Tylko PiS i Konfederacja stawiają na atom

Program atomowy, który ma zająć 20-25 lat i kosztować grubo ponad 100 mld zł, ma poparcie tylko PiS i Konfederacji. Bliżej do konsensu mają partie w kwestii węgla

Tematy związane z klimatem i energetyką mają szanse zdominować prace nowej Komisji Europejskiej. W polskiej kampanii wyborczej te tematy może nie dominują, ale odgrywają znaczącą rolę. Dlatego w opracowanym przez „PB” teście wyborczym umieściliśmy dwa pytania dotyczące energetyki. Z odpowiedzi sztabów wyborczych (odpowiedzi nie przysłał tylko sztab PiS) wynika, że opozycja w większości nie chce rozwoju energetyki atomowej, stawia zaś na rozwój odnawialnych źródeł energii. Program PiS — partii, która prowadzi w sondażach przedwyborczych — kładzie zaś nacisk na atom, a podejście do OZE ma wciąż ostrożne.

Rząd PiS, w którym za energetykę odpowiada Krzysztof
Tchórzewski, zadeklarował na razie plan budowy sześciu bloków jądrowych, ale od
2015 r. nie podjął wiążących decyzji w tej sprawie.
Zobacz więcej

JEST PLAN, NIE MA DECYZJI:

Rząd PiS, w którym za energetykę odpowiada Krzysztof Tchórzewski, zadeklarował na razie plan budowy sześciu bloków jądrowych, ale od 2015 r. nie podjął wiążących decyzji w tej sprawie. Fot. WM

Wolta PO i PSL

Na pytanie: „Czy Polska powinna inwestować w elektrownie atomowe?”, odpowiedź „nie” przysłały sztaby PO i PSL. Ich wolta może interesować, bo koalicja PO-PSL, która rządziła w latach 2008-15, opowiadała się za atomem. Nawet jeśli było to opowiadanie się bardziej słowem niż czynem.

— Po 2015 r. powstały takie zaległości w tym obszarze, że dziś budowa potężnych bloków jądrowych nie ma sensu. Uważamy, że lepiej zainteresować się technologią umożliwiającą budowę małych bloków jądrowych — tłumaczy Andrzej Czerwiński, były minister skarbu w rządzie PO-PSL i współautor energetycznego programu PO.

Lewica, pod której szyldem startują trzy partie, odpowiedziała „nie wiem”.

— W Sejmie potrzebna jest dojrzała dyskusja na temat atomu — tłumaczy Dariusz Standerski, kandydat Lewicy do Sejmu.

Za „tak” dla atomu opowiedziała się Konfederacja, tłumacząc, że to technologia niskoemisyjna i ekonomicznie atrakcyjna, co mają potwierdzać badania naukowe. Jeśli do tych odpowiedzi dołożymy proatomową postawę partii rządzącej, otrzymamy obraz polskiej sceny politycznej dalekiej od konsensu. Tymczasem ponadpartyjna zgoda w sprawie inwestycji, która ma trwać 20-25 lat i kosztować 100-135 mld zł (to szacunki podawane przez ministra energii), wydaje się konieczna. PiS zadeklarował na razie plan budowy sześciu bloków jądrowych, ale od 2015 r. nie podjął wiążących decyzji w tej sprawie.

Atomowa fikcja

Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa think tanku Forum Energii, opowiada się za opracowaniem kompleksowej analizy korzyści i strat związanych z inwestycją w atom, biorącej pod uwagę nie tylko kwestie finansowe, ale też zaopatrzenia w uran, dostawców i perspektywy technologii, koszty i miejsce składowania odpadów radioaktywnych, a także zdolności spółek energetycznych do realizacji projektu. Decyzje w sprawie energetyki jądrowej powinny być także szybkie.

— Od 10 lat utrzymujemy fikcję, że budujemy elektrownię atomową. Tymczasem utrzymywanie fikcji jest niebezpieczne z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego państwa — uważa Joanna Maćkowiak-Pandera.

Przypomina, że powrót rządów do pomysłu budowy elektrowni atomowej wynika z tego, że na horyzoncie rysuje się perspektywa wyłączenia jednostek węglowych, również na węgiel brunatny.

— Wyłączenie nastąpi jednak szybciej, niż wybudujemy elektrownię atomową. To sprawia, że pomysł z wybudowaniem elektrowni atomowej nie odpowiada na największe wyzwanie systemu energetycznego — deficytu energii, który nastąpi w perspektywie 10 lat — twierdzi szefowa Forum Energii.

Węgiel drogi Konfederatom

Nieco bliżej do konsensu mają polskie partie w kwestii eliminowania węgla w energetyce. Na pytanie: „Czy Polska powinna dążyć do szybkiego wyeliminowania wykorzystania węgla w energetyce?” odpowiedź „tak” otrzymaliśmy od sztabów PO, PSL i Lewicy. Różnice widać w datach, które partie podają w swoich deklaracjach.

„Do 2030 r. wyeliminujemy węgiel w ogrzewaniu domów i mieszkań, do 2035 r. — w ogrzewaniu systemowym, a do 2040 r. — w całej energetyce” — czytamy w programie PO.

Dat nie podaje Lewica, zapowiadając jedynie, że „zredukuje zużycie paliw kopalnych w energetyce na rzecz czystych źródeł energii, a do 2035 r. większość energii będzie pochodzić z odnawialnych źródeł”. Deklaracja PSL jest podobna: „systematycznie będziemy odchodzić od węgla, a naszym celem jest 50-procentowy udział OZE w polskim miksie energetycznym do 2030 r.”. „Nie” w sprawie eliminowania węgla z energetyki mówi Konfederacja. Zapytaliśmy Krzysztofa Bosaka, rzecznika sztabu, jak partia chce to pogodzić z zieloną strategią Komisji Europejskiej.

— Program UE, zakładający odchodzenie od węgla, zagraża naszym interesom, naszej niezależności energetycznej. Uważamy, że Polska powinna wypowiedzieć unijny pakiet klimatyczno-energetyczny — podkreśla Krzysztof Bosak.

PiS Śląska nie drażni

Relatywnie zbliżone wydają się tu deklaracje PiS.

„Przyjęliśmy postawę renegocjacji pakietu energetyczno-klimatycznego w kierunku zagwarantowania interesów polskiego przemysłu i konsumentów. Premier Mateusz Morawiecki zablokował w 2019 r. porozumienie unijne w sprawie osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.” — czytamy w programie PiS.

Deklaracji dotyczących odchodzenia od węgla w tym programie nie ma, a ze źródeł odnawialnych mile widziana jest przede wszystkim fotowoltaika. O wiatrakach PiS pisze jedynie w kontekście protestów mieszkańców wsi. Śląscy górnicy to dla PiS znacząca grupa wyborców, ze Śląska kandyduje też do Sejmu premier Mateusz Morawiecki. Dlatego w programie PiS podkreślono, że to obecny rząd uratował spółki górnicze przed bankructwem.

— W sektorze węglowym rzeczywiście żadna spółka nie zbankrutowała. Udało się to jednak tylko dlatego, że Unia Europejska zgodziła się na ich wsparcie kroplówką finansową od energetyki. W perspektywach dla tego sektora niestety wiele się nie zmieniło — kula śnieżna w postaci żądań płacowych robi się coraz większa, co na razie jest przykrywane przez rosnące jeszcze ceny węgla — uważa Paweł Puchalski, analityk banku Santander.

Okrągły stół węglowy

Aleksander Śniegocki, kierownik projektu energia i klimat w WiseEuropa, przekonuje, że rzeczywistość rynkowa i prawna i tak będzie wymuszała na rządzie wzrost inwestycji w niskoemisyjne źródła oraz szybkie ograniczanie roli węgla w miksie energetycznym.

— Otwartą kwestią pozostaje to, czy proces będzie się odbywał na podstawie długoterminowego planu, czy też bieżących dostosowań, tak jak się to dzieje obecnie z nadganianiem celu OZE — podkreśla Aleksander Śniegocki.

Joanna Maćkowiak-Pandera postuluje zaś, by zorganizować po wyborach „okrągły stół węglowy”.

— Po to, by zacząć rozmawiać o tym, jak zmniejszać udział węgla w gospodarce. Priorytetem powinno być ograniczanie węgla w ciepłownictwie, zwłaszcza w indywidualnych piecach. Do stołu trzeba zaprosić wszystkich, których temat dotyczy — energetyków, ekologów, ekonomistów, socjologów i reprezentantów wszystkich partii politycznych. Potrzebna jest decyzja ponad podziałami — argumentuje szefowa Forum Energii.

Poza tym rząd powinien zacząć publikować dane na temat energetyki, czyli kosztów, składników ceny, emisji, stanu infrastruktury wytwórczej.

— Polakom należy się rzetelna informacja o tym, jaki jest stan sektora, z czego wynika wzrost cen energii i dlaczego potrzebujemy zmiany — twiewrdzi Joanna Maćkowiak-Pandera.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu