WIEPRZOWINA
Niskie ceny mięsa zniechęcają do hodowli: trzody chlewnej na początku grudnia 2015 r. mieliśmy o 6 proc. mniej niż rok wcześniej — podaje Agencja Rynku Rolnego (ARR). Na trudną sytuację całego sektora wieprzowiny Unia zareagowała, wprowadzając dopłaty do jej prywatnego przechowywania. Ma to ograniczyć podaż i pozwolić na wzrost cen. Wieprzowinę jako jedyną z podstawowych produktów rolno-spożywczych czekają w kraju, według prognoz analityków ARR, zniżki: produkcyjne, eksportowe i konsumpcyjne po ubiegłorocznym lekkim wzroście. Branża wciąż nie podźwignęła się po blokadzie wielu rynków po wykryciu wirusa afrykańskiego pomoru świń w 2014 r.
— Rolnicy otwarcie mówią, że ceny nie pozwalają na kontynuację hodowli. Przetwórcy łapią się za głowę i szukają marży w niszowych produktach — te wyspecjalizowane i certyfikowane sprzedają się coraz lepiej, ale to wciąż niewielka część rynku. Tendencją ogólnoeuropejską jest spadek sprzedaży produktów przetworzonych na rzecz nieprzetworzonego mięsa, które później konsumenci sami gotują w domu. Przy obecnych cenach to przerzucanie towaru, a nie zarabianie — mówi Grażyna Prokopiuk, prezes firmy Łmeat Łuków. Jej zdaniem, przetwórców czeka kolejny trudny rok.
— Rentowność branży mięsnej wynosi mniej niż 1 proc. i nic nie wskazuje na to, żeby miała się poprawić. Dodatkowo dobić nas może podatek od sieci handlowych, który — według pierwotnej wersji — dotknie też firmowych sklepów mięsnych, które ma wielu producentów. Walczymy, by nas z tego wyłączyć — dodaje Grażyna Prokopiuk.
WOŁOWINA
Pozytywne prognozy dla krajowej produkcji i sprzedaży zagranicznej to efekt konkurencyjności cenowej polskiego mięsa czerwonego. Jest tańsze nawet o kilkanaście procent od średniej unijnej, choć wraz ze wzrostem popytu zaczęło drożeć. Jego popularność poza krajem będzie dalej rosnąć, wspierana przez nowo otwarte rynki zbytu, takie jak Turcja i Japonia — twierdzą analitycy ARR. Nikłe spożycie krajowe jeszcze spadnie, bo dla Polaków wołowina wciąż jest droga.
— W kraju nie widać wzrostu, ale przesunięcia pomiędzy różnymi kategoriami wołowych produktów — większą popularność wołowiny kulinarnej i produktów typu convenience. Widać też coraz większą konkurencję — krajową i zagraniczną, co potwierdza, że rynek jest perspektywiczny. Zasada jest prosta: gdzie baza jest niska, tam szanse na wzrost są większe — mówi Tomasz Kubik, prezes Zakładu Przemysłu Mięsnego Biernacki.
Lekki wzrost produkcji jest możliwy dzięki przywróceniu przed ponad rokiem możliwości uboju rytualnego, w którym specjalizowali się Polacy. — Odbudowanie kontaktów handlowych zajmuje czas, a odbiorcy wciąż podchodzą do nas nieufnie — nagle musieli sobie zorganizować nowe źródło dostaw [ubój rytualny zablokowało orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego i od stycznia 2013 r. był w Polsce nielegalny — red.], więc teraz dopuszczają nas stopniowo — twierdzi Tomasz Kubik.
DRÓB
Wołowina drożeje, a drób — wręcz przeciwnie — tanieje, choć i tak jest tani. W efekcie jednak kolejny rok z rzędu w sektorze spodziewana jest produkcyjno-sprzedażowa hossa. Wysoka baza może jedynie sprawić, że dynamika wzrostu będzie niższa. Naszym producentom dodatkowo pomoże nieszczęście innych — ogniska ptasiej grypy w niektórych krajach UE, które spowodowały ograniczenia eksportu. — Liczba ferm w Polsce systematycznie rośnie, więc produkcja żywca będzie większa. Efektywność tych ferm związana jest jednak z koniunkturą — hodowcy są w stanie ograniczyć produkcję, jeśli marże będą słabe. Dziś odczuwamy nadwyżkę surowca w kraju i w Europie, a ceny spadają, co z kolei sprzyja wzrostowi konsumpcji — mówi Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu. Przyznaje, że on sam nie pokusiłby się o prognozy dla branży na ten rok.
— Producenci czekają na decyzję Chińczyków o dopuszczeniu kolejnych zakładów na rynek. Kontrole odbyły się w minionym półroczu, a Chiny z Tajwanem mogłyby dać branży oddech. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że nie zdołamy ulokować tam od razu 0,5 mln ton drobiu, bo mogłoby to mieć wpływ na lokalnych producentów. Ralistycznie patrząc, jesteśmy jednak w stanie sprzedawać do Chin 100-200 tys. ton mięsa [cały polski eksport drobiu wyniósł w zeszłym roku 1 mln ton — red.]. Bacznie przyglądamy się też Iranowi — dodaje Piotr Kulikowski.
Choć spadające ceny zniechęcają do utrzymywania krów mlecznych i pogłowie spada, to jest kompensowane przez wzrost mleczności, bo rezygnują prawdopodobnie najmniej efektywni producenci. W efekcie produkcja mleka utrzyma się na niezmienionym poziomie trzeci rok z rzędu — prognozuje ARR.
MLEKO
W pierwszym roku po likwidacji kwot mlecznych, które miały pozwolić złapać branży wiatr w żagle, eksport produktów mleczarskich zmalał o 1 proc. wolumenowo, ale wartościowo o 16 proc. W tym roku lepiej nie będzie, choć dzięki niskim cenom zmniejsza się dynamika spadku krajowej konsumpcji. — Przy takim spadku cen produktów mleczarskich spożycie powinno wzrosnąć — uważa Jan Dąbrowski, prezes OSM w Łowiczu.
Przyznaje jednak, że obawia się tego roku. — Obniżki surowca w wielu mleczarniach mogą doprowadzić do sytuacji, gdy produkcja surowca przestanie być opłacalna. Dziś jest go na rynku za dużo. Za rok możemy mieć dokładnie odwrotny problem, bo rolnicy zrezygnują z krów mlecznych — twierdzi Jan Dąbrowski. Branża około 40 proc. mleka musi wywozić z kraju.
— Jesteśmy 11. producentem na świecie i 6. w Europie, ale nie mamy jednolitej branżowej strategii promocji eksportu, choć wielu z naszych konkurentów ma ją od lat. Bez solidnej narodowej promocji nie będziemy w stanie rozładować obecnego napięcia, bo o najbardziej chłonne rynki, azjatycki i afrykański, walczą ostro wszyscy globalni gracze — dodaje szef OSM Łowicz.





