Twórczy chaos w świątyni pieniądza

GABINETY: Lejb Fogelman, kolorowy ptak i wzięty prawnik, biurowe gniazdo uwił z mieszanki, w której wirują indiańscy wodzowie, Mojżesz i kochanka Picassa. Wyszło przytulnie i inspirująco.

Nawet gdyby w jego gabinecie były szare betonowe ściany i tylko biurko z dykty, to i tak byłoby o czym pisać. Bo w końcu gospodarzem jest Lejb Fogelman, postać niebanalna: nie tylko starszy partner w światowej korporacji prawniczej Greenberg Traurig, ale też wyróżniająca się persona warszawskiej śmietanki towarzyskiej.

Suma wrażeń
Wyświetl galerię [1/4]

Suma wrażeń

Dzieła sztuki, antyki, książki, fotografie, dyplomy... W gabinecie Lejba Fogelmana klimatycznych elementów nie brakuje. Tworzą świetny nastrój, sprzyjający długim i owocnym rozmowom. Grzegorz Kawecki

— Jestem prawnikiem od wielkich fuzji i przejęć. A giełda, tak jak banki, to świątynia pieniądza, serce pompujące go w krwiobieg gospodarki. Oto dlaczego od początku jesteśmy po sąsiedzku z warszawską giełdą — opowiada Lejb Fogelman i sadza gości na kolonialnych, zdobionych ławach przy masywnym stole z obciętymi nogami. Blat jest zawalony książkami i papierami. Widząc ciekawskie spojrzenia, mecenas łapie pryzmę dokumentów i przenosi ją w dyskretne miejsce. W końcu tu się pracuje nad transakcjami wartymi nieraz miliardy. Skoro już wygodnie usiedliśmy, gospodarz rzuca soczysty żarcik:

— Wiecie, dlaczego te ławy przypominają wystrój przedsionka tureckiego domu rozpusty? Bo my, prawnicy, też pracujemy na godziny.

Kanarek w harmonii

Trudno — z racji ubogiego doświadczenia — zweryfikować trafność metafory Fogelmana, ale z jednym trzeba się zgodzić: to nie jest sztampowy gabinet przedstawiciela palestry. Z jednej strony kolaż drobiazgów, książek, obrazów i antyków z całego świata i chaos. Z drugiej, ten pozorny nieporządek nie wywołuje dyskomfortu.

— Nie lubię symetrii, wszystkiego na perfekt. Dla mnie to miejsce jest przytulne. Może nieco dziwaczne [vide — duże totemiczne płaskorzeźby autorstwa Brunona Bienfaita –red.], ale z pewnością nie nudne. Koledzy po fachu w Bostonie mają wysterylizowane biura, czuję się w nich jak kanarek w metalowej klatce. O co chodzi w totemicznych rzeźbach? No właśnie o to, że nie wiadomo, o co chodzi. Żeby właściwie umeblować sobie głowę, trzeba oczami znaleźć kontrapunkt, który uspokaja. Ja mam tu swoją harmonię i twierdzę, że nie potrzeba na to wydawać milionów — zaznacza mecenas.

Cisza i krzyk miasta

Nie ma więc złota, nie ma chromu i ostentacyjnego bogactwa. Co nie przeszkadza temu, że niektóre elementy układanki Lejba Fogelmana to rzeczy ponadprzeciętnie wartościowe. Goście, patrząc na rzadką serię litografii indiańskich wodzów i na dzieła Franćoise Gilot, muzy Pabla Picassa, pod nogami mają wiekowy dywan z Kaszmiru. W zasięgu wzroku są gliniane i metalowe figury z dalekiej Azji i drewniane rzeźby św. Franciszka i Mojżesza. Jest też oprawiony w ramy harvardzki dyplom doktora praw i kilka zdjęć ukochanej córki. Obok fotografia Lejba Fogelmana z prezydentem Lechem Kaczyńskim, kolegą z licealnej ławki. Od ulicznego ruchu Alej Jerozolimskich odgradzają zasłony w buddyjskim stylu („Przytłumiłem szary krzyk miasta”). Za to od strony parku przy ul. Książęcej okna są odsłonięte.

— Tu jest cisza, czystość, spokój, na drzewie wykluwają się pisklęta. Ten widok z surowymi murami Muzeum Narodowego i zielenią na wiosnę przypomina mi kadry z genialnego „Powiększenia” Antonioniego — mówi gospodarz.

Kaczyński z Sofoklesem

Wracamy do biurka Lejba Fogelmana. Siadając na wysłużonym, ulubionym skrzypiącym fotelu obrotowym („Kilka razy go reperowałem, jest bardzo wygodny, przywiozłem go ze Stanów”), gospodarz koncentruje wzrok na miniaturowym zdjęciu płótna szesnastowiecznegomanierysty Agnolo Bronzino. Obok na stole leży album z jego dziełami, a towarzyszy mu zestaw aktualnych lektur: książka o tajemnicach Jarosława Kaczyńskiego, „Stary Testament”, „Trylogia Tebańska” Sofoklesa i angielski przekład ulubionego poety Konstandinosa Kawafisa. To duchowe panaceum na pęd codzienności. Kawafis pisał w „Obrazie” (tłum. Zygmunt Kubiak): „Pracuję nad nim pilnie, i dzieło moje kocham. / Ale dziś przygnębiło mnie to, / że wszystko się układa tak mozolnie”. &

Zimny geniusz portretu

Dzieła Agnolo Bronzino, a szczególnie „Portret Lukrecji Panciatichi”, to sztuka, w której Lejb Fogelman zakochał się bez pamięci. Regularnie odwiedza florenckie muzeum, w którym wisi jego ulubione płótno. – Jest genialny, ale niedoceniany. Na Wawelu obraz Bronzino wisi gdzieś w kącie — przekonuje prawnik. Dzieła Włocha od kilkuset lat słyną w świecie z unikalnej kolorystyki i wybitnej techniki malarskiej oraz umiejętności uchwycenia niesztampowych póz. Niektórzy w jego stylu widzą chłód, inni zwą to szczytem perfekcji. Pewne jest, że wewnętrznie Bronzino nie był zimny jak kamień — w wolnych chwilach parał się (a jakże!) poezją.

Zimny geniusz portretu

Dzieła Agnolo Bronzino, a szczególnie „Portret Lukrecji Panciatichi”, to sztuka, w której Lejb Fogelman zakochał się bez pamięci. Regularnie odwiedza florenckie muzeum, w którym wisi jego ulubione płótno. – Jest genialny, ale niedoceniany. Na Wawelu obraz Bronzino wisi gdzieś w kącie — przekonuje prawnik. Dzieła Włocha od kilkuset lat słyną w świecie z unikalnej kolorystyki i wybitnej techniki malarskiej oraz umiejętności uchwycenia niesztampowych póz. Niektórzy w jego stylu widzą chłód, inni zwą to szczytem perfekcji. Pewne jest, że wewnętrznie Bronzino nie był zimny jak kamień — w wolnych chwilach parał się (a jakże!) poezją.

Suma wrażeń. Dzieła sztuki, antyki, książki, fotografie, dyplomy... W gabinecie Lejba Fogelmana klimatycznych elementów nie brakuje. Tworzą świetny nastrój, sprzyjający długim i owocnym rozmowom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROL JEDLIŃSKI, FOT. GRZEGORZ KAWECKI

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Twórczy chaos w świątyni pieniądza