W poświąteczny wtorek możemy wrócić na rynek w całkiem zmienionej sytuacji, choćby z powodu geopolityki. Dla inwestorów w USA będzie to bardzo intensywny tydzień. Najważniejsze staną się raporty kwartalne spółek. Po reakcjach na pierwsze z nich widać, że raporty zgodne z prognozami będą karane spadkiem kursów, a dużo lepsze — wzrostami. Pod warunkiem jednak, że spółki podniosą prognozy. Jednak negatywnych niespodzianek się nie spodziewam, bo ostrzeżeń brak. Ze względu na zwroty podatków, pierwszy kwartał z pewnością był dla gospodarki USA lepszy niż będzie drugi. Dlatego jeszcze w marcu sprzedaż detaliczna powinna była mocno rosnąć. Gdybyśmy tego nie zobaczyli we wtorkowych danych, będzie bardzo niedobrze.
Oprócz raportów kwartalnych otrzymamy bardzo dużo ważnych danych makro. Powinny być dobre, ale mimo to, a może właśnie dlatego, że będą takie doskonałe, twierdzę, że w gospodarce USA nie ma prawdziwego ożywienia, a jedynie jest przerwa w recesji zafundowana przez Fed i amerykańską administrację. Wcale nie jest pewne, że dobre dane wywołają wzrosty. Może być wręcz przeciwnie, bo będą rosły rynkowe stopy procentowe.
Trzeba znowu spojrzeć na międzyrynkową analizę techniczną (MAT), która jest narzędziem dla inwestorów długoterminowych (no, może średnioterminowych). Po tym, jak rentowność obligacji wybiła się z flagi, mamy już pewność: rynki znalazły się na przełomie czwartego (obligacje rozpoczynają bessę, akcje i towary rosną) i piątego (akcje rozpoczynają bessę, obligacje spadają, towary rosną) etapu cyklu koniunkturalnego (według podziału, który przedstawił Martin Pring). W szóstym etapie spadają wszystkie rynki. Pozostaje pytanie za wiele milionów dolarów: kiedy zacznie się bessa na rynku akcji? Odpowiedź nie jest prosta, ale z całą pewnością będzie to ten rok. Stawiałbym na przełom kwietnia i maja.
W Polsce rynki finansowe próbują lekceważyć problemy polityczne i nadal będą tak reagować, o ile nie okaże się, że czekają nas w tym roku wybory. Ostatnie wyimaginowane i prawdziwe afery z całą pewnością wywołają jeszcze większą niechęć społeczeństwa do polityków (z wyjątkiem Samoobrony, która stale zyskuje). W tej sytuacji wcześniejsze wybory nie są tak nieprawdopodobne, jak to się wydawało jeszcze tydzień temu. Zakładam, że rynki finansowe na razie w to nie wierzą i będzie im wszystko jedno, czy do UE wprowadzi Polskę Marek Belka czy Józef Oleksy.
Polityka raczej nie będzie w tygodniu poświątecznym przeszkadzać. Poza tym powinna się zacząć gra pod wyniki kwartalne spółek. W końcu to już tylko cztery tygodnie do raportów kwartalnych za pierwszy kwartał i fundusze będą powoli zajmowały pozycje w najbardziej obiecujących spółkach. Z tego wynika, że rynek podzieli się. Wyniki wielu spółek (szczególnie eksporterów) powinny być doskonałe. Dane makro, a przede wszystkim dynamika produkcji przemysłowej, wielkość sprzedaży detalicznej oraz mocno rosnący eksport wyraźnie sygnalizują, że przyrost zysków będzie bardzo duży. Po raz pierwszy spółki będą płaciły obniżony podatek dochodowy. Wiele z nich przełożyło (dzięki sztuczkom księgowym) część zysków z tamtego na ten rok, właśnie po to, by zapłacić mniejszy CIT.
To będą wyjątkowe dane, obawiam się jednak, że drugi kwartał będzie dużo gorszy, choćby dlatego, że spadnie popyt wewnętrzny. Polacy dużo kupowali przed wejściem do UE, bojąc się wzrostu cen. Reasumując: jeśli nie będzie zaburzeń politycznych w kraju lub na świecie, tydzień poświąteczny powinien przynieść zyski posiadaczom akcji.