Płace i kryzys Menedżerowie mogą wkrótce trochę stracić
Średnie miesięczne zarobki kierowników to już ponad 10 tys. zł brutto. Ale już niedługo firmy mogą zacząć ograniczać świadczenia.
Nadal są duże różnice między Warszawą i resztą kraju. Menedżer w stolicy dostaje przeciętnie 11 870 zł brutto, a poza nią — 9500 zł. A różnica rośnie do 3500 zł, gdy z porównania wyłączymy duże miasta, jak Kraków czy Poznań — wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Hewitt Associates.
Cenny dyrektor
To, że dyrektorzy zarabiają więcej od kierowników, nie dziwi. Ale ich średnie płace w dużych firmach aż niemal dwukrotnie przewyższają płace podległych im menedżerów.
— Największe dysproporcje w zarobkach dyrektorów i kierowników są w działach marketingu i zasobów ludzkich — mogą sięgać nawet 120 proc. Najmniejsze zaś — w działach IT i sprzedaży. W tych drugich najlepsi menedżerowie zarabiają około 50 proc. mniej niż ich zwierzchnicy — wyjaśnia Piotr Bielawski z Hewitt Associates.
Z badania tej firmy wynika, że najlepiej są opłacani dyrektorzy działów prawnych, finansów i marketingu, a najgorzej —szefowie produkcji. Spośród kierowników najwięcej zarabiają ci, którzy pracują w sektorach IT, sprzedaży i także marketingu.
Nie tylko gotówka
Czy oprócz pieniędzy obie grupy dostają takie same świadczenia pozapłacowe? W zasadzie tak, ale nie w takim samym stopniu. Na przykład dla dyrektorów standardem staje się już służbowy samochód, gdy wśród kierowników to wciąż rzadkość (prócz, oczywiście, stanowisk, na których auto jest niezbędnym narzędziem pracy, choćby w działach sprzedaży). Tylko dyrektorów dotyczą długoterminowe plany motywacyjne (opcje na akcje, akcje za wyniki itp.), wprowadzane u nas na wzór spółek amerykańskich i zachodnioeuropejskich. Ale wciąż dotyczy to zaledwie co piątej firmy. Najczęściej taki benefit dostają dyrektorzy zarządzający, rzadziej — personalni, prawni, PR i finansowi.
— To świadczenie trafia do działów, w których bardzo ważna jest stabilna polityka, bez gwałtownych zmian na stanowiskach dyrektorskich. Ze względu na obecną sytuację na światowych rynkach wprowadzanie długoterminowych planów motywacyjnych powiązanych z wynikami spółek zostanie jednak prawdopodobnie zamrożone — przewiduje Piotr Bielawski.
Czy spowolnienie gospodarcze w Polsce wpływa także na zmiany na rynku pracy? Robert Żelewski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami (PSZK), uważa, że to zależy od branży.
— Jeszcze miesiąc temu dyrektorzy personalni banków walczyli o niektórych specjalistów, między innymi wysokim wynagrodzeniem. Dziś już tego nie ma. Ale firmy produkcyjne, np. spożywcze, wciąż szukają niektórych fachowców. Z kolei w motoryzacji i nieruchomościach słychać nawet o redukcjach zatrudnienia — zauważa.
Wybór ograniczony
Nie ma różnic w przypadku pozostałych świadczeń pozapłacowych (prywatna opieka medyczna, ubezpieczenie na życie, telefon komórkowy, laptop itp.). Z raportu Hewitt wynika, że opiekę medyczną zapewnia pracownikom już 70 proc. firm. To aż o 15 pkt proc. więcej niż w 2007 r. Wciąż za to niezbyt popularne są tzw. kafeteryjne systemy świadczeń (pozwalają pracownikom wybierać świadczenia spośród oferowanych przez firmę, ale w ramach określonego limitu finansowego). Dotychczas wprowadziło je w Polsce tylko 7 proc. przebadanych firm. Kolejne 4 proc. to rozważa.
Podwyżki w odwrocie
W latach 2004-05 średnie roczne podwyżki wynagrodzeń wyniosły około 4-5 proc. Rok później było to już 6,8 proc., a w 2007 — 7,5 proc. W tym roku przedsiębiorstwa przyznały już podwyżki wyższe o 2 pkt proc., niż zakładały.
Najbardziej wzrosły płace pracowników działów sprzedaży i marketingu — wraz z premiami i prowizjami średnio aż o 20 proc.! Rynek zaczął też doceniać asystentki dyrektorów, których całkowite uposażenie między 2007 a 2008 wzrosło średnio o 15 proc.
Natomiast na stanowiskach dyrektorskich i kierowniczych przyrost był o wiele niższy — około 6-6,5 proc. Na 2009 r. specjaliści przewidywali wzrost płac o niemal 6 proc. Ewentualne spowolnienie gospodarcze może jednak skłonić firmy do weryfikacji takich planów.
— W budżetach na ten rok przedsiębiorstwa zaplanowały nawet wyższe podwyżki niż w 2007 r., ale nie będą one do końca realizowane. Z sygnałów od dyrektorów personalnych wynika jednoznacznie, że przedsiębiorstwa nie dadzą już pracownikom więcej pieniędzy. Co do wzrostu wynagrodzeń w przyszłym roku: deklaracji jeszcze nie ma. Wszyscy czekają, co będzie dalej — mówi Robert Żelewski.