę. Każdy kwartał, w którym projekt rozszerzenia listy nośników leży na półce z napisem „do rozpatrzenia”, przynosi im wielomilionowe oszczędności.

Operacja informacja

Według szacunków „PB”, propozycja OZZ oznacza konieczność wysupłania przez producentów i dystrybutorów smartfonów i tabletów co najmniej kilkudziesięciu milionów złotych rocznie. Wartość rynku to około 5,5 mld zł, a OZZ zaproponowały ministerstwu 2 proc. opłaty od każdego sprzedanego tabletu i 1,5 proc. od smartfona. Maksymalna przewidziana prawem stawka to 3 proc.

— Takie opłaty obowiązują w wielu krajach UE i są procentowo znacznie wyższe niż w Polsce. Pieniądze pójdą na wsparcie polskiej kultury, budujących ją twórców — argumentuje Bogusław Pluta, dyrektor ZPAV, i na dowód pokazuje zestawienia z kilkunastu krajów, na tle których opłaty w Polsce per capita są nawet kilkadziesiąt razy niższe.

Przedstawiciele OZZ podjęli rękawicę na polu marketingu, zatrudniając agencję MSL, specjalizującą się w kryzysowym PR. Lobbing odbywa się też na ministerialnych i sejmowych korytarzach. ZIPSEE tymczasem wytacza kolejne działa.

— Hiszpanie czy Brytyjczycy mają obecnie inne rozwiązania, nieobejmujące bezpośrednich opłat. Nam zależy także na większej transparentności OZZ, które naszym zdaniem są nieefektywnie zarządzane, mają powolny sposób dystrybucji zgromadzonych funduszy i zbyt wysokie koszty tych operacji — argumentuje Michał Kanownik. OZZ odpowiadają, że dystrybucja milionowych kwot do 80 tysięcy osób to złożona operacja, badana co roku przez kilka kontroli — od skarbówki po MKiDN. Wnioski? Brak zastrzeżeń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane