Według pierwszych informacji docierających z konferencji międzyrządowej polska minister spraw zagranicznych Anna Fotyga upomniała się o wpisanie mechanizmu blokującego podejmowanie decyzji, tzw. Joaniny, do traktatu reformującego Unię Europejską. Tego można się było spodziewać, bo mechanizm z Joaniny był przez prezydenta i premiera przedstawiany miesiąc wcześniej jako jeden z głównych polskich sukcesów brukselskiego szczytu Rady Europejskiej.
Tym razem ze strony polskich negocjatorów nie padają groźby weta, nie ma mowy o żadnym ultimatum. Czyżby po tym, jak polska dyplomacja — w ocenie polityków PiS — wstała z kolan, teraz na te kolana ponownie opadła? Nic bardziej błędnego. Wygląda na to, że szum medialny wokół twardego stanowiska podczas spotkania w Brukseli był robiony na użytek polityki wewnętrznej (a i to z umiarkowanym powodzeniem). Teraz strona polska jest gotowa spierać się o przecinki w dokumentach, ale nic nie wskazuje na to, by doszło do rejtanowskich gestów.
O pozycję Polski można zabiegać różnymi sposobami. Niekiedy — jak w przypadku rosyjskiego embarga na polskie mięso — skuteczna okazuje się groźba weta, czasem jednak — jak w przypadku brukselskiego szczytu — zapowiedź weta nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Wtedy trzeba sięgnąć po bardziej subtelne instrumenty dyplomatyczne. Być może konferencja międzyrządowa będzie sygnałem, że polska dyplomacja potrafi z nich skorzystać.
Adam Sofuł