Tyczyński nie chce odkładać kamery

Założyciel RMF FM nie chce przekształcić Alvernia Studios w park rozrywki. Woli ponownie rozkręcić produkcję filmową, ale z decyzjami czeka na ministerialną legislację

Stanisław Tyczyński to legenda polskich mediów — założył RMF FM, stworzył z niej medialne cacko, by w 2006 r. sprzedać największą polską stację radiową Grupie Bauer. Znany z niestandardowych zachowań Stanisław Tyczyński dokonał wtedy zwrotu w swojej karierze i poświęcił się swojej nowej pasji. Część z zainkasowanych 138 mln zł zainwestował w podkrakowskiej Alwerni, budując wizjonerskie studio filmowe w słynnych kopułkach. Po dziesięciu latach wciąż jest wierny filmowej pasji i próbuje zarobić na niej pieniądze.

Zobacz więcej

Stanisław Wiśniewski Marek Wiśniewski

— Dobitnie przekonaliśmy się, jak działa na wskroś uznaniowy system „wspierania” produkcji filmowej w Polsce. Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF) odrzucił wszystkie nasze wnioski o dotację projektów — głównie światowych produkcji filmowych. Mimo to kilka z nich zrealizowaliśmy, zaś utrzymywana z naszych podatków państwowa Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych otrzymała dotacje dla 26 tytułów. W tych warunkach nasza filantropia, czyli dopłacanie po kilka milionów rocznie do polskiej twórczości musiała, się skończyć — mówi Stanisław Tyczyński.

Hollywood nie wyszło

Obecna działalność to nikłe echo pierwotnych planów biznesmena, który chciał stworzyć w Alwerni nadwiślańskie Hollywood. Nakręcił ponad 60 filmów w ramach koprodukcji międzynarodowych, w tym „Arbitraż” z Richardem Gere i Susan Sarandon w rolach głównych. Jednak ambicje nie wytrzymały starcia z rzeczywistością, a koszty utrzymania wytwórni znacząco przerosły dochody. 1,5 roku temu twórca RMF FM zwolnił kilkadziesiąt osób w ramach cięć kosztów. — Dziś w Alvernia Studios zmieniła się forma zatrudnienia. Wykonawcy i twórcy zatrudniani są jedynie projektowo. Jak choćby przy realizacji światowych nagrań muzyki filmowej, postprodukcji czy realizacji eventów — wyjaśnia założyciel studia. Współpracownicy namawiają Stanisława Tyczyńskiego na przekształcenie Alvernia Studios w park rozrywki, jednak on nie chce zmieniać branży. Latami odwiedzał ministerialne korytarze z nadzieją namówienia kolejnych urzędników na zmiany wspierające branżę filmową. Teraz jest realna szansa na przełom.

— W Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, po wielu latach bojów z kolejnymi ministrami kultury czy finansów, leży przygotowany projekt dotyczący zachęt produkcyjnych, skierowanych głównie do producentów zagranicznych, chcących ulokować swoje produkcje w Polsce. Tego typu regulacje, mniej lub bardziej udane, istnieją w Europie w 26 krajach. Często od kilkunastu lat, nawet w ogarniętej wojną Ukrainie — mówi Stanisław Tyczyński.

Szansa na rządowe wsparcie

Ustawa, nad którą resort kultury pracuje od ponad pół roku, wielokrotnie zmieniała swój kształt. Ostatnie nieoficjalne informacje mówią o planach zasilenia specjalnego dedykowanego funduszu kwotą 25 mln zł na wspieranie zagranicznych produkcji filmowych.Resort kultury chce w ten sposób wzmocnić rodzimy przemysł filmowy, m.in. poprzez stworzenie mechanizmu wymuszającego konieczność zaangażowania polskich twórców. Tego typu fundusz, PISF-bis, może się wpisać w retorykę PiS, obejmującą tworzenie eksportowych hitów promujących polską kulturę i historię.

— Europejskie wzorce rozwiązań ustawowych niezwykle przejrzyście precyzują zasady działań zachęt produkcyjnych. Teraz wszystko zależy od ostatecznego kształtu polskiej ustawy. Miejmy nadzieję, że nie zostanie powielona identyczna do PISF zasada dowolnej, pełnej nieprzejrzystej uznaniowości. Jeżeli tak się stanie, dalsze istnienie dużych, niepublicznych wytwórni będzie ostatecznie pozbawione jakiegokolwiek sensu — mówi Stanisław Tyczyński.

OKIEM EKSPERTA
Zastrzyk pieniędzy poprawi jakość

PIOTR WOŹNIAK-STARAK, założyciel Watchout Productions

Wprowadzenie niezależnych od PISF zachęt podatkowych na produkcję filmową na pewno przyciągnęłoby wiele zagranicznych produkcji na nasz rynek i pozwoliłoby polepszyć jakość naszych filmów. Mamy świetnych fachowców na światowym poziomie, którzy dostawaliby więcej szans na rynkach zagranicznych. Bez takiego benefitu ciężko nam konkurować z wielkimi studiami w przetargach dotyczących międzynarodowego serwisu i mamy stosunkowo ograniczone tempo rozwoju. Nasz dom produkcyjny, Watchout Productions, jest gotowy świadczyć usługi zagranicznym kontrahentom, których zachęty podatkowe przyciągnęłyby do Polski. Byłaby to doskonała okazja do poznania nowych współpracowników, partnerów, a przy okazji rozwinęłoby to całą branżę np. postprodukcyjną, której standard jest dla nas kluczowy, aby polskie produkcje niczym nie odbiegały od światowych.

OKIEM EKSPERTA
PISF nie dotuje słabych filmów

RAFAŁ JANKOWSKI, rzecznik prasowy PISF

Projekty składane do 2015 r. przez Alvernia Studios (poza filmem „Disco polo”) były koprodukcjami międzynarodowymi z mniejszościowym udziałem polskim. Realizowana przez Alvernia Studios strategia zakładała inwestowanie w projekty czysto komercyjne, głównie zagraniczne, obliczone na sukces frekwencyjny i kasowy, które, niestety, nie przyniosły oczekiwanych zysków. Wszystkie projekty zgłoszone w przeszłości przez Alvernia Studios były oceniane przez niezależnych ekspertów, którzy po zapoznaniu się z przedłożonymi scenariuszami uznawali, że w ramach ograniczonej puli pieniędzy nie mogą rekomendować dofinansowania projektów o przeciętnych walorach artystycznych, realizowanych bez udziału lub z niewielkim udziałem polskich twórców. Warto przypomnieć, że Alvernia Studios było zaangażowane w realizację wielu udanych polskich filmów, współfinansowanych przez Instytut, które podbijały kina i cieszyły się uznaniem na festiwalach filmowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Tyczyński nie chce odkładać kamery