Tzw. dobra zmiana nie była potrzebna

opublikowano: 14-03-2018, 22:00

Z polskiego punktu widzenia największą zazdrość może wywoływać zdolność niemieckiej klasy politycznej do zawierania kompromisów.

Niemal pół roku po wyborach do Bundestagu z 24 września 2017 r. kanclerz federalna Angela Merkel nareszcie została 14 marca 2018 r. wybrana przez Bundestag na jej czwartą kadencję 2017-21. Szefem rządu została w 2005 r., akurat jednocześnie z… premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem. 64-letnia obecnie przewodnicząca CDU celuje w wyrównanie rekordu 16-letnich rządów Helmuta Kohla z okresu 1982-98. Mimo przedłużenia tzw. wielkiej koalicji CDU/CSU z SPD zatwierdzenie jej rządu nie było tzw. oczywistą oczywistością. W poprzedniej kadencji obie wielkie partie miały w 631-osobowym Bundestagu aż 503 fotele. Obecnie izba rozrosła się do 709 deputowanych (wielkość jest zmienna ze względu na mieszaną ordynację), większość bezwzględna wynosi 355 głosów, koalicjanci zaś mają 399 mandatów. W tajnym (to okoliczność bardzo ważna) głosowaniu jedyna kandydatka Angela Merkel przeszła tylko 364:315, przy 9 wstrzymujących się i 21 nieobecnych — zatem nie wszyscy posłowie koalicyjni (zapewne socjaldemokraci) ją poparli. To jednak nic nowego, podobnie zdarzyło się na starcie poprzedniej kadencji w 2013 r., a także w 2005 r.

Z polskiego punktu widzenia największą zazdrość może wywoływać zdolność niemieckiej klasy politycznej do zawierania kompromisów.
Zobacz więcej

Z polskiego punktu widzenia największą zazdrość może wywoływać zdolność niemieckiej klasy politycznej do zawierania kompromisów. fot. REUTERS

Ze względu na poziom naszych relacji gospodarczych i politycznych stabilizację rządu za Odrą i Nysą przyjmujemy z wielką ulgą. Odetchnęła także cała Unia Europejska. Od pół roku sytuacja była bowiem paradoksalna. Wszyscy wiedzieli, że 24 września 2017 r. pytanie w Niemczech brzmiało „Kto zostanie nowym kanclerzem federalnym i dlaczego czwarty raz Angela Merkel”. Naturalnym procesem społecznym w demokratycznym kraju stało się rozrzucenie głosów na większą liczbę kupek wystających ponad 5-procentowy próg, dający miejsca w Bundestagu. Zrozumiały stał się zatem sukces izolowanej Alternatywy dla Niemiec (AfD), a także powrót do parlamentu Wolnej Partii Demokratycznej (FDP). Gdy jednak przyszło do konstruowania rządu, pozycja Angeli Merkel okazała się niepodważalna. Tym razem kanclerz musiała jednak zdać egzamin ze zdolności koalicyjnych.

Nieudana okazała się próba zawiązania przez CDU/CSU spółki z FDP i Zielonymi, która zgodnie z czarno-żółto-zielonymi barwami trzech partii zwana była jamajską, od flagi Jamajki. Różnice między potencjalnymi małymi partnerami okazały się jednak wręcz biegunowe. Pozostała zatem kontynuacja rozsądkowego związku chadecji z socjaldemokracją. W sfinalizowaniu umowy bardzo pomogła decyzja równie zachłannego na władzę, co przegranego Martina Schulza o usunięciu się w cień i przekazaniu sterów SPD nowej ekipie, na czele z Olafem Scholzem, od wczoraj wicekanclerzem i ministrem finansów.

Z polskiego punktu widzenia największą zazdrość może wywoływać zdolność niemieckiej klasy politycznej do zawierania kompromisów. Konstruowanie umowy koalicyjnej CDU/CSU/SPD trwało bardzo długo, ale efektem jest grube tomisko — jeszcze grubsze niż w poprzedniej kadencji — które zostało upublicznione i będzie dokładnie realizowane. Umowa pogodziła rozbieżne często koncepcje polityczne, gospodarcze i społeczne. Dla spolaryzowanych, lecz pragmatycznych Niemców niewyobrażalna jest sytuacja, jaka zdarzyła się po wyborach w 2015 r. w Polsce — że partia, która w urnach zdobyła zaledwie 18,65 proc. głosów uprawnionych wyborców, dzięki ordynacji oraz szczęśliwemu splotowi okoliczności przejęła 100 proc. władzy nad wszystkimi dziedzinami życia publicznego…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Tzw. dobra zmiana nie była potrzebna